Advertisement
banner

Outcast tom 5 – Inwazja – recenzja komiksu

Decyzja o zmianie trybu wydawniczego i publikacji podwójnych tomów Outcast Roberta Kirkmana mogła być jedną z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się tej serii. Chociaż jest to kawał przyzwoitego komiksu, Mucha Comics rozpoczęła jego wydawanie jeszcze w 2016 roku. Powolny cykl wydawniczy, połączony z widocznym miejscami spadkiem poziomu, powodował mniejsze wrażenia z lektury. Na szczęście Outcast tom 5 – Inwazja na nowo przywraca wiarę w tę opowieść.

Powiedzmy sobie szczerze – Outcast nie wyróżnia się wśród horrorów, tak jak jego Żywe Trupy, ani tak jak Invincible błyszczy na tle regularnych opowieści superhero. Jego największą zaletą jest z pewnością mroczny, ponury klimat, który podkreślają rysunki Paula Azacety. I tutaj nie ma o co się martwić, bo graficzne walory tej serii cały czas pozostają na równie wysokim poziomie.

https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/393/586/393586/1554069600/800.jpg

A co ze scenariuszem? Zgodnie z informacjami, które Kyle uzyskał w poprzednich zeszytach, opętanych jest znacznie więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Co więcej, potrafią się oni organizować w specyficzny sposób. Na szczęście już na pierwszych stronach Outcast tom 5 – Inwazja Barnes spotyka wyjątkowo charyzmatyczną, a i bliską mu postać – pozwolę sobie nie spoilerować, aczkolwiek dość łatwo domyślić się, kto to może być.

Jako że teraz do przeczytania mamy prawie 250 stron, rozwinięte zostają wątki również innych postaci. Troszkę więcej miejsca poświęcono rodzinie Kyle’a – jego żonie, siostrze, no i oczywiście córce, która ma odegrać niebagatelną rolę w bitwie pomiędzy dobrem a złem. Barnesowie ukrywają się w miejscu na odludziu, chociaż im dłużej urzęduje w nim wielebny Anderson, tym bardziej rzuca się ono w oczy. Wielka bitwa wkrótce się rozegra.

https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/394/267/394267/1554069601/800.jpg

A skoro już przy Andersonie jesteśmy, na arenę wkracza jego dawno niewidziany syn. Niestety dla grupy niekoniecznie musi to oznaczać wzmocnienie – potomek Andersona będzie rozdarty pomiędzy charyzmatycznymi kultystami, a ojcem, który porzucił go i zniknął, zajmując się wyjątkowo osobliwymi rzeczami.

Outcast tom 5 – Inwazja to także debiut wyjątkowej postaci, która najwyraźniej gra po stronie ciemności. Rowland Tusk (powtarzam – ROWLAND!) to z pozoru zwykły urzędnik w garniturze, przykładny mąż i ojciec, ale kiedy przychodzi co do czego, potrafi pokazać swoją bezwzględną i brutalną naturę. To jedna z najciekawszych postaci, jakie pojawiły się kiedykolwiek na kartach Outcast.

https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/394/268/394268/1554069602/800.jpg

Outcast tom 5 – Inwazja wreszcie satysfakcjonująco popycha fabułę do przodu. Nowi sojusznicy biorą Barnesa pod swoje skrzydła i dzięki temu jego moce mogą wreszcie zostać właściwie ukierunkowane. Wraz z połączeniem dwóch tomów w jeden akcja przyspiesza, a dłużyzny przestają tak rzucać się w oczy. Mam wrażenie, że Kirkman zmienił nieco sposób narracji i właśnie w tym momencie seria złapała drugi oddech.

Cieszę się, że nie postawiłem krzyżyka na Outcast po ostatnim rozczarowaniu, jakim okazał się poprzedni tom. Praca twórców i dobra decyzja wydawcy sprawiła, że opowieść, która wydawała się schodzić na psy, znów nabrała rumieńców. Dzięki temu wciąż możemy mówić, że Robert Kirkman jest pewnego rodzaju gwarancją jakości, nawet jeśli zdarzają mu się potknięcia.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/393/589/393589/1554069602/800.jpg

Tytuł oryginalny: Outcast vol.5 – Invasion

Scenariusz: Robert Kirkman

Rysunki: Paul Azaceta

Tłumaczenie: Marek Starosta

Wydawca: Mucha Comics 2019

Liczba stron: 248

Ocena: 80/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?