Advertisement



Brian Aldiss – Cieplarnia – recenzja książki

Współcześnie człowiek dostosował sobie świat do własnych potrzeb. Dzikie tereny może i nadal zajmują większość globu, ale sądzę, że znalazłby się stosowny powód, aby wylać na nie beton i postawić McDonald’sa. Pnące się ku górze wieżowce arabskich metropolii to najlepszy tego dowód. Czas jednak mija, a przyroda ma ogromną cierpliwość. Wystarczy na chwilę zaniedbać tereny miejskie, aby przeniknęła do nich dzika roślinność, przebijając beton i oplatając stal. A teraz przenieśmy się wyobraźnią o tysiące lat do przodu, gdy obecny obraz świata może być zupełnie inny. Gdzie cywilizacja ludzka niekoniecznie będzie jego częścią. Oto Cieplarnia Briana Aldissa. Opowieść o ludziach w codziennym boju z drapieżnym środowiskiem. Ale czy na pewno o ludziach w naszym tego słowa rozumieniu?

Obecnie człowiek to pan świata. Korona stworzenia. Tak przynajmniej brzmią oficjalne, buńczuczne tytuły homo sapiens, gatunku będącego właściwie niezwykle inteligentną bezwłosą małpą, nieposiadającą nic poza swoim błyskotliwym i egocentrycznym mózgiem, zamkniętym w ciele bez pazurów i kłów. Wbrew swoim przekonaniom jest jednak dość kruchy, co pokazuje tragiczny bilans kataklizmów. Czas akcji Cieplarni to tysiące lat od końca hegemonii człowieka. Twórca bomby atomowej, poezji i gumy do żucia został zredukowany do poziomu sprytnego, lecz podrzędnego gatunku, który co rusz pada ofiarą agresywnej flory. Bo Aldiss wyniósł właśnie rośliny na piedestał dominującego rodzaju żywych organizmów na Ziemi.

Brian Aldiss prezentuje człowieka jako istotę, która jest niebywale słaba, nawet przy swej umiejętności organizacji i inteligencji. Ma to w sobie znamiona postapokalipsy, gdzie ludzie również mają swe najlepsze dni za sobą. Aldiss jednak idzie o krok dalej. Przekształca nieco człowieka, dostosowuje do warunków, lecz nie daje mu specjalnych forów. Ludzie świata Cieplarni muszą co rusz uważać, aby nie zostać po prostu pożarci i konkurować z wrażymi gatunkami, jak osice, jedne z nielicznych gatunków, które zdołały przetrwać zmiany. Aczkolwiek istotniejszy jest tu inny gatunek, choć również latający. Głównymi bohaterami są dwie grupy. Jedni odchodzą ze znanego im świata, a drudzy mają ich zastąpić. Jednak świat, który przed eonami był zrozumiały dla człowieka, rządzi się już innymi prawami i wszystko ma zupełnie inny obraz, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.

Fakt, iż człowiek wrócił na drzewo, nie świadczy o tym, że cofnął się intelektualnie w rozwoju. Pozbawiony swej technologii nie jest już co prawda takim chojrakiem, ale zwarte, plemienne struktury myśliwskie przypominają o tym, że wciąż stoi on w hierarchii wyżej od swych bardziej włochatych braci-małp. Ambicje, wrogości i przyjaźnie, strach czy pragnienie bezpieczeństwa są nadal ludzkie, abstrakcyjne, nie instynktowne. Gdyby nie roślinność na sterydach, można by pomyśleć, iż są to czasy zamierzchłe, a akcja ma miejsce gdzie w tropikalnych dżunglach. Gargantuiczna zieleń szybko rozwiewa te skojarzenia, a pisząc „gargantuiczna” mam na myśli iście planetarną skalę. Choć i ograniczenie do Błękitnej Planety jest tu też pewnym umniejszeniem potęgi flory.

Cieplarnia jest niepokojącą książką. O wiele mądrzejszą niż klasyczne powieści SF przedstawiające wizje przyszłości człowieka. Aldiss nie idzie w banał, a jego pomysł na dalszy los ludzkości to nie eksploracja kosmosu i pomnożenie sił. To powrót w przeszłość z dodatkowymi niebezpieczeństwami, walka o przetrwanie i ukazanie, że jedyną regułą, jaką rządzi się świat, jest ciągła zmiana reguł. Zwykle sprowadzana do kategorii przedmiotu roślinność dokopała tu gatunkom rozumnym i ewoluowała na niewyobrażalny dla nas poziom. Jednak nie czynniki darwinowskie są tu najciekawsze. Ważniejszym elementem jest tu człowiek, z całym ekwipunkiem, jaki niesie jego świadomość. I kilka innych kwestii, które warto poznać czytając Cieplarnię.


Okładka książki Brian Aldiss – Cieplarnia

Tytuł oryginalny: Hothouse
Autor: Brian Aldiss
Tłumaczenie: Marek Marszał
Wydawca: Wydawnictwo Rebis 2019
Stron : 312
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?