Advertisement

Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich – recenzja komiksu

Lubię sobie poczytać komiksy o przygodach Suicide Squadu z DC Odrodzenie, chociaż muszę przyznać, że nie wszystkie trzymają równy poziom. Niestety, Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich to kolejne potknięcie i spowolnienie akcji. I nawet jeśli doszukamy się w nim zalet, to i tak szkoda, że twórcy nie pozwalają sobie na większe szaleństwo i całkowite wykorzystanie tkwiącego w tej drużynie potencjału.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/006_rebirth%20Suicide%20Sq_tom%2005.jpg

Strona komiksu Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich

Podobnie jak w poprzednich tomach, nawet najciekawsze fabularne wolty są tutaj nietrwałe i szybko wszystko wraca do normy. Twórcy ponownie macają się z koncepcją kreta w szeregach oddziału i tym razem pada na samą szefową – Amandę Waller. Co mogłoby się wydarzyć, gdyby surowa kierowniczka została zindoktrynowana przez organzację Naród? Szczególnie, gdy jej przywódca – naczelnik Karla – ma ochotę zniszczyć wszystkich bohaterów (i antybohaterów) z mocami, a posłużyć zamierza się… 16 międzynarodowymi oddziałami samobójców, rozmieszczonymi w różnych miejscach. Niestety motyw, który miał ogromny potencjał, został przez scenarzystę bardzo gwałtownie ucięty.

W konflikt zakrojony na coraz szerszą skalę zostają oczywiście wplątani także i pozytywni trykociarze. Superman i inne postacie z DC tylko przemykają gdzieś w tle na pojedynczych kadrach, ale Batman dostaje tutaj całkiem sporo miejsca. Jego psychologiczny pojedynek z Waller o Killer Frost to jedno, ale kiedy Harley Quinn i spółka ratują Gacka z opresji, można się zastanawiać, czy świat przypadkiem nie stanął na głowie.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/043_rebirth%20Suicide%20Sq_tom%2005.jpg

Strona komiksu Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich

Rob Williams to scenarzysta, który ma przebłyski i nieraz udowodnił, że potrafi poprowadzić Suicide Squad w taki sposób, by czytelnik podczas lektury siedział na krawędzi fotela. Tym razem fabuła nieco rozłazi się w szwach i nie przykuwa uwagi niczym szczególnym. Warstwa graficzna w Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich to jest z kolei bardzo nierówna, a to za sprawą kilku artystów tworzących poszczególne zeszyty: Gus Vazquez, za którego kreską nie przepadam, Agustin Padilla, którego prace wyjątkowo przypadły mi do gustu, współpracujący z nim Juan Ferreyra, czy wreszcie Giuseppe Cafaro. To sporo artystów, jak na tak krótki tom i niestety zaburzało mi to płynące z lektury wrażenia.

Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich ma pod powierzchnią kilka interesujących motywów, jak chociażby test lojalności Katany, czy przyczyny, dla których to właśnie Harley Quinn została szefową oddziału. To jednak tylko krótkie momenty lub wzmianki, które nikną gdzieś w chaosie i szaleństwie akcji. Sytuację ratuje nieco epilog, który zapowiada ciekawe wydarzenia w kolejnych tomach a także coraz częściej wspominane motywy prywatnej vendetty Amandy Waller.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/103_rebirth%20Suicide%20Sq_tom%2005.jpg

Strona komiksu Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich

Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich to bezrefleksyjna i prosta lektura i nie mam jej tego za złe: wszak serie z Deadpoolem czy solowe przygody Harley Quinn czyta się zazwyczaj dobrze i do tego nieźle się sprzedają. Może to zasługa humoru, może nieskrępowanej brutalności, a może jednego i drugiego. Najnowszą przygodę Oddziału łyknąłem stosunkowo szybko, ale i równie błyskawicznie wywietrzała mi z głowy. Zaczyna mnie za to już męczyć powtarzalność motywów, która z tomu na tom staje się coraz bardziej zauważalna. Egmont przyspiesza tempo wydawania tej serii, więc dość szybko przekonamy się, czy warto zostać z nią jeszcze chwilę czy postawić na niej krzyżyk.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/388/338/388338/1549027463/800.jpg

Okładka komiksu Suicide Squad tom 5 – Zabij swoich bliskich

Tytuł oryginalny: Suicide Squad Vol. 5: Kill your darlings
Scenariusz: Rob Williams
Rysunki: Gus Vazquez, Agustin Padilla, Juan Ferreyra, Giuseppe Cafaro
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 120
Ocena: 55/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?