Moon Knight tom 3: W noc – recenzja komiksu

Większość tytułów wychodzących regularnie z komiksowych fabryk, jakimi troszkę są DC i Marvel, to pozycje mające przyciągnąć czytelnika efekciarstwem. Wśród nich znajdują się jednak perełki, ratujące superbohaterską kategorię od niechybnego upadku w banalność.

W Marvel NOW! pojawiło się kilka takich serii, a wśród nich jest Moon Knight, którego przygody pisali kolejno Warren Ellis i Brian Wood. Za trzeci, finalny tom odpowiada Cullen Bunn, artysta mający na koncie kilka ciekawych i naprawdę szalonych komiksów z Deadpoolem, a także wychodzący nakładem Mucha Comics horror Hrabstwo Harrow.

Strona komiksu Moon Knight tom 3: W noc

W noc to kilka mniejszych historii, osadzonych w różnych klimatach. Taka forma sprawdza się lepiej w przypadku superbohaterskiego outsidera, pozwala na pokazanie go w różnych sytuacjach i nie angażuje w wielkie wydarzenia. Próżno szukać tu śladów Nieskończoności czy Grzechu pierworodnego. Chcesz przeczytać solidną opowieść ze stajni Marvela na mniejszą skalę? Moon Knight jest dla ciebie. Ale czy, jak niemal każdemu pakietowi opowiadań, temu tomowi również zdarzają się wzloty i upadki?

Moon Knight nie ma łatwo. Jego zleceniodawca, księżycowy bóg Khonsu to niestabilny i ukrywający swe motywacje osobnik, a zadania, jakie mu daje, często wykraczają poza ludzkie ograniczenia. Wsparty technologią i siłą własnych pieści Spector służy jednak wiernie temu, który przed laty wyrwał go ze szponów śmierci. Co jeśli jednak na jego drodze staną inni powiernicy Khonsu? Jeśli uważacie, że utarczki z bogiem to mało, mamy jeszcze watahy zdziczałych psów, porywaczy na lotniach i monstra spod łóżka.

Strona komiksu Moon Knight tom 3: W noc

Tytułowy bohater porównywany był przez długi czas do Batmana. Nocny tryb działania i ogólna estetyka, wliczając w to gadżety z adekwatnym przedrostkiem sprawiały, że skojarzenia z Mrocznym Rycerzem nie były wyłącznie fanowskimi teoriami. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że Marvel i DC lubią się wzajemnie „inspirować”. W Marvel NOW! nastąpiła pewna zmiana. Cała działalność herosa, włącznie z genezą i służbą u egipskiego bóstwa zostały podważone i to w dość ciekawy sposób. Mianowicie Marc Spector coraz częściej ukazywany był jako osobnik szalony, a jego wizje sprowadzone do obłąkańczych majaków. I nie potrafię osądzić, czy to właściwie oddala go od Wayne’a, czy wprost przeciwnie – przybliża.

Rysunki Rona Ackinsa i Germána Peralty są bardzo mało superbohaterskie, w powszechnym tego pojęcia znaczeniu. Blisko im zaś do powieści grozy. Wystarczy, że przytoczę tu przykład historii Ślady. Główny bohater w swej bieli jest silnie uwypuklony, ale i w innych barwach byłby centralnym punktem kadrów. Wspomnieć też muszę, że za każdym razem podoba mi się niespodziewanie pojawienie się Khonsu. Groteskowe bóstwo w mojej wyobraźni przemawia głosem Patricka Stewarta i to z szekspirowskiej części jego działalności artystycznej. Nie zdarza mi się słyszeć głosów, więc to chyba dowód na to, że twórcom we wszystkich trzech tomach udało się przedstawić oryginalnie dość niezwykłego bohatera.

Strona komiksu Moon Knight tom 3: W noc

W noc kończy serię Moon Knight w ramach Marvel NOW!.  Moon Knight jest przede wszystkim oryginalny. Główny bohater to ktoś zupełne inny niż reszta jego kolegów po fachu. Seria ruszyła później niż Avengers czy All New X-Men i pokazała, że nie trzeba poruszać, niekiedy dosłownie, nieba i ziemi by stworzyć niezłą fabułę. Zadania, jakie przed nim stają i forma krótkich opowiadań również znacznie wpływają na pozytywny odbiór cyklu o superbohaterze stojącym nieco w cieniu swoich kolegów z ulic Nowego Jorku. Egmont zamierza kontynuować wydawanie regularnych serii Marvela i mam nadzieję, że obok Avengers i X-Men ujrzymy i Moon Knighta.


Okładka komiksu Moon Knight tom 3: W noc

Tytuł oryginalny: Moon Knight Vol. 3: In The Night

Scenariusz: Cullen Bunn

Rysunki: Ron Ackins, Germán Peralta

Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski

Wydawca: Egmont 2018

Liczba stron: 132

Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?