Advertisement
banner

Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount – recenzja komiksu

Wojownicze Żółwie Ninja to jeden z najważniejszych symboli lat 80-tych i 90-tych. Dzielne zmutowane gady, które swoje imiona wzięły od wielkich mistrzów renesansu, wyspecjalizowały się w sztukach walki wręcz oraz bronią i stawiały czoła złu. Po latach utarło się, że jest to dzieło kierowane raczej do młodszych odbiorców, ale nie zawsze tak było.

Kiedy Kevin Eastman i Peter Laird wymyślili Wojownicze Żółwie Ninja, był to komiks w czerni i bieli, dość dosadny i brutalny, skierowany raczej do dojrzalszych odbiorców. Taki też jest Bodycount, wydany pierwotnie w zeszytach w latach 1994 – 1996. To dzieło ociekające wręcz absurdalną, groteskową przemocą i na pewno nie jest przeznaczone dla dzieci.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/Bodycount%2017.jpg

Strona komiksu Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount

Oprócz scenariusza Eastmana, duża w tym zasługa legendarnego Simona Bisleya, który odpowiada za warstwę graficzną. Przypomnijcie sobie tylko jego prace – a przede wszystkim historie o Lobo. Właśnie taki jest album Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount – tutaj też rozrywane ciała czy wypadające gałki oczne są na porządku dziennym. Wszystko to podano oczywiście w karykaturalnym, groteskowym stylu charakterystycznym dla Bisleya.

No dobrze, ale o co chodzi jakby? Tak naprawdę Bodycount to niczym nieskrępowane szaleństwo, jedna wielka jatka i strzelanina zainspirowana kinem Johna Woo. Na łamach komiksu występuje tylko jeden z żółwi – Raphael, a także jego przyjaciel, uzbrojony w kij i maskę do hokeja Casey Jones. Ten duet znany jest  pakowania się w kłopoty, ale zadarcie z mafią w desperackiej próbie ratowania damy w opresji wynosi je na zupełnie nowy poziom. Szczególnie, że ów damulka sama jest w stanie rozłupywać czaszki, a muskulaturą zawstydziłaby niejednego mężczyznę.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/Bodycount%2026.jpg

Strona komiksu Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount

Scenariusz Eastmana jest oczywiście tylko pretekstem do pokazania wyczynów brytyjskiego mistrza ołówka. Mam wrażenie, że Simon Bisley całkowicie zdominował narrację i ostateczny kształt komiksu Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount jest w dużej mierze jego zasługą. Podobne wnioski można zresztą wyciągnąć z posłowia Kevina Eastmana.

Bodycount oznacza liczbę trupów, jakie pojawiają się w danych okolicznościach. Trudno o lepszą nazwę dla komiksu duety Eastman&Bisley. Muszę jednak przyznać, że dziwnie widzieć jednego z dobrotliwych Żółwi w samym środku krwawej masakry. To jednak kwestia przestawienia się i chwilowego wyrzucenia z pamięci wizerunków powielanych przez komiksy TM-Semic i Egmont, oraz rewelacyjny serial animowany.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/Bodycount%2076.jpg

Strona komiksu Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount

Czy Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount jest wart przeczytania? Z pewnością jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana twórczości Simona Bisleya, czy kina akcji rodem z Hongkongu, gdzie tysiące łusek wala się po chodnikach, a krew leje się strumieniami. Scenariuszowo to oczywiście wydmuszka, więc nie spodziewajcie się po lekturze dobrej historii. Właściwie to żadnej. Ale chyba nikt, kto sięga po tego typu album, nie spodziewa się intelektualnej uczty, prawda?

Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount mogłoby się okazać skutecznym orężem matek i ojców, którzy swojego czasu walczyli z przemocą w komiksach i chcieli za wszelką cenę chronić przed nią swoje dzieci. Mamy jednak 2019 rok, coraz bardziej świadomych konsumentów i wreszcie szerokie spektrum tytułów do wyboru. Jestem pewien, że wiele osób doceni nową propozycję wydawniczą od Non Stop Comics.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/390/665/390665/1551281930/800.jpg

Okładka komiksu Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount

Tytuł oryginalny: Bodycount
Scenariusz: Kevin Eastman
Rysunki: Simon Bisley
Tłumaczenie: Bartłomiej Burtea
Wydawca: Non Stop Comics 2019
Liczba stron: 112
Ocena: 75/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?