Advertisement

Andrzej Pilipiuk – Zły las – recenzja książki

Od pierwszych świadomych przygód z literaturą byłem zwolennikiem krótszych form tekstowych. Wielotomowe historie zawsze z trudem utrzymywały moją uwagę, podczas gdy zbiory opowiadań pochłaniam niemal hurtowo. Warunek jest tylko jeden. W konkretnym zbiorze chociaż jedna trzecia zawartości powinna być przynajmniej dobra. W przypadku twórczości Andrzeja Pilipiuka można być spokojnym o jakość. Wszystkie teksty są na równym, wysokim poziomie.

Stanisław Szukalski to człowiek niebywale interesujący i cieszący się sławą w USA. Twórca wielu teorii para-naukowych i rzeźbiarz u nas niestety nie jest już tak znany. Andrzej Pilipiuk w Tajemnicy zielonej teczki oddał mu jednak swoisty hołd, a przy okazji w mistrzowski dla siebie sposób nawiązał do innych opowiadań. Pojawia się tu Wojskowy Instytut Kryptozoologii, który dobrze znany jest stałym czytelnikom Wielkiego Grafomana. Ważniejsze są jednak jetinsyny. Śmiała teoria Szukalskiego o bytności hominidów w czasach współczesnych i ich wpływie na ludzkość jest tu przedstawiona w przygodowy i budzący apetyt na więcej sposób. Bardzo liczę, iż wątki z tej historii zostaną w przyszłości rozwinięte. Andrzej Pilipiuk wyraźnie zaczyna budować autorskie Pilipiukowersum.

Tytułowe opowiadanie przenosi nas w realia niemieckiej okupacji, do wioski nieopodal Chełmna. Pilipiuk bez lukrowania pokazuje realia tamtego okresu. Prezentuje nadzieje tamtejszych ludzi, wciąż liczących na powrót wolnej Polski po zakończeniu wystarczająco już wtedy krwawej wojny. Wplata w to wątek fantastyczny, który stanowi raczej urozmaicenie całości, niż centralny punkt opowiadania. Bardziej w serce uderzają wspomniane nadzieje ludzi, którzy nie przewidzieli, iż jedna okupacja zamieni się w kolejną. Może nie już tak dosłowną i namacalną, ale zamrażającą wolność na blisko pół wieku.

Robert Storm to stała postać u Pilipiuka, która z każdym tomem jego opowiadań ewoluuje. Tu pojawia się dwa razy. W Rozczochranej kochance bada historię obrazu genialnego artysty powiązanego ze stowarzyszeniem Szczep Rogate Serce wspomnianego wyżej Stanisława Szukalskiego. W tym przypadku wszystko zakończyło się za szybko. Gdyby opowiadanie urosło do formatu powieści, byłaby to piękna odpowiedź na Portret Doriana Graya. Dłuższy format ma za to Zemsta Śmieciarzy. Storm przekonuje się w niej, że magia to nie przelewki, a wielowiekowe organizacje nie zawsze są pełne dostojeństw, o majestatycznej nazwie nie mówiąc. Bohater de facto przez swą uczciwość i fachowość znajduje się w sytuacji, która może zniszczyć jego życie i wygnać go raz na zawsze z ukochanej Warszawy.

Uwielbiam język Andrzeja Pilipiuka. Nie mam pojęcia, z jakimiż to ciemnymi mocami zawarł pakt, ale przy jednoczesnej lekkości języka przekazuje on sporo wiedzy, tworząc opowiadania mądre i z przesłaniem. Mimo wysokiej poczytności, jego historie to nie powiastki groszowe. Zmuszają wręcz do grzebania w różnych źródłach wiedzy.

Kolejne tomy opowiadań Andrzeja Pilipiuka są wydawane regularnie. I chwała za to Fabryce Słów i przede wszystkim zapałowi Wielkiego Grafomana, którego ogień pracy nie wypala jego talentu. Subtelne połączenia między jego historiami, stale powracający bohaterowie, masa informacji, których zgłębianie może stać się nawet zalążkiem nowego hobby – wszystko to sprawia, że Zły las i pozostałe tomy opowiadań bezjakubowych są literackimi klejnotami, których nie powstydziłby się nawet pan Storm.

Książkę do recenzji dostarczyła księgarnia internetowa Inverso.pl. Zły las możecie kupić tutaj.


Okładka książki Zły las

Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawca: Fabryka Słów 2019
Stron : 402
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?