The Black Holes – recenzja komiksu

Świat zmienia się z kolejnymi pokoleniami, a wraz z nimi zmienia się również sztuka, jakiej hołdują. Można by sądzić, że współcześnie wszystko idzie w stronę tandety, ale wyobraźcie sobie oświeceniowca, który słyszy bajędy swego syna-romantyka. W The Black Holes akcja toczy się równolegle w 1856 i 2006 roku. Zdawać by się mogło, że twórczość ludzi, których dzieli ponad półtora stulecia, nie może ze sobą współgrać. Borja González pokazuje, że wiersze XIX-wiecznej nastolatki mogą stać się inspiracją dla teraźniejszej dziewczęcej grupy punkrockowej i przy tym tworzy ładną i baśniową obyczajówkę.

Strona komiksu The Black Holes

Laura i jej dwie przyjaciółki zakładają punkową kapelę. Jak to bywa ze szkolnymi projektami muzycznymi, żadna z nich nie jest wirtuozem i jedynym ich atutem są poetyckie teksty wspomnianej bohaterki. Sęk w tym, że nie są one do końca jej… I tu pojawia się najważniejszy wątek The Black Holes. Wiek XXI przenika się ze stuleciem Chopina, Byrona i Napoleona. Młoda poetka imieniem Teresa tajemniczym sposobem łączy się z przyszłością, tworząc most o nie tylko artystycznej naturze.

Romantyzm w dzisiejszym tego słowa znaczeniu to ogólnie rozumiane kwiaty, czekoladki i efekciarskie popisy samczyka przed samiczką. Pierwotnie był to jednak nurt literacki pełen mroku, fantastyki i grozy. Wystarczy przeczytać starego dobrego Adama Mickiewicza, by pojąć, w jakie krainy zapuszczała się jego wyobraźnia. The Black Holes jest przeniknione właśnie takim pierwotnym romantyzmem i to nie tylko w postaci Teresy. Borja González przy tym nie smęci nadmiernym cierpiętnictwem, jak choćby u Goethego czy Słowackiego, a zastępuje je pewną rebeliancką nutą. W końcu część postaci tu występujących tworzy w nurcie muzycznym Pistolsów i Clashów.

Strona komiksu The Black Holes

Aczkolwiek The Black Holes to nie tylko historia o kapeli grającej piosenki z tekstami sprzed wielu dziesięcioleci, ale przede wszystkim opowieść o młodych kobietach. Dziwacznych, odrealnionych i starających się jakoś wyróżnić w niewielkiej mieścinie. Ogromnym plusem jednak jest to, że ta obyczajowość wymieszana jest ze staroszkolnymi motywami grozy i fantastyki, które współgrają z nią świetnie i autentycznie. W licealnej przeszłości również miałem punkowy epizod próby stworzenia zespołu. Niewiele z tego wyszło, ale nieporadność tworzenia i pełna prowizorka w grze to jakże realistyczne cechy zachowane przez hiszpańskiego twórcę…

Na pierwszy rzut oka prace Borji Gonzáleza to silna inspiracja twórczością Mignoli. Połowę komiksu wypełniają kadry milcząco tworzące narrację. Spora dawka cieni i specyficzne kadrowanie również upodabniają jego prace do stylu twórcy Hellboya i to właśnie w pierwszej chwili zwróciło mą uwagę na ten komiks. Podobieństwo jest jednak powierzchowne i błyskawicznie przekonałem się, że González ma swój własny styl. Jest mniej kanciasty, zdecydowanie łagodniejszy. Do tego autor daje sporo indywidualnych smaczków, jak kwestia braku rysów twarzy i dłoni jego postaci. Złośliwi mogą powiedzieć, że nie lubi on rysować tych elementów anatomii, ale ja twierdzę, że ten ich brak nadaje charakteru i oryginalności The Black Holes.

Strona komiksu The Black Holes

The Black Holes to komiks zdecydowanie za krótki. Na gruncie pomysłu Gonzáleza mógłby wyrosnąć cały las, gdy tymczasem otrzymujemy malownicze, lecz skromne drzewo. Nie ma jednak właściwie nad czym się pastwić. Autor dał nam obyczajowy komiks mocno podlany elementami fantastycznymi, do tego przepięknie zilustrowany. W pierwszych miesiącach ich bytności na rynku kojarzyłem Non Stop Comics głównie z pozycjami z Image, przy tym nieco unikając pozycji z innych wydawnictw. The Black Holes to jedna z pierwszych pozycji, która przekonała mnie, aby nie ograniczać się tylko do tego, co tworzą Jankesi.


Okładka komiksu The Black Holes

Tytuł oryginalny: The Black Holes
Scenariusz: Borja González
Rysunki: Borja González
Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych
Wydawca: Non Stop Comics 2020
Liczba stron: 120
Ocena: 70/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?