Ultimate X-Men tom 1 – recenzja komiksu

X-Meni mają dość burzliwą historię. Seria z pierwszym pięcioosobowym składem została w pewnym momencie skasowana, po czym powróciła z dodatkiem zupełnie nowych twarzy i innym charakterem. Przez dekady mutanci przechodzili liczne metamorfozy, najwięcej zawdzięczają twórcom takim jak Claremont, Whedon czy Morrison. Świat Dzieci Atomu jest ściśle powiązany z uniwersum Marvela, ale stanowi nierzadko osobną enklawę, odstającą od klimatów peleryn i masek. Aby się w tym połapać, trzeba spędzić sporo czasu na nadrabianiu zaległości. Co jednak, jeśli nie mamy ochoty cofać się do prehistorii, ale chcemy przeczytać dobry komiks z mutantami? Właśnie po to powstał świat Ultimate.

Strona komiksu Ultimate X-Men tom 1

Ultimate X-Men tom 1 to w sporej mierze origin grupy. Nie otrzymamy tu powtórki z werbunku oryginalnej piątki, a małą mieszankę z różnych epok. I tak obok Cyclopsa i Jean Grey w składzie Charlesa znaleźli się też Storm, Beast, Colossus i Iceman. Gdzieś po drodze przyplątuje się Wolverine. Wszyscy nieco inni niż oryginały, ale bez mazania w ich dziedzictwie. I tu uznanie dla Millara. Pierwsze wejście na scenę każdej z postaci jest obiecujące. Colossus jako terminator rosyjskiej mafii czy Beast w hawajskiej koszuli i bandanie przy barze to coś zupełnie innego, niż nudne wyjście z cienia dyskryminowanego mutanta.

Równie ciekawie prezentują się antagoniści młodego zespołu. Nie mogło zabraknąć Magneto, którego ekstremizm i terroryzm są pokazane w bardziej realistyczny sposób. Owszem, jest hełm, peleryna i nienawiść do ludzi, ale jego metody, a w szczególności przywitanie niespodziewanych sprawiają, że fani złego wcielenia Magnusa będą zadowoleni. Kolejną przeszkodą jest Weapon X. Organizacja będąca czymś nieco innym, niż w klasycznej 616-stce, ale nie mniej groźną dla homo superior. Na jej czele stoi pułkownik Wraith, sadystyczny i przekonujący mnie bardziej, niż tajemniczy naukowcy z Wolverine: Broń X. Ciekawa kwestia jest z Quicksilverem i Scarlet Witch. Szczególnie dla tych, którzy czytali Ultimates

Strona komiksu Ultimate X-Men tom 1

Przy okazji tego tomu doszła do mnie pewna oczywistość. Fani MCU zastanawiają się, jak do filmowego świata wprowadzeni zostaną mutanci. Jeśli twórcy mieliby szukać prostej i szanującej materiał źródłowy drogi, to Ultimate X-Men świetnie się do tego nadają. Bohaterowie są tu debiutantami, ale są rozpoznawalni i ich wprowadzenie nie byłoby trudne ani przekombinowane. Nawet tutejszy Wolverine wpasowałby się w tę część kinowego Marvela, w której dotąd funkcjonowali tacy bohaterowie jak Czarna Wdowa czy Hawkeye. I myślę, że określenie „filmowi” dobrze oddaje naturę koncepcji Marka Millara.

Kubertowie to cenieni twórcy i Ultimate X-Men dzięki nim wygląda perfekcyjnie. I nie chodzi tylko o stroje, które są nowe, ale tymi swoimi kieszonkami nawiązują do oldschoolu, a o cały detal otoczenia i sceny wprost gotowe do przeniesienia na ekran. Beast unikający krzyżowego ognia Sentineli, Wolverine na bagniskach i wreszcie – Magneto. Tam, gdzie pojawia się nasz niemłody mutant-terrorysta, tam są i epickie sceny. Pozostali rysownicy również robią swoją robotę, ale bez Adama i Andy’ego Kubertów Ultimate X-Men tom 1 nie byłby taki sam.

Strona komiksu Ultimate X-Men tom 1

Ultimate X-Men ukazywało się nakładem Dobrego Komiksu lata temu i to właśnie ten tytuł sprawił, że grupa Xaviera zajmuje w moim sercu szczególne miejsce. Jeśli ten cykl wydawniczy miał za zadanie odświeżyć wizerunek herosów i przedstawić ich koncepcję na nowo, to Ultimate X-Men tom 1 są najlepszym ucieleśnieniem tej idei. Dla ortodoksyjnego fana wszystko może być nadmiernie skondensowane, ale obrona Waszyngtonu czy potyczka z Weapon X sprawią, że tę wersję Dzieci Atomu pokocha równie mocno, co klasykę.


Okładka komiksu Ultimate X-Men tom 1

Tytuł oryginalny: Ultimate X-Men vol.1
Scenariusz: Mark Millar, Geoff Johns
Rysunki: Adam Kubert, Andy Kubert, Tom Raney, Tom Derenick, Aaron Lopresti
Tłumaczenie: Marcin Roszkowski
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 324
Ocena: 85/100

 

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?