Joy Fielding – Zawsze ktoś patrzy – recenzja książki

Joy Fielding to płodna pisarka z Kanady, której powieści już od lat goszczą na polskim rynku. Urodzona w 1945 roku Fielding próbowała też swoich sił jako aktorka i autorka scenariuszy. Lektura Zawsze ktoś patrzy była jednak moją pierwszą stycznością z jej twórczością, skądinąd docenianą i okupującą listy bestsellerów. 

Bohaterką powieści jest Bailey Carpenter, młoda i atrakcyjna dziewczyna tuż przed trzydziestką, która pracuje jako detektyw przy kancelarii prawnej. Do jej zadań należy m.in. obserwacja podejrzanych i zbieranie dowodów na ich przewinienia. Niestety, jedno ze śledztw kończy się dla niej tragicznie. Kiedy ukryta w krzakach Bailey prowadziła obserwację za pomocą lornetki, została zaatakowana i zgwałcona przez nieznanego napastnika. Od tamtej pory życie bohaterki diametralnie się zmienia.

Większość książki stanowi opis uczuć i emocji zgwałconej kobiety, cierpiącej na coś w rodzaju stresu pourazowego. Bailey z pewnej siebie, ambitnej dziewczyny staje się nagle stłamszoną paranoiczką, która każdego mężczyznę uważa za potencjalnego gwałciciela. Carpenter zaszywa się w swoim pokoju, siedzi w ciemnościach i obserwuje przez lornetkę mieszkańców sąsiedniego budynku, a w szczególności jednego, bardzo podejrzanie zachowującego się mężczyznę. Czy to możliwe, by sąsiad z naprzeciwka był jej oprawcą?

Drzwi do mieszkania Bailey się nie zamykają, a skrzywdzonej dziewczynie ciągle ktoś chce pomóc. Pytanie tylko, czy wszyscy mają szczere intencje? Na scenie nagle pojawia się przyrodnie rodzeństwo bohaterki, które walczy z nią o majątek po zmarłym ojcu. Do tej pory obcy sobie ludzie, chociaż spokrewnieni, zaczną się lepiej poznawać. Jest też Heath, brat Bailey, wiecznie spłukany i na haju po marihuanie. Czy i on skrywa jakąś tajemnicę? A może to funkcjonariusze policji, którzy co i rusz odwiedzają mieszkanie poszkodowanej? Paranoja nakręca się sama. 

Większość opisów poświęcona została zmianom, jakie po gwałcie zaszły w głowie Bailey i jest to najmocniejszy element powieści. Fielding bardzo umiejętnie i z wyczuciem tworzy warstwę psychologiczną książki, zdecydowanie wypychając ją na pierwszy plan. Studium psychiki zgwałconej kobiety udało się pisarce wykreować wyśmienicie, jednak skupienie się na tym niesie ze sobą również pewne wady: cierpi na tym warstwa kryminalna. Przez większość czasu miałem wrażenie, że fabuła stoi w miejscu i nie rozwija się w żadną konkretną stronę. Bailey miewa koszmary, słyszy głuche telefony, ale nijak nie przybliża nas to do rozwiązania zagadki.

A rozwiązania nie otrzymujemy na tacy, chociaż uważny i zaprawiony w bojach czytelnik pewnie sam wydedukuje przynajmniej jego część – mnie na przykład się udało. Autorka jednak usilnie stara się zaskoczyć swoich odbiorców i po części jej się to udaje, szczególnie gdy okazuje się, że w finale splata się ze sobą kilka do tej pory poukrywanych wątków. Inna sprawa, że wymyślony przez nią rozwój wydarzeń niektórzy mogą uznać za naciągany.

Zawsze ktoś patrzy to solidna lektura, sprawdzająca się przede wszystkim jako książka psychologiczna, a nieco gorzej jako thriller. Styl Joy Fielding przykuwa uwagę i nie męczy, przez co książkę dobrze się czyta, nawet jeśli akcja stoi w miejscu. Książka potrafi zaskoczyć i pewnie niejeden czytelnik pogubi się nieco w meandrach fabuły, a jego uśpiona czujność sprawi, że na końcu poczuje się usatysfakcjonowany. I chociaż nie jest to najbardziej zaskakująca powieść w moim życiu, nie żałuję czasu przeznaczonego na lekturę.


Okładka książki Joy Fielding - Zawsze ktoś patrzy

Joy Fielding
„Zawsze ktoś patrzy”

Wydawca : Świat Książki 2016
Tłumaczenie : Anna Zielińska
Stron : 336
Ocena: 70/100
 

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?