Uncanny X-Men tom 6: Historie małe – recenzja komiksu

Odnoszę wrażenie, że Marvel nigdy nie potrafił w pełni wykorzystać potencjału Scotta Summersa. Cyclops w wielu kategoriach zawsze stał co najwyżej na drugim miejscu, a miano najpopularniejszego mutanta odebrał mu już wiele lat temu Wolverine. Tytuł pierwszorzędnego lidera wydaje się należeć do Kapitana Ameryki, a jego związki z Jean Grey i Emmą Frost są nikłym cieniem idealnego małżeństwa Richardsów.

Złośliwie można powiedzieć, że chwili chwały zaznał dopiero po zabiciu Xaviera, lecz to też nie jest do końca prawdą. Ten, kto śledzi na bieżąco serię Uncanny X-Men zauważy pewnie, że jego rewolucja, którą tak szumnie zapowiadał, z czasem stała się w dużej mierze ogromną improwizacją, opierającą się na dodatek na zdolnościach Emmy i spółki. Uncanny X-Men tom 6: Historie małe to finalny epizod przygód jego i całej sagi Dzieci Atomu, zamykający niektóre wątki i rozliczający niektórych bohaterów z ich grzechów.

Strona komiksu Uncanny X-Men tom 6: Historie małe

Alex Summers, znany również jako Havok, w czasie gdy Scott ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości ze swoimi akolitami, przewodniczył Drużynie Jedności, zespołowi, którego przygody miały miejsce na łamach cyklu Uncanny Avengers. Pokrótce powiem tylko, że zespół ten nie działał zbyt długo, mimo szlachetnej idei zjednoczenia mutantów i herosów w jednym zespole. Rozmowa Summersów jest dialogiem nie tylko braterskim, ale przede wszystkim dwóch mężczyzn, których życie nieco się poplątało. Zespoły obu poszły w rozsypkę, podobnie jak ich związki, że nie wspomnę o zszarganej opinii. A to dopiero pierwsza z opowieści.

Postać Dazzler od swego debiutu na łamach Uncanny X-Men: Mroczna Phoenix nieco się zmieniła, a najsilniejszym czynnikiem jej ostatniej przemiany była Mystique, gdy to podszywała się pod służącą wówczas w S.H.I.E.L.D.. Kolejnym wątkiem jest próba zdobycia superbohaterskiej sławy przez podopiecznych Summersa, grupy dość niezdyscyplinowanych nastolatków, która przy ich temperamentach jest niemal równie ryzykowna, co pamiętna kariera New Warriors i ich wypadku doprowadzającego do Wojny Domowej. Otrzymujemy również ciekawy duet złożony z Kitty Pryde i Magik, które nieco zbliżyły się do siebie po rozwiązaniu działalności Cyclopsa. Nikt nie zostaje więc pominięty.

Strona komiksu Uncanny X-Men tom 6: Historie małe

Zeszyt Uncanny X-Men #600 to finał wszystkich poruszonych wątków z obu serii o mutantach. Gwiazdą spotkania niemal wszystkich aktywnych homo superior jest Hank McCoy. Elokwentny futrzak w Marvel NOW! dokonał szeregu wątpliwych moralnie czynów, od współpracy z Illuminati, poprzez ściągnięcie oryginalnych X-Men do teraźniejszości, aż do afery z Czarnym Wirem. Nic dziwnego zatem, że Storm i reszta nie mogą puścić tego wszystkiego płazem. To jednak niejedyny istotny motyw tu poruszony – homoseksualizm młodego Icemana i jego konfrontacja ze swoim starszym odpowiednikiem czy status relacji między Kitty Pryde a Colossusem są równie ważne dla rozliczenia przeszłości i wytyczenia ścieżki przyszłości Dzieci Atomu. Co by nie mówić, Brian Michael Bendis nie zostawił po sobie bałaganu.

A skoro to czas podsumowań – pozwolę sobie wybrać najlepszego rysownika serii z udziałem Dzieci Atomu, a jest nim Chris Bachalo. Jego styl prezentuje się bowiem dobrze w różnorakich sytuacjach, nie powodując dysonansów, co przy zmiennych scenariuszach Briana Michaela Bendisa jest cechą znamienną. Wystarczy porównać dialog braci Summers i finalne zachowanie Beasta z całokształtem postaci Goldballsa, który mimo pewnego poważnego incydentu w jego życiu nadal jest postacią dość niepoważną. Nie można także pominąć Krisa Anki czy Valerio Schitiego, solidnie przykładających się do całokształtu cyklu.

Strona komiksu Uncanny X-Men tom 6: Historie małe

Miałbym kłopot z wyborem między All-New X-Men a Uncanny X-Men. Pierwsza seria była nieco bardziej zaskakująca, fascynuje samym pomysłem powrotu pierwszej piątki X-Men, mając przy tym skłonność do scenariuszowych przestojów, z których autorowi udało się wybrnąć jedynie dzięki, jak to u niego, wyśmienitym dialogom tuszującym owe dłużyzny. Uncanny X-Men z kolei jest cyklem, od którego oczekiwałem pewnej rebelii, większej ilości mroku, ocierającego się wręcz o klimat X-Force, zwłaszcza że Scott Summers nie jest już niewinnym prymusem Xaviera, a jego zabójcą. Zamiast tego dostałem serię równoległą do All-New X-Men, poruszającą ciekawe kwestie dotyczące bohaterów, lecz bez większego pazura. A jak wypadła całość runu Bendisa? Tak, jak Hickman prowadził Avengers w dwóch seriach, po to, by sfinalizować widowiskowe wydarzenia w czterotomowym Czas się kończy, tak BMB zrobił to w jednym zeszycie i nie stwierdziłem w nim żadnych braków, no może z wyjątkiem Wolverine’a. Tymczasem Egmont zapowiedział serię Extraordinary X-Men i pewnie na niej się nie skończy. Czy mutanci po Tajnych Wojnach nadal będą trzymać ten sam, satysfakcjonujący poziom? Przekonamy się w przyszłym roku.


Okładka komiksu Uncanny X-Men tom 6: Historie małe

Tytuł oryginalny: Uncanny X-Men Vol 6: Storyville

Scenariusz: Brian Michael Bendis

Rysunki: Chris Bachalo, Kris Anka, Valerio Schiti

Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski

Wydawca: Egmont 2018

Liczba stron: 132

Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?