Pusty Człowiek – recenzja komiksu

Żyjemy w społeczeństwie, w którym epidemia miałaby się nadzwyczaj dobrze. Swoboda przemieszczania się, nieposłuszeństwo względem restrykcyjnych reguł ścisłej kwarantanny czy po prostu ludzka nieostrożność są dogodnymi czynnikami do rozwoju ultraniebezpiecznego wirusa. Pusty Człowiek scenariusza Cullena Bunna przedstawia właśnie taki obraz wydarzeń, które z kolejnymi stronami nabierają coraz ciemniejszych barw.

Strona komiksu Pusty Człowiek

Choroba Pustego Człowieka to niecodzienna przypadłość. Wielopoziomowa, dotykająca zarówno ciała, jak i umysłu, a i duch zapewne nie ma się za dobrze. Autodestrukcyjne zachowania i niejasne przyczyny zainfekowania to cechy charakterystyczne, lecz wszystkie deklasuje inny szczegół. Mowa tu o szczególnej więzi łączącej zarażonych. W niektórych przypadkach działania dotkniętych Pustym Człowiekiem są nieskoordynowane, niezależne od siebie. Jedynym czynnikiem je łączącym jest nieludzka brutalność czynów. W innych zaś doprowadza ona do powstawania sekt, których nie powstydziłby się Jim Jones. A skoro już mowa o demonicznych kaznodziejach…

Trudne czasy to doskonała pora dla wszelkiej maści ekstremistów. Opierają się oni na maksymalnie przejaskrawionych ideologiach, rzecz jasna „jedynych słusznych”. W komiksie Pusty Człowiek pojawia się pewien osobnik, którego ciężko jest określić mianem kaznodziei, kapłana czy choćby guru. Na jego drodze staje para detektywów, powoli odkrywająca prawdziwe oblicze choroby i jej przyczyn. Może Cullen Bunn nie wymyślił czegoś nowatorskiego, jednak sposób, w jaki przedstawił prawdziwe źródło całego bałaganu wywołuje ciarki na plecach i nienazwane uczucie niepokoju, charakterystyczne jedynie dla wysmakowanej grozy.

Strona komiksu Pusty Człowiek

Powszechnie mówi się, że obawiamy się tego, czego nie znamy lub nie widzimy. To dosyć odważne stwierdzenie, aczkolwiek w Pustym Człowieku znajdujące potwierdzenie. Służby walczące z tajemniczymi przypadkami przypominają dzieci we mgle. Cullen Bunn rozgrywa główną partię ponad ich głowami, a gdy sytuacja się wyrównuje, nagle znów jest o dwa kroki przed FBI i CDC. Próżno tu szukać misternych gier między dobrymi i złymi. Choroba zdaje się postępować niezależnie od wszystkiego, nieludzka i obca, niezgodna z prawami natury. Ale czy ktokolwiek nazwałby wirusa powodującego samobójstwa, ataki brutalności i zdziczenie czymś naturalnym?

Posępna wizja Bunna wymagała równie posępnej oprawy wizualnej. Vanessa R. Del Rey i jej rysunki doskonale oddają przygniatającą atmosferę lęku, wręcz zdawać by się mogło nieuchronnej zagłady. Nieostra, pełna cieni kreska wylewa się z kadrów, a sam sposób ich konstruowania warty jest rozwinięcia. Kluczową figurą geometryczną w Pustym Człowieku jest trójkąt. W kulminacyjnych momentach dość zwyczajnie rozplanowane kadry zmieniając się w ostre, tnące przestrzeń niczym odłamki szkła trójkąty. To, co wydaje się naturalne, błyskawicznie potrafi zmienić się w plugawą aberrację. Bez prac Del Ray Pusty Człowiek byłby, paradoksalnie, pusty.

Strona komiksu Pusty Człowiek

Pusty Człowiek to historia ponura. Nie ze względu na kreskę Vanessy R. Del Rey czy nastrój, jakim niczym smołą oblewa czytelnika Cullen Bunn. Prawdziwą grozą jest chłodna naturalność nienaturalnych wydarzeń. Autor nie opiera całego zła na ideologii. Przeciwnie – zrzuca wszystko na karb nieodgadnionego wirusa, budzącego w ludziach ich najmroczniejszą stronę. Jednocześnie tu nasuwa się pytanie o naturę człowieka i jego system moralny.

Pusty Człowiek to porządny horror, który doczekał się w tym roku kontynuacji. Choć autorzy nie szczędzą nam surrealistycznej makabry, to siłą tego komiksu jest subtelna gra psychologiczna z czytelnikiem. Postacie fascynują, otoczenie wydaje się obce, lecz zaskakująco znajome, a czyny, jakich dopuszczają się zarażeni, kruszą mit człowieka cywilizowanego. Nie będę się już rozpisywał – sięgajcie po ten komiks, nawet kosztem superbohaterów i innych cudowności.


Okładka komiksu Pusty Człowiek

Tytuł oryginalny: The Empty Man

Scenariusz: Cullen Bunn

Rysunki: Vanessa R. Del Rey

Tłumaczenie: Piotr Czarnota

Wydawca: Mucha Comics 2018

Liczba stron: 160

Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?