Jacek Komuda – Wizna – recenzja książki

Jacek Komuda w gronie pisarzy-historyków wyróżnił się porywającymi klimatycznymi easternami, osadzonymi w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ostatnimi czasy przeniósł swe historie do XX stulecia, honorując bohaterów II Wojny Światowej. Po Hubalu i Westerplatte autor przedstawił obronę Wizny – wydarzenie, które powinno być kanwą pod solidną produkcję filmową, pokazujące, że ofensywa września 1939 nie była dla Niemców spacerkiem po parku i mimo licznych przewag potrafili odbić się od muru.

O obronie Wizny dowiedziałem się z piosenki szwedzkiego zespołu Sabaton. Wcześniej w szkolnych podręcznikach próżno było szukać jakiejkolwiek wzmianki o defensywie pod dowództwem kapitana Raginisa. Dużo więcej znaleźć można było za to usprawiedliwień i uproszczeń, dlaczego Niemcy zdołali przełamać polską obronę. Jacek Komuda nie czyni z polskich żołnierzy tytanów, gnących pancerze czołgów gołymi rękami. Przedstawia czysty heroizm, tak niezrozumiały dla ówczesnych Niemców. Aczkolwiek to nie jedyny atut Wizny.

Co lubię w prozie Komudy? To, że nie stara się upiększać i uogólniać. Wydarzenia tu ukazane są z niemal pamiętnikarską dokładnością i niebywałą fachowością. Przygotowania do obrony, fałszywe informacje z frontu, braki w zaopatrzeniu. To wszystko stanowi istotną część tamtych wydarzeń. To jest esencją prawdziwej historii, takiej wykraczającej poza artykuły z ciekawostkami, często nienaświetlającymi faktów w pełni. Twórca Bohuna pieczołowicie przedstawia defensywę od kuchni, nie zapominając przy tym o tle fabularnym.

Pisanie o wydarzeniu tak szczególnym, jak obrona Wizny, nie jest łatwe, zwłaszcza na płaszczyźnie tworzenia bohaterów. Można iść po prostej ścieżce, kreując na poły mitycznych wojowników z chwackimi charakterami. Ale wiarygodniej i lepiej jest przedstawić ludzi niedoskonałych, w których przewaga wojsk Guderiana budziła raczej obawę, niż szał berserka. Podwładni Raginisa, mimo całego bagażu ludzkich słabości, trwali przy nim. Nie dlatego, że w radiu podają komunikaty o gromieniu III Rzeszy na każdym polu, ale z poczucia żołnierskiego obowiązku. Panująca na początku wojny propaganda sukcesu, która widoczna jest w przedrukach pierwszych stron dzienników umieszczonych na początku rozdziałów, to temat, który polecam do szczególnego zgłębienia.

Jedna sprawa nie daje mi jednak spokoju… Znacie ten epitet „polski”, określający coś mającego być rodzimym odpowiednikiem zagranicznego zjawiska. Określenie „polskie Termopile” ma w sobie trochę prawdy. Hoplitów Leonidasa łączy co nieco z żołnierzami Raginisa, ale to raczej skrót myślowy. Inne motywacje, kompletnie inna sztuka wojenna i realia historyczne. Może powinniśmy wyzbyć się tego kompleksu niższości i nazywać Wiznę po prostu Wizną?

Chciałbym, aby tragiczny wrzesień 1939 nigdy nie miał miejsca. Żeby ludzie jak Raginis doczekali emerytury na służbie, a Polska wyglądała zupełnie inaczej. Oczywiście doceniam heroizm i poświęcenie, ale utrata tak znakomitych ludzi nigdy nie zostanie powetowana. Jedyne co możemy zrobić, to oddać cześć ich pamięci. Zamiast laudacji i buńczucznych okrzyków można stworzyć solidne dzieło ukazujące ich losy. I czymś takim jest właśnie Wizna. Powieścią wojenną, oferującą coś znacznie więcej, niż krzepiącą serce historię.


Okładka książki Wizna

Autor: Jacek Komuda
Wydawca : Fabryka Słów
Stron : 592
Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?