Advertisement
Advertisement

Strażnicy Galaktyki tom 1 – recenzja komiksu

Historie z supergrupami nie przekonują mnie tak jak solowe występy bohaterów. Mają tendencję do umniejszania niektórych członków grupy, nierzadko idąc w stronę taniego efekciarstwa eventów, a rotacja w nich jest stanowczo zbyt częsta. Jednak czym mniej szablonowa grupa, tym mniej obaw o sztampę. Strażnicy Galaktyki tom 1 Lanninga i Abnetta to opowieść o zespole oryginałów, może nie tak surrealistycznych jak członkowie Doom Patrol, ale zdecydowanie nie stojących na piedestale jak Avengers i im podobni. Czy jednak to zawieszenie między dziwacznością i heroizmem może się udać?

Strona komiksu Strażnicy Galaktyki tom 1

Star-Lord pojawił się w komiksie Anihilacja: Podbój, co nie przeszkodziło autorom tegoż wydarzenia wynieść go ponad postaci występujące od początku tej historii. Bohater ten, widząc galaktykę w strzępach, tworzy zespół, który miałby przeciwdziałać, zanim kolejne wstrząsy rozhulają się na dobre. Brzmi niczym geneza kolejnej typowej supergrupy, lecz klucz wyboru Quilla jest dość nieszablonowy. Postawił on na zawodników o różnych charakterach, specjalizacjach czy historii i ostatecznie ta egzotyczna mikstura wyszła mu całkiem nieźle. Ciekawe jest również wykorzystanie postaci takich jak Drax czy Warlock. Bohaterowie ci pamiętają jeszcze czasy klasyki Jima Starlina i to, jak odmienni są od siebie samych z tego okresu, jest zachętą do sięgnięcia po stare, ale jakże jare tytuły. Pokazuje też, jak plastyczne mogą być postaci w odpowiednich rękach, bez wymiany ich na nowszy model.

Autorzy nieco spuścili z podniosłego, eventowego tonu Anihilacji. Zamiast międzyplanetarnej gorączki, dostajemy szereg pomniejszych przygód, których kluczem są ich uczestnicy. Relacje w naprędce skleconej grupie Star-Lorda są zabawne i niepozbawione polotu. Palmę pierwszeństwa zdobywa tu antropomorficzna rywalizacja psa-telepaty Kosmo i szopa Rocketa. Rewelacyjną sprawą są też krótkie wypowiedzi bohaterów, komentujące bieżącą akcję. Nadają fabule lekkiego tonu, który pasuje do przygód supergrupy działającej nie do końca na serio. Jeśli oglądaliście filmy Jamesa Gunna, z pewnością zauważycie inspiracje reżysera.

Strona komiksu Strażnicy Galaktyki tom 1

Paul Pelletier, Wes Craig i Brad Walker robią to, co do nich należy, a nawet dużo więcej. Prace zwłaszcza tego pierwszego są lepiej dopasowane do treści komiksu, niż te z Anihilacji. Postaci niehumanoidalnych kosmitów przypominają najlepsze projekty z uniwersum Lucasa, a jednolita kolorystyka uniformów zespołu Star-Lorda ma na poły militarny i profesjonalny charakter, co zabawnie kontrastuje w przypadku szopa i chodzącego drzewa… Strażnicy Galaktyki tom 1 mogą pochwalić się również świetnymi okładkami, za które częściowo odpowiada Clint Langley. Trafia się też mały zgrzyt w postaci kilku rysunków Carlosa Magno, ale nawet te felery nikną w całości prac reszty rysowników.

Strona komiksu Strażnicy Galaktyki tom 1

W wielu komiksach czuć infantylność już od pierwszej strony. Szczególnie, jeśli artysta stara się pisać dojrzałe dzieło, używając swobodniejszych schematów fabularnych. Strażnicy Galaktyki tom 1 nie aspirują do miana kosmicznego traktatu filozoficznego i bardziej bawią, niż uczą. Po raz pierwszy też autorom udało się uzyskać urok kosmosu Marvela w stylu Jima Starlina. Spójny, ciekawie rozpisany świat z charakterkiem przygodowego SF, gdzieś w głębi jednak kryjący potencjał na coś więcej. Do tego mocno zarysowane postaci, o wiele ciekawsze niż napuszone idealnością figury herosów z Ziemi. Egmont zapowiedział drugi tom serii i kolejny event z nim związany – Wojnę Królów. Tymczasem przypomniałem sobie, że na rynku dostępny jest Imperatyw Thanosa z WKKM. Tym, którzy jednak nie posiadają tego albumu, radzę poczekać. Kosmos Marvela z różnych epok jest u nas popularny i Egmont zapewne nie odpuści sobie i tego tytułu.


Okładka komiksu Strażnicy Galaktyki tom 1

Tytuł oryginalny: Guardians of the Galaxy by Abnett and Lanning: The Complete Collection vol.1
Scenariusz: Dan Abnett, Andy Lanning
Rysunki: Paul Pelettier, Brad Walker, Wes Craig
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 300
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?