Tajne wojny – Oblężenie – recenzja komiksu

Bitewny Świat, czyli miejsce wydarzeń Tajnych wojen, stał się skrępowanym jedynie wyobraźnią polem do popisu rozmaitych twórców. Egmont wydał u nad jedynie ułamek tego wielkiego eventu, a kolejnym z nich jest komiks Tajne wojny – Oblężenie Kierona Gillena i Filipe’a Andrade.

Strona komiksu Tajne wojny – Oblężenie

Granic terenów pod jurysdykcją Dooma broni potężna Tarcza i jej obrońcy, ludzie, którym zdarzyło się nadepnąć na odcisk wszechmocnego władcy. Skojarzenia z popularnym serialem HBO i książką brodatego pana w kaszkiecie nie są tu więc przypadkowe. Na czele obrońców stoi Abigail Brand, niegdysiejsza szefowa agencji S.W.O.R.D.. Codziennie mierzy się z zagrożeniami o ogromnej skali. Wystarczy wspomnieć, iż należą do nich Fala Anihilacji czy siły Ultrona. Zielonowłosa agentka ma jednak solidnych podkomendnych. Wśród nich są między innymi Kang Zdobywca, różnorakie wariacje klasycznych postaci Marvela, jak oddziały sklonowanych Summersów, a nawet sam Leonardo da Vinci. Już sam opis fabuły powinien oddać klimat, w jakim swą historię stworzył scenarzysta The Wicked + The Divine.

Tajne wojny – Oblężenie to bowiem komiks przeładowany akcją i postaciami. Z oryginalną historią Bendisa i Coipela ma niewiele wspólnego i chyba tylko samo pojęcie „oblężenia” stanowi wspólny mianownik. Gillen nie ma tu wiele ambicji co do fabuły. Rzuca w stronę Tarczy kolejne hordy przeciwników a Brand musi po prostu stawiać im czoła, dysponując garstką nieco udziwnionych postaci.

Strona komiksu Tajne wojny – Oblężenie

Przy lekturze przyda się więc choćby drobna wiedza o świecie Marvela, szczególnie w obliczu tego, jak autor pofolgował sobie z interpretacjami bohaterów. Całość ma potencjał na solidną, żołnierską opowieść i właśnie tej szczególnej, wojennej dyscypliny tu zabrakło. Dostajemy za to luźną akcję, bez cienia psychologii. A szkoda kolejnego niewykorzystanego potencjału. Podobną wadę miała historia Tajne wojny – Wojna domowa, ale kto wie? Może za kilka lat znów nadejdą kolejne Tajne wojny i włodarze Marvela coś uszczkną z tego wszystkiego?

W ramach bonusu otrzymujemy historię spod szyldu Uncanny X-Men z okresu, w którym serię pisał właśnie Gillen. Był to heroiczny i przyjemny czas przed Avengers kontra X-Men. W dwóch zeszytach pojawia się postać niejakiego Unita, który występuje też w głównej historii. Postać ta to dość silny robot, o niebywałej erudycji i umiejętnościach. Szkoda jedynie, że sama jego obecność w Oblężeniu nie została wykorzystana w pełni. W Uncanny X-Men Kieron Gillen nieco inaczej podchodzi do tempa prowadzenia akcji i zamiast superbohaterskiego chaosu dostajemy przyzwoitą opowieść, wartą wiele dla tych, którzy tęsknią za Scottem Summersem bez ambicji rewolucyjnych.

Strona komiksu Tajne wojny – Oblężenie

Filipe Andrade miał przed sobą spore wyzwanie. Ale czy już wielu przed nim nie miało przed sobą do narysowaniu tłumów postaci i absurdalnych w megalomańskim zamyśle scenarzysty zagrożeń? Andrade zdecydowanie wyróżnia się na tle kolegów, często idących w stronę klasycznego i poprawnego rysunku. Jego kreska jest nieco niedbała, wydająca się miejscami pasować raczej do sennych retrospekcji, niż obfitującej w efektowność akcji. Twórcy uciekli się jednak do ciekawego zabiegu, aby nieco rozbudzić odbiorcę. W tych bardziej dynamicznych momentach zastępują go inny rysownicy, między innymi Bill Sienkiewicz. Nie ukrywam, że to jedna z największych zalet komiksu. Powiem więcej. Jest to cecha nieco łagodząca szalone tempo narracji Gillena.

Tajne wojny – Oblężenie to komiks dla miłośników wielkich, wybuchowych widowisk. Nie ma tu miejsca na rozbudowaną fabułę, bo tego też miejsca być nie mogło. Brandt dostała jasne zadanie i wywiązuje się z tej roli na ile potrafi. Historia ta wymaga poznania nie tylko kilku szczegółów z historii Domu Pomysłów, ale i co bardziej konieczne – lektury samych Tajnych wojen. Osobiście lubię podobne chaotyczne historyjki, jednak czasem i ja czułem się zaskoczony absurdami, jaki serwował co rusz Gillen. Przerost formy nad treścią ratują nieco dialogi, w których autor niezmiennie jest znakomity. Kończę już jednak swe dywagacje. Podobały ci się Tajne wojny? Lubisz komiksowe widowisko bez większego przesłania i wybuchy Michaela Baya? Tajne wojny – Oblężenie są więc dla ciebie.


Okładka komiksu Tajne wojny – Oblężenie

Tytuł oryginalny: Secret Wars: Siege
Scenariusz: Kieron Gillen
Rysunki: Filipe Andrade
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Egmont 2018
Liczba stron: 144
Ocena: 70/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

mój_nick pisze:

Ktoś inny tłumaczył ten komiks 🙂 mały błąd się wam wkradł :):)

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?