Alfred Bester – Gwiazdy moim przeznaczeniem – recenzja książki

Największą pułapką, nawet dla najlepszego pisarza SF, jest drobiazgowe przewidywanie postępu technologicznego. Istnieje zbyt wiele czynników wpływających na rozwój i twórcy znakomitych skądinąd filmów, takich jak Łowca androidów czy trylogia Powrót do przyszłości nieco przeszarżowali ze swymi wizjami. Alfred Buster przenosi nad do XXV stulecia. W czasy, gdy ludzkość opanowała Układ Słoneczny, ale pozostała zapalczywa w swej plemienności, o czym świadczy podział na dwa wielkie stronnictwa. Pomiędzy nimi wyrasta jednak ktoś, kto narusza i tak chwiejny porządek i nie jest to heros na miarę swoich czasów. Gully’emu Foyle’owi daleko bowiem do tego miana.

Główny bohater musi być postacią magnetyczną. Przynajmniej tak podpowiada zdrowy rozsądek i prawidła sztuki literackiej. Może być sobie łotrem nad łotrami, ale powinien mieć to „coś”. Być dobry w swym zepsuciu. Gully Foyle wymyka się tym ramom. To typek, którego nie chcielibyście poznać. Tępy, prymitywny i uparty. Pracując jako szeregowy wykidajło na kosmicznym transportowcu mianem „Nomad”, jako jedyny przeżywa jego katastrofę. Będąc na skraju śmierci, dostrzega szansę na ratunek. Obok bowiem przelatuje okręt „Vorga”, który mija go mimo wezwań o pomoc. Pewnie ktoś inny umarłby po cichu, ale nie pan Foyle. Ten ostatkiem sił uruchamia wrak i co więcej, pnie się po szczeblach, których wcześniej nawet nie dostrzegał, napędzany piekielną żądzą zemsty. Czemu w ogóle wspominam nazwy statków? Nie bez powodu. Bester uczynił z nich swojego „Nautiliusa”. Okręty-symbole, niemal równie ważne, co bohaterowie.

Alfred Bester mógłby nauczać rzesze pisarzy jak rozwijać postaci. Foyle z troglodyty bez ambicji staje się osobnikiem przebiegłym i niebezpiecznym dla największych figur jego świata. Nie tylko protagonista tu błyszczy. Olbrzymią rolę odgrywają postaci kobiece, które niby słabsze od Gully’ego, są zwrotnicami w jego życiu. Pozornie nic nieznaczące niewiasty dokonują rzeczy, których nie osiągają prawdziwi tytani świata przedstawionego. I tak należy tworzyć bohaterów. Bez sztucznego promowania, na przekór schematom i wygodnym rozwiązaniom fabularnym.

Gwiazdy moim przeznaczeniem to opowieść, która nie mogłaby istnieć bez pewnego zjawiska. Teleportacja to jedna z tych rzeczy z fantastyki, która wydaje się obecnie niemożliwa. Oczywiście gdzieś tam pojawiają się informacje o przemieszczeniu obiektu, lecz są ta mikroskopijne skale i odległości, a energia na to spożytkowana jest gigantyczna. Bester w prosty sposób omija fizyczne ograniczenia i za główny motor teleportacji używa woli teleportującego. Tu nazywa się to dżauntowaniem i wchodzi do powszechnego użytku, odsyłając do lamusa prawie wszystkie środki transportu. Prawie, bo pociągi, samoloty czy automobile są teraz oznaką szyku i elegancji dla elit XXV wieku.

W Gwiazdy moim przeznaczeniem wielkie arystokratyczne rody zastąpione zostały kolejnymi generacjami potomków założycieli wielkich korporacji. Heinzowie, Essowie, Edisonowie… Powieść została napisana w 1956 roku, na długo przed powstaniem Apple’a czy Microsoftu, ale zamysł Bestera jest na tyle przekonujący, że łatwo można wyobrazić sobie ich futurystyczną wersję. Autor przewidział komercjalizację życia codziennego i wszędobylskość wielkich firm. Świetnie pokazane jest to w ironicznym przedstawieniu logotypów firm/rodów jako ich herbów. Również tytułowanie się głów poszczególnych klanów łączy majestat wyższych sfer z odczłowieczoną polityką wielkich korporacji.

Wspominałem na początku o podziale ludzkości. Przebiega on na linii społeczności zamieszkujących planety i tych osiadłych na okrążających je księżycach. Alfred Bester nie wdaje się w szczegóły, krytykując jednak ludzkość za dążenie do nieskończonego zbrojenia się i szachowania przeciwnika nowymi narzędziami zagłady. Skalę makro udało mu się ukryć pod skalą mikro i mimo wojny na kosmiczną skalę widzimy głównie losy pewnego nieokiełznanego człowieka, który mimo swej siły woli jest w pewnym stopniu podległy otoczeniu.

Gwiazdy moim przeznaczeniem wykorzystują elementy gatunku SF jako scenerię do opowieści przede wszystkim o ludzkiej naturze, czy raczej o sile niemal bezmyślnej woli i uporu. Gully Foyle jest niczym wściekły owad uderzający o szybę, który jednak jest w stanie ją przebić. Dawni mistrzowie fantastyki naukowej poruszali nierzadko kwestie dotyczące szerszej społeczności. Bester w centrum swej historii umieszcza człowieka, na dodatek początkowo odpychającego. Rozwijając swą opowieść kreśli pean na temat ludzkiej siły mogącej zmieniać świat, nie zawsze przynależnej osobnikom wybitnym i o szlachetnych intencjach.


Okładka książki Gwiazdy moim przeznaczeniem

Tytuł oryginalny: The Stars My Destination
Autor: Alfred Bester
Tłumaczenie: Andrzej Sawicki
Wydawca: Wydawnictwo Rebis 2020
Stron : 320
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?