Zaćmienie – recenzja komiksu

Okres powojenny w Polsce nie był czasem, który wspominany byłby z jakąkolwiek nostalgią. Naprawa powojennego rumowiska z jednoczesnym wdrażaniem socjalistycznego systemu wydawała się kompletnie inną rzeczywistością, niż era jazzu i rozwoju gospodarczego, jaka miała wtedy miejsce w USA. Schyłek lat 40. to również początek Zimnej Wojny, a co za tym idzie, okres niepokoju mający zamienić się w polowanie na czarownice senatora McCarthy’ego i powszechna obawa przed komunistami, rzekomo kryjącymi się w każdym kącie.

W Zaćmieniu wszystko to owiane jest mieniącą się karmazynem i złotem kotarą filmowego świata, który swą bezwzględnością nie różni się wiele od świata międzynarodowej polityki. Twórcy Zabij albo zgiń kolejny raz pokazują na co ich stać, choć w zgoła innych okolicznościach.

Strona komiksu Zaćmienie

Hollywood. Już samo brzmienie tego słowa sprawia, że przed oczami widzimy wielomilionowe fortuny legendarnych gwiazd i monumentalne produkcje filmowe, ponętne spojrzenia piękności z okładek magazynów i równie ponętne sumy na kontach amantów kina. Tymczasem pod tą całą pozłotką kryje się zgnilizna i moralna dekadencja. Przekonać się może o tym główny bohatera Zaćmienia Charlie Parish, scenarzysta cierpiący na powojenną traumę, którego punktem zwrotnym w życiu okazuje się tragiczna śmierć pięknej i młodej aktorki i amnezja, która przesłania te elementy układanki, mogące zawalić się z hukiem na głowę. Z biegiem czasu śmierć Valerie Sommers staje się czymś więcej, niż tylko kolejnym głośnym zgonem obiecującej gwiazdy.

Po czym poznaję, że bohater jest dobrze skonstruowany i wiarygodny? Po pierwsze, jego zachowania budzą realne emocje, a nawet skojarzenia z prawdziwymi osobami. Nie odnosi się też wrażenia, że autor leczy swoje kompleksy, tworząc wypacykowanego modela bez krztyny autentyczności. Przykładem pierwszym z brzegu może być Gil Mason, kłopotliwy i nieodpowiedzialny pijaczyna, który jednak odgrywa istotną rolę w życiu protagonisty, nie wspominając już o takich perełkach jak Dottie czy Earl Rath. Nie znajduję tu absolutnie żadnego bohatera, którego nie dałoby się określić co najmniej kilkoma epitetami. Na dodatek, obok fikcyjnych bohaterów opowieści pojawiają się takie figury Hollywood jak Clark Gable czy Bob Hope.

Strona komiksu Zaćmienie

Mucha Comics to wydawca świetnie rozumiejący, że dobrze wydany komiks to nie tylko surowa historia, choćby i najlepsza. W Zaćmieniu dostajemy ogromną porcję dodatków i to nie banalnych komentarzy i kilku szkiców. Wydanie to oferuje kompleksową ilość informacji na temat procesu tworzenia i całej pracy, jaki w niego włożono. Nie zabrakło również szkiców i innych wizualnych bonusów, które w przypadku takiego rysownika jak Sean Phillips są prawdziwym rarytasem. Przy okazji poznać można samego Eda Brubakera, autora wszechstronnego, lecz najlepiej czującego się w klimatach kryminalnych, nieco odmiennych od naturalistycznej narracji Franka Millera. Jeśli ktoś pragnie lepiej poznać autora odsyłam do wspomnianego Zabij albo zgiń oraz bardziej superbohaterskich tytułów, jak Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz czy Iron Fist.

Okres, w jakim ma miejsce akcja, często pojawia się w wielu produkcjach i niestety równie często twórcy lekko podchodzą do kluczowych detali, a nawet wyglądu postaci. Bywa, że fryzury i ubiór pochodzą z okresu odległego o dekadę, z kolei otoczenie jest amalgamatem z różnych epok. Sean Phillips to jednak twórca z pietyzmem podchodzący do swej pracy i dba on o wiarygodność ilustrowanych przez siebie czasów. Po ulicach krążą przepiękne oldtimery, a ubrania nawet postaci mniej majętnych mają w sobie pewną nutkę elegancji, która współcześnie jest jedynie wspomnieniem. Sam projekt postaci mówi wiele o ich charakterze. Ot barczysty Phil Brodsky czy nieszczęsna panna Sommers – ich charaktery są jasno nakreślone, nie ma tu miejsca na niedopowiedzenia czy sprzeczności. Ogromny wkład w jakość rysunków wnosi również Elizabeth Breitweiser, nadająca odpowiedni ton poszczególnym scenom, tworząc zarówno nastrojowe noir, jak i mniej mroczne widoki. Klimat tego komiksu jest tak niesamowity, że przechodząc po jego lekturze do innego tytułu, choć również dobrze zilustrowanego, odczułem pewien dyskomfort i pragnienie powrotu do groźnego, lecz kuszącego świata Fabryki Snów końca lat czterdziestych.

Strona komiksu Zaćmienie

Jestem miłośnikiem łączenia różnego rodzaju sztuki, zwłaszcza jeśli prezentuje ona wysoki poziom, a bez wątpienia tak jest w przypadku takich arcydzieł komiksu, jak Zaćmienie. Dlatego też polecam czytać album Eda Brubakera i Phillipsa późnym wieczorem, przy akompaniamencie muzyki z epoki. Od łagodnych pieśni Binga Crosby’ego po szaleństwa jazzowe Theloniousa Monka, a to wszystko tuż po seansie Sokoła Maltańskiego czy Casablanci. I to chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogłem dać. Zaćmienie jest dla mnie najlepszym komiksem wydanym przez Muchę w tym roku i nie przesadzę, jeśli powiem, że gdyby pojawiający się tu Clark Gable żył, nie musiałby wstydzić się występu w tym perfekcyjnym komiksie.


Okładka komiksu Zaćmienie

Tytuł oryginalny: The Fade Out
Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Sean Phillips,
Kolory: Elizabeth Breitweiser
Tłumaczenie: Maria Lengren
Wydawca: Mucha Comics 2018
Liczba stron: 400
Ocena: 95/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?