Tess Gerritsen – Igrając z ogniem – recenzja

Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z twórczością słynnej autorki medycznych thrillerów. Tess Gerritsen zainteresowałem się dopiero w obliczu premiery jej najnowszej powieści i pierwszej wizyty w Polsce, która odbyła się na początku czerwca na zaproszenie wydawnictwa Albatros. Wywiad z pisarką przeczytacie już niedługo na Movies Room, a tymczasem rzućcie okiem na recenzję książki Igrając z ogniem.

Przyzwyczajeni do historii o psychopatach, wirusach i innych zagrożeniach czytelnicy mogą się zdziwić, bowiem najnowsza powieść amerykanki bardzo odbiega od jej dotychczasowych osiągnięć. Narracja wyraźnie podzielona jest na dwie części: pierwszą, skupioną wokół utalentowanej skrzypaczki Julii Andsell, szczęśliwej żony i matki, która wchodzi w posiadanie zapisu nutowego, który na zawsze zmieni życie jej i jej rodziny, a także drugą, toczącą się w realiach II wojny światowej, skupioną na życiu żydowskiego lutnika i skrzypka Lorenzo. Obie historie okażą się ze sobą nieodłącznie związane.

Kiedy Julia zaczyna grać muzykę na podstawie nut, jej trzyletnia córeczka doznaje napadów szału – najpierw atakując domowego kota, a potem własną rodzicielkę. Czy to dźwięki układające się w niepokojący utwór Incendio spowodowały agresję u dziecka, czy może odpowiedź leży zupełnie gdzie indziej? I co to ma wspólnego z tragiczną historią kompozytora owego dzieła?

Temat muzyki nie jest autorce obcy. Od dziecka uczyła się bowiem gry na fortepianie i skrzypcach, więc fachową terminologię i artystyczne niuanse ma opanowane do perfekcji. Dodajcie do tego szczegółowy research, który pomógł oddać klimat pochłoniętych wojną Włoch i otrzymacie bardzo dobrze napisaną powieść, która wciąga właściwie od pierwszej strony.

Igrając z ogniem ma coś z horroru: ten ulotny klimat tajemnicy, która przetrwała dziesięciolecia, aby zaafektować wybrane jednostki we współczesności. Pamiętajmy jednak, z kim mamy do czynienia: być może rozwiązania zagadki należy upatrywać w zupełnie innym miejscu?

Gerritsen posiada dar konstruowania interesujących bohaterów i wrzucania ich w szalony wir wydarzeń, a lekki i przystępny styl autorki pomaga pochłonąć powieść w jeden, góra dwa wieczory. Pisarka umiejętnie łączy wątki dramatyczne, historyczne i miłosne, dbając o to, by przeplatana narracja była spójna i nie nużyła czytelnika nawet przez chwilę.

Książka nie jest pozbawiona drobnych wad, z których najbardziej oczywistą jest zakończenie, które jednych usatysfakcjonuje, a innych pozostawi ze sporym niedosytem, chociaż tak nakreśloną historię trudno rozwiązać w sposób, który zadowoli wszystkich. Raz czy dwa autorka skonstruowała też zgrzytliwe dialogi, które podważyły wiarygodność postaci trzecioplanowych, ale to przecież detal. W ostatecznym rozrachunku moja pierwsza przygoda z Tess Gerritsen na pewno nie okaże się ostatnią. Igrając z ogniem zaintrygowało mnie na tyle, że z pewnością sięgnę jeszcze po jej inne dzieła. Co polecacie?


http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1645/d_3629.jpg

Tess Gerritsen
Igrając z ogniem

Wydawca: Albatros 2016
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Stron: 320
Ocena: 75/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?