Advertisement

Umbrella Academy tom 1: Suita apokaliptyczna – recenzja komiksu

Są takie dzieła, które po pierwszym zapoznaniu nie robią na mnie wrażenia. Mimo pozytywnych opinii innych kręcę na nie głową niczym nobliwy starzec na nieprzyzwoitą młodzież. Również jak on, troszkę nie pojmując pogardzanego zjawiska. Jeśli i wy tak macie, polecam coś, co nazywam Drugim Czytaniem (koniecznie z wielkich liter). Gdy w pamięci zatraci się wam wspomnienie o haniebnie złym dziele, nakłaniam by powrócić do niego i przekonać się, czy jest to niedocenione cudo, czy słusznie potępiona chała. Czemu to piszę? Bo tam właśnie miałem z Umbrella Academy tom 1: Suita apokaliptyczna.

Strona komiksu Umbrella Academy tom 1: Suita apokaliptyczna

Może się wydawać, że w tematyce superbohaterów powiedziano już prawie wszystko. Wtedy pojawia się jednak ktoś, kto pokazuje, że można wycisnąć z tego coś jeszcze. Tak właśnie czyni Gerard Way. Solidny muzyk, który z pozycji fana komiksów wyrósł na cenionego ich twórcę, zadebiutował wysoko ocenianą Umbrella Academy. Już po pierwszym tomie cyklu łatwo dostrzec, że będzie to coś wymykającego się schematom. Skromne origin story, który zmienia się w przygodę całe lata po rozpadzie tytułowej bandy. Kim jednak oni właściwie są?

Na skali superbohaterskich grup zespół Umbrella Academy plasowałbym gdzieś pomiędzy Doom Patrolem i X-Men. Weźmy dla przykładu dziewczynę imieniem Plotka, która właśnie plotkami zmienia rzeczywistość, czywyglądającypół-małpi Kosmochłopak, nieco parodiujący herosów z gwiazd. Banda totalnych dziwadeł, szkolona nielitościwą i surową ręką przez despotycznego geniusza sir Reginalda Hargreevesa. W efekcie dostajemy grupę straumatyzowanych ludzi, którzy poszli w swe strony i tylko wizja końca świata sprawiła, że znów zaczęli działać razem. Nie ujrzycie jednak bestii o mnogich czerepach czy globalnego topnienia lodowców, a godny pomysłowości muzyka armagedon.

Strona komiksu Umbrella Academy tom 1: Suita apokaliptyczna

My Chemical Romance to zespół, którego słucham zwykle przy okazji ich nowych albumów lub przy okresowych powrotach do danego stylu muzycznego. Nie jest więc to stała pozycja na mojej playliście, ale wśród lubianych przeze mnie zespołów, których członkowie jeszcze żyją lub nie liczą sobie coś koło setki, MCR plasuje się w czołówce. I myślę, że podobnie jest z Umbrella Academy tom 1: Suita apokaliptyczna. Wiem, że tytuł ten nie będzie się równał dla mnie z Sandmanem, ale będę go polecał znajomym jako komiksową rozrywkę niosącą coś więcej, niż tylko wybuchy i kryzysy.

Gabriel Bá słusznie porównywany jest do Mike’a Mignoli, choć osobiście określiłbym go raczej mianem punkowego Mignoli. Twórca Hellboya lubuje się w kadrach pełnych grozy i stylowego cienia. Bá z kolei stawia na większą dawkę szaleństwa i nieprzewidywalności na wszystkich planach. Jego bohaterowie, jak choćby Numer Pięć, mają więcej kreskówkowego sznytu, z kolei tło często wymyka się surowym regułom proporcji, ale tworzy fantazyjne uzupełnienie poczynań bohaterów. Wszystko to dobrze komponuje się z zamysłem scenarzysty, a kolory Dave’a Stewarta po raz kolejny pokazują, jakim ten człowiek jest mistrzem w swoim fachu.

Strona komiksu Umbrella Academy tom 1: Suita apokaliptyczna

Umbrella Academy tom 1: Suita apokaliptyczna stworzony został w czasie, gdy Gerard Way i jego zespół świętowali sukces płyty „The Black Parade”. Dysonans między tymi dwoma dziełami jest spory i jestem pod ogromnym wrażeniem wyobraźni Waya. Zwykle mówi się o okresach w życiu artysty, których odbicie widać we wszystkim, co tworzy. Artysta jasno komunikuje, że można na dwóch różnych polach twórczości dać odbiorcom dwa odmienne dzieła. W przypadku tego komiksu oryginalne i dokładające cegiełkę do – jak pokazują ludzie jak Way – ciągle rosnącej budowli archetypu superbohaterów.


Okładka komiksu Umbrella Academy tom 1: Suita apokaliptyczna

Tytuł oryginalny: The Umbrella Academy: Apocalypse Suite
Scenariusz: Gerard Way
Rysunki: Gabriel Bá
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Wydawca: Wydawnictwo KBOOM 2019
Liczba stron: 184
Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?