Uncanny X-Men: Powstanie i upadek Imperium Shi’ar – recenzja komiksu

Istnieją artyści o niebywale różnorodnej twórczości. Istnieją też tacy, którzy mistrzostwo zachowują jedynie w określonych warunkach. Nie mam zamiaru dywagować, która grupa twórców jest lepsza, niemniej autor komiksu Uncanny X-Men: Powstanie i upadek Imperium Shi’ar zdecydowanie zalicza się do tego drugiego typu. Czemu? O tym nieco niżej.

Strona komiksu Uncanny X-Men: Powstanie i upadek Imperium Shi’ar

Historia jest ściśle powiązana z X-Men: Mordercza geneza. W tejże opowieści Ed Brubaker przedstawił nam postać Gabriela Summersa, zwanego Wulkanem, brata Cyclpsa i Havoka. Osobnika potężnego i szalonego zarazem, który za całe zło w swoim życiu wini Charlesa Xaviera i Imperium Shi’ar. Wspomniany komiks zakończył się na tym, że Wulkan po zrobieniu bałaganu wśród X-Men opuścił Błękitną Planetę i udał wprost na terytoria Shi’ar. Xavier, czując się, nie bez powodu zresztą, odpowiedzialny za wybuchowego mutanta, wyrusza w ślad za nim, stojąc na czele grupy, w której skład wchodzą między innymi Havok, Nightcrawler i Rachel Summers.

Nie każdy może wiedzieć, kim właściwie są Shi’ar. To kolejna, obok Kree i Skrulli, galaktyczna cywilizacja, która często na różne sposoby daje o sobie znać herosom Marvela. Najciekawszą jej częścią jest Straż Imperialna, będąca swego rodzaju supergrupą. Imperium rządzi cesarz, a raczej cesarzowa o imieniu Lilandra, którą swego czasu z Xavierem łączyła miłość. Na pierwszy rzut oka wydają się bardziej pokojowi od wiecznie ofensywnych Skrulli czy kombinujących Kree. Pozory mylą i osobnicy o nieco ptasiej fizjonomii to rasa równie ekspansywna, co inne. Aby lepiej ją poznać, polecam lekturą New X-Men Granta Morrisona i Uncanny X-Men: Mroczna Phoenix.

Strona komiksu Uncanny X-Men: Powstanie i upadek Imperium Shi’ar

Cenię twórczość Eda Brubakera. Jego Zaćmienie to prawdziwe arcydzieło, że nie wspomnę o Gotham Central czy nawet historii Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz. We wszystkich tych tytułach scenarzysta pokazał to, w czym jest najlepszy. Konstruowanie postaci, tajemnice, stopniowanie napięcia, wyważona akcja czy wreszcie sam zamysł fabularny. W Powstaniu i upadku Imperium Shi’ar jest niestety zgoła inaczej. Na czym powinęła się noga scenarzyście o tak solidnym dorobku?

Po pierwsze – relacje między postaciami. Brubaker sili się na wątki romantyczne. I nie byłoby to złe, gdyby nie były one na poziomie serialowych tasiemców. Po drugie – dialogi i fabuła. Jedyne, czego mi zabrakło do pełni nieszczęścia, to mnogość dymków. A przecież dekady temu, nawet w latach 60. i 70., scenarzyści potrafili zachować pewien szacunek dla inteligencji przeciwnika. Tutaj akcja po prostu się dzieje, prąc do przodu z uporem wołu. W X-Men: Zabójcza geneza Wulkan wydawał się bohaterem z potencjałem. Tutaj przypomina raczej rozwydrzonego nastolatka, co sugeruje nawet sam autor. Czy to terminy i ograniczone pole działania, czy po prostu artystyczna niemoc? Nie mnie osądzać. Fakt jest jeden. Komiks ten nie jest szczytem możliwości Eda Brubakera.

Strona komiksu Uncanny X-Men: Powstanie i upadek Imperium Shi’ar

Za wizualną oprawę odpowiadają Billy Tan i Clayton Henry, z czego ten drugi niestety w mniejszym stopniu. Nie jest tak, że Henry jest artystą wybitnym, lecz jego prosty styl, w sam raz pasuje do pędzącej fabuły Brubakera i zdaje się łagodzić nadmierne tempo, a nawet koić pewne wady scenariusza. Z Billym Tanem mam z kolei problem. Gdyby wydawca nie wymienił jego nazwiska i kazał czytelnikowi zgadywać, kto jest rysownikiem, obstawiałbym Davida Fincha. Patrząc bowiem na twarze postaci i ich sylwetki nie można nie ulec wrażeniu, że prace obu panów są podobne. Na swoje nieszczęście prace Tana oberwały od kolorystów. Wystarczy zerknąć na przykładowe plansze, by zauważyć, że lica postaci świecą się jak po nasmarowaniu oliwą. Ale są Shi’ar. A rasa ta ze swoimi oryginalnymi fryzurami zawsze poprawia mi dzień.

Uncanny X-Men: Powstanie i upadek Imperium Shi’ar nie jest lekturą, którą poleciłbym jako najlepszy przykład komiksu z mutantami Marvela. X-Men: Mordercza geneza podobało mi się o wiele bardziej, a nawet regularne serie z Marvel NOW! stoją w moim osobistym rankingu wyżej od tej opowieści. Finał komiksu wskazuje na kontynuację i mimo lekkiego rozczarowania mam nadzieję poznać dalszy ciąg starcia X-Men z niepokornym Gabrielem Summersem. Komiks ten to po prostu pełna akcji opowieść superbohaterska, umiejscowiona w kosmosie. I nie uważałbym tego absolutnie za wadę, gdyby autor Fatale nie starał się upchnąć w nim dodatkowo kilku licho nakreślonych wątków osobistych. W efekcie Uncanny X-Men: Powstanie i upadek Imperium Shi’ar to pozycja dla fanów X-Men i tych, którym nie przeszkadza mocno niezobowiązująca rozrywka.


Okładka komiksu Uncanny X-Men: Powstanie i upadek Imperium Shi’ar

Tytuł oryginalny: Uncanny X-Men: Rise and Fall of the Shi’ar Empire
Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Billy Tan, Clayton Henry
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 300
Ocena: 65/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?