Nieskończony kryzys – recenzja komiksu

Wydany (nareszcie!) w 2016 roku w ramach egmontowej linii DC Deluxe Kryzys na nieskończonych ziemiach był opowieścią tyleż przełomową, co trudną w odbiorze i przeznaczoną przede wszystkim dla wieloletnich fanów i zagorzałych czytelników opowieści z uniwersum Batmana, Supermana, Wonder Woman i całej reszty. Dzięki temu albumowi koncepcja porządkowania wydawniczych zasobów DC za pomocą szeroko zakrojonych eventów zadomowiła się na dłużej. Dwadzieścia lat później światło dzienne ujrzał więc Nieskończony kryzys, stanowiący bezpośrednią kontynuację przełomowej historii Wolfmana i Pereza.

W ciągu dwóch dekad, jakie minęły od publikacji Kryzysu na nieskończonych ziemiach, uniwersum DC Comics znów pękało w szwach od postaci i wątków, wracając niejako do pierwotnego stanu, który przyczynił się do problemów wydawcy z trzymaniem wszystkiego w ryzach. A że historia lubi się powtarzać, a jeden kryzys prowadzi często to drugiego, włodarze komiksowego giganta postanowili powtórzyć to, czego już raz dokonali z niemałym sukcesem. Za drugim razem miało być łatwiej, jednak ambitny projekt wcale nie okazał się bułką z masłem.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/63%20Nieskonczony_kryzys.jpg

Strona komiksu Nieskończony kryzys

Do napisania i narysowania Nieskończonego kryzysu przygotowywano się z dużym wyprzedzeniem. Najpierw pojawiło się kilka serii pobocznych, prowadzących do tego wydarzenia, ale polski czytelnik niestety znów został ich pozbawiony. Zbierano też odpowiednią ekipę, która miała powtórzyć sukces głośnego eventu sprzed lat. Padło na Geoffa Johnsa, którego zresztą pozycja jako scenariuszowego guru i eksperta od DC bardzo mocno się po tym komiksie ugruntowała. Jeśli chodzi o ekipę rysowników, wybrano Phila Jimeneza (m.in. Wonder Woman), który wyczynia tu cuda na dwustronicowych splashach wypełnionych po brzegi postaciami, a także Ivana Reisa (m.in. Liga Sprawiedliwości z Nowego DC Comics).  Postanowiono także uhonorować George’a Pereza i poproszono go o narysowanie kilku plansz w duchu Kryzysu na nieskończonych ziemiach. Jak możecie się domyślać, eksperyment wyszedł znakomicie. Zderzenie nowoczesnych, dynamicznych kadrów ze „starą szkołą” rysowania zdecydowanie podnosi walory tego albumu.

O co więc chodzi w Nieskończonym kryzysie? Nie do końca o samą antymaterię, chociaż echa afery z Antymonitorem pobrzmiewają w niniejszym komiksie dość głośno. Do żywych powracają za to bohaterowie, którzy wydawali się martwi lub przynajmniej zaginieni w odmętach czasu i przestrzeni. Ich misja zastąpienia złego, pełnego mroku i przemocy świata  zwraca oczywiście uwagę Trójcy, czyli Batmana, Supermana i Wonder Woman i to akurat w momencie, kiedy relacje między nimi nie należą do najmocniejszych. Czy uda im się naprawić przyjaźń, odzyskać zaufanie i uratować ich wersję Ziemi przed zagładą? Szczególnie postać Mrocznego Rycerza wypada tutaj interesująco – jako konstruktor satelity, której skorumpowana sztuczna inteligencja częściowo odpowiada za krwawą rebelię, będzie on musiał (jak zwykle zresztą) borykać się z dużym poczuciem odpowiedzialności.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/125%20Nieskonczony_kryzys.jpg

Strona komiksu Nieskończony kryzys

Możecie się zatem już domyślać, że pierwsze skrzypce w tej opowieści grają również Alexander Luthor, drugi Superman, starszy i bardziej doświadczony, pochodzący z Ziemi Dwa, a także Superboy, którego roli wielu czytelników nie będzie się spodziewać. Brzmi znajomo? To właśnie oni zapłacili wysoką cenę w opowieści stworzonej 20 lat wcześniej i zniknęli ze świadomości czytelników na długi czas. Jednak czy kiedy wrócą, ich zamiary będą dobre, a ich roszczenia uzasadnione? To zresztą tylko kilka z postaci, które dołożą cegiełkę do zamachu na uniwersum, jakie znamy. Pytanie tylko, do czego to doprowadzi.

Nieskończony kryzys jest nieco łatwiejszy w odbiorze dla współczesnego czytelnika niż Kryzys na nieskończonych ziemiach, zarówno za sprawą bardziej czytelnych rysunków, jak i nowocześniejszego sposoby narracji Johnsa. Uwagę zwraca też dobór mocniejszych i dojrzalszych środków wyrazu – niniejszy komiks miejscami bywa naprawdę krwawy i pełen przemocy, czasem nawet zbyt wyrazistej.

Nieskończony kryzys oznaczał liczne reperkusje dla uniwersum DC i występujących w nim postaci. Oprócz śmierci kilku z nich, raczej pomniejszych i mniej uwielbianych, zdecydowano się na przywrócenie zmodyfikowanej koncepcji światów równoległych, restart niektórych tytułów i zamianę ich bohaterów, unowocześnienie części herosów, a także przeniesienie fabuły wielu serii o rok do przodu. Uzupełnieniem tego konceptu była wychodząca co tydzień seria 52, pokazująca wydarzenia z brakujących 12 miesięcy. Z dość dużą dozą prawdopodobieństwa mogę też powiedzieć, że pewnie nie byłoby dziś w Marvelu historii Jonathana Hickmana o inkursjach, gdyby nie dzieło Johnsa i Jimeneza.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/236%20Nieskonczony_kryzys.jpg

Strona komiksu Nieskończony kryzys

Czy warto zatem sięgnąć po Nieskończony kryzys? Oczywiście, jednak do lektury trzeba się najpierw odpowiednio przygotować. Po pierwsze – warto poszerzyć wcześniej swoją wiedzę o świecie i bohaterach DC, ponieważ natłok postaci, grup i informacji już od początku uderza czytelnika, który może mieć problem z ogarnięciem całości. Po drugie – dobrze odświeżyć sobie lekturę Kryzysu na nieskończonych ziemiach, bez którego niniejszego tomu zapewne w ogóle by nie było. Po trzecie, warto skorzystać z dodatków zamieszczonych na końcu albumu. Jeśli macie tendencję do pomijania szkiców, scenariuszy czy wywiadów, tym razem polecam Wam przeczytać naprawdę obszerny wywiad z twórcami i redaktorami tej siedmiozeszytowej serii głównej (ale i serii pobocznych), z którego wynika jak wiele pracy włożono w tę opowieść i jak bardzo ewoluowała ona od momentu pierwszych planów, aż do efektu końcowego. Pomoże to trochę rozjaśnić cały obraz tego wymagającego, nie tylko dla polskich czytelników, dzieła.


 

https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/367/943/367943/1529409984/800.jpg

Okładka komiksu Nieskończony kryzys

Tytuł oryginalny: Infinite Crisis
Scenariusz: Geoff Johns
Rysunki: Phil Jimenez, George Perez, Jerry Ordway, Ivan Reis
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2018
Liczba stron: 264
Ocena: 75/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?