Advertisement Advertisement
banner

Andrzej Pilipiuk – Wilcze leże – recenzja książki

Zbiory opowiadań mają swoje plusy i minusy. Na poczet tych pierwszych zaliczyć można różnorodność treści czy niebanalne pomysły, które w dłuższej formie mogłyby nie wypalić. Z drugiej strony, opowiadania zazwyczaj nie są równe jakościowo. Zrozumiałe jest to w przypadku antologii zbierających twórczość wielu autorów. Rozczarowanie przychodzi jednak, gdy uwielbiany pisarz okazuje się łamagą w pisaniu krótszych form, mających na dodatek spory potencjał. Na szczęście tak nie jest z Andrzejem Pilipiukiem. Wielki Grafoman już po raz dziewiąty raczy nas smakowitymi specjałami literackimi bez udziału Jakuba Wędrowycza i jak zwykle tematyka jest naprawdę różnorodna- od zaginionego relikwiarza z anielskim piórem, po wilkołactwo i egipską mumię.

Opowiadanie Wilcze leże nie bez powodu nadało tytuł całemu zbiorowi. Akcja ma miejsce w trakcie II Wojny Światowej, w momencie, gdy III Rzesza i ZSRR stanęły naprzeciwko siebie. Bohaterką jest tu Żydówka imieniem Rachela, której w przeddzień niemieckiej łapanki jej rodaków udaje się zbiec przed zagrożeniem. Pilipiuk serwuje nam obraz wiejskich realiów podczas niemieckiej okupacji, z dala od Warszawy i głównego teatru wojennego. Niemieckie represje wobec prób oporu ze strony ludności polskiej są tam dławione równie bezwzględnie. Na swoje szczęście Rachela trafia na osobę niepragnącą jedynie niemieckiego parasola ochronnego, za to skrywającą dość mroczną tajemnicę. Siłą tej historii jest znakomite zobrazowanie epoki. Pilipiuk nie rzuca w czytelnika garściami heroizmu i nie pokazuje bohaterów jako wojowników sprzeciwiających się okupantowi. Podczas wojny zdecydowanie więcej jest zdradzieckich węży, niż mężnych wilków i autor nie silił się na brązownictwo, stawiając na bezkompromisowy realizm.

Ten, kto poznał choć dwa tytuły z cyklu opowiadań Wielkiego Grafomana wie, że powracają w nich stale dwaj bohaterowie – doktor Paweł Skórzewski i Robert Storm. Pierwszy z nich pojawił się w otwierającym serię zbiorze 2586 kroków, lecz to młodszy bohater ma obecnie więcej do powiedzenia. Robert Storm pojawia się w większości opowiadań Wilczego leża. Nieco staromodny i dla postronnych niezrozumiały poszukiwacz zaginionych kuriozów i ludzi może początkowo irytować – część jego zachowań opartych jest na moralności, która w dzisiejszych czasach jest jawnym odsłonięciem się na ciosy mało subtelnego świata. Bohater wydaje się więc nieco naiwny, ale w całym swoim zachowaniu szlachetny i spełniony w tym, co robi. Prym wśród historii z jego udziałem wiodą Odległe krainy. Pilipiuk znów wplata wątki paranormalne, lecz jak bywa często w przypadku Storma, nie brakuje w nich nutki sentymentalizmu i refleksji. Istotniejsze dla losów tej postaci są jednak opowiadania Lalka i Cmentarzysko marzeń. W pierwszym Storm nadeptuje na odcisk ważnym osobistościom, drugie zaś przynosi nową znajomość, będącą zarazem nowym początkiem.

Doktor Skórzewski pojawia się zaledwie dwa razy, lecz jego obecność w opowiadaniu Ci, którzy powinni zostać jest fenomenalnym zwrotem fabularnym dla jego postaci i gorąco liczę na jej większą aktywność w przyszłych tomach. Na deser otrzymujemy króciusieńką Szafę, która w swej zwięzłości bawi i zmusza do refleksji.

Zaszufladkowanie Pilipiuka byłoby niezwykle ciężkim zadaniem. Autor odwołuje się do historii, czy to osadzając akcję w przeszłości, czy cofając się do niej poprzez artefakty z danej epoki, na dodatek robi to znakomicie. Drobiazgowa, wręcz antykwaryczna wiedza jest o wiele ciekawsza, niż powszechnie znane i często nadużywane fakty historyczne. I tak, poszukiwania zaginionego dzieła Kornela Makuszyńskiego są ciekawsze od kolejnego opisu realiów wojny z Krzyżakami. Tworzy to nastrój tęsknoty, nie tylko za minionym pięknem, a również za czasami, w których cały świat nie pędził na złamanie karku przed siebie, a nawet najprostszy przedmiot codziennego użytku miał swoją wartość i nie rozsypywał się po minięciu czasu gwarancji.

Zbiór opowiadań Wilcze leże Andrzeja Pilipiuka to kolejny przykład pomysłowości i znakomitego pióra tego twórcy. Dziewiąty tom, zbierający jego krótsze formy prozatorskie pokazuje też, jak autor znakomicie łączy wątki z poszczególnych swych antologii i to nie tylko w odniesieniu do dwojga jego ukochanych bohaterów. Do tego wszystkiego dochodzą wspaniałe ilustracje Pawła Zaremby – klimatyczne i niezwykle przemyślane obrazy idealnie wkomponowują się w historie Pilipiuka. Kończąc Wilcze leże odczułem to samo, co w przypadku poprzednich odsłon – głód, który zmusza do wypatrywania jakiejkolwiek wzmianki o kolejnej części cyklu.


Okładka książki Wilcze leże

Tytuł: Wilcze leże

Autor: Andrzej Pilipiuk

Ilustracje: Paweł Zaremba

Wydawca: Fabryka Słów 2017

Stron: 400

Data wydania: 27 czerwiec 2017

Ocena: 85/100

 

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?