Escape Quest – Poszukiwacze zaginionego skarbu – recenzja książkogry w klimacie Escape Roomów

Książki i gry paragrafowe nie są nowym konceptem. Osobiście pamiętam chociażby serię Wehikuł Czasu, opublikowaną przez Wydawnictwo Alfa na przełomie lat 80 i 90. Lektura przypominała gry fabularne, a czytelnik podejmował w jej trakcie decyzje, które mogły zaważyć na dalszym przebiegu wydarzeń. Przy tym książki nie czytało się oczywiście klasycznie – rozdział po rozdziale – a przeskakiwało się po jej sekcjach w zależności od aktualnej sytuacji. Dla przykładu – jeśli udało się nam zdobyć jakiś przedmiot, książka kierowała na inną stronę, niż w przypadku gdybyśmy tego przedmiotu ze sobą nie mieli.

Tzw. „paragrafówki„ nie zrobiły może nigdy w Polsce ogromnej furory, ustępując miejsca grom planszowym i komputerowym, ale rosnąca popularność miejsc takich jak wszelkiego rodzaju escape roomy zasugerowała wydawcy jakim jest Egmont, że na rynku jest miejsce na podobne zabawy w papierowej formie. Do sprzedaży trafiły właśnie dwie pierwsze propozycje z serii Escape Quest – jedna z nich nosi tytuł Poszukiwacze zaginionego skarbu.

Strona Escape Quest – Poszukiwacze zaginionego skarbu

Za okładkową cenę 40 zł bez grosza (chociaż w sklepach internetowych kupicie ją poniżej 30 zł), otrzymujemy ok. 100-stronicową książeczkę w miękkiej oprawie ze skrzydełkami, a także dodatkowo dwie zakładki, które będą nam potrzebne w grze. Jakość wydania jest porządna, a oprawa graficzna bardzo klimatyczna – odręczne notatki, starożytne artefakty, tajemnicze mapy – wszystko to sprawia pozytywne wrażenie i wprowadza nas w klimat awanturniczej przygody w klimacie Indiany Jonesa.

Fabuła jest oczywiście pretekstem żeby wysłać nas w kierunku przygody.  Z listów i notatek pewnej poszukiwaczki skarbów dowiadujemy się, jakie spotkały ją perypetie, dokąd podróżowała i jakim niebezpieczeństwom stawiała czoła. Wraz z wiadomościami otrzymujemy różnorodne zagadki, których prawidłowe rozwiązanie pozwoli nam popchnąć fabułę do przodu. I tu pierwszy mankament – niektóre zagadki są mało precyzyjnie opisane, przez co można na nich utknąć na dłużej, chociaż nie ma to wiele wspólnego z ich poziomem trudności. Ważne też, żeby nie być „za mądrym”. Co to znaczy? Przyzwyczajeni do wszelkiego rodzaju skomplikowanych łamigłówek z innych mediów i platform, możemy szukać wytwornych rozwiązań ściśle powiązanych z fabułą, w którą jesteśmy wkręcani. A tutaj odpowiedzią na większość zagadek jest przecież liczba, symbolizująca stronę, na którą mamy się udać. Warto zawsze o tym pamiętać, bo ludzie z ogromną wyobraźnią mogą ulec pokusie utrudnienia sobie życia.

Zagadki są bardzo różnorodne – niektóre wymagają spostrzegawczości, inne umiejętności matematycznych, jeszcze inne skojarzeń słownych lub łamania szyfrów. Są też i takie, które zmuszą nas do manipulacji książeczką, co obejmuje również niszczenie stron – przedziurawianie ich lub składanie. W naszym przypadku obeszło się bez tego – chyba nie przeżyłbym jakichkolwiek aktów wandalizmu, nawet jeśli są zalecane przez twórców. Polecam zapisywanie wszystkiego ołówkiem lub ścieralnym długopisem. Wtedy książeczka może przydać się też innym graczom.

Strona Escape Quest – Poszukiwacze zaginionego skarbu

Escape Quest – Poszukiwacze zaginionego skarbu to zabawa dla jednej lub kilku osób – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby współpracować z partnerem czy potomkiem (gra jest od 12 lat) przy rozwiązywaniu zagadek i wspólnie przeżywać przygodę. Najlepiej sprawdza się przy dwóch graczach – więcej czytelników sprawia, że przy niewielkich rozmiarów książeczce robi się już trochę tłoczno. Czas gry według wydawcy to ok. 3 godziny, chociaż po złapaniu rytmu i rozgryzieniu niuansów pierwszych zagadek kolejne stają się już łatwiejsze do pokonania i gra idzie szybciej.

Poszukiwacze zaginionego skarbu zaskoczyła mnie w kilku miejscach – niektóre zagadki są naprawdę bystre, dobrze przemyślane, a przede wszystkim logiczne, a ich rozwiązanie daje graczowi sporo satysfakcji. Ciekawie wypada zakładka ze środkami transportu, które odkrywamy w trakcie gry. Ich zdobycie daje nam dostęp do kolejnych, niedostępnych wcześniej lokacji. Na końcu książeczki zawarte są sklejone strony ze wskazówkami i odpowiedziami – spróbujcie jednak wytrwać do końca bez rozrywania ich. Spora część wskazówek i tak jest bezużyteczna i brzmi „ten tekst zapewne skrywa jakieś informacje”, „musi istnieć sposób na odczytanie tego tekstu” albo „staraj się nie wpaść w pułapkę”.
Duh, no shit, Sherlock!

Koniec końców, pomimo kilku nieprecyzyjnych opisów i powodujących irytację nieścisłości, a także nie zawsze udanej nawigacji po książce, moje pierwsze wrażenie z gry w Escape Quest oceniam pozytywnie – to miła odskocznia od ślęczenia przed ekranem, dzięki której można potrenować mózg jedynie z kartką i długopisem. Autorzy pozwalają też na skorzystanie z internetu, co sprawdza się może w dwóch przypadkach w tej akurat przygodzie. To wprawdzie zabawa na raz – do celu prowadzi tylko jedna droga, a zginąć lub zabłądzić nie można – ale za to jest to zabawa na dobrym poziomie.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/429/099/429099/1587743296/800.jpg

Okładka Escape Quest – Poszukiwacze zaginionego skarbu

Tytuł oryginalny: Escape Quest – A la recherche du tresor perdu
Autor: Kaedama & Christophe Swal
Tłumaczenie: Marek Puszczewicz
Wydawca: Egmont 2020
Stron : 96
Ocena: 75/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?