Justin Cronin – Dwunastu – recenzja książki

Po niezbyt udanym pierwszym tomie opowieści o upadku USA, Justin Cronin stanowczo poprawił poziom. Nadal jednak w jego powieści znajdziemy nieco usterek.

Dwunastu jest bezpośrednią kontynuacją Przejścia – tak części o wybuchu epidemii “wampiryzmu”, jak wydarzeń niemal wiek później. Budowa książki jest też podobna: pierwsze rozdziały poświęcone są wydarzeniom, powiedzmy, współczesnym, gdy USA ogarnia chaos, a jednostki uciekają w popłochu, dalsze – społeczeństwu postapokaliptycznemu. Znani nam z pierwszego tomu bohaterowie – Peter, Alicia i inni – spotykają się po kilku latach, by spróbować znów zetrzeć się z siłami Dwunastu, władców rojów wiroli, tym razem z innych niż poprzednio pobudek.

Ciekawe w Dwunastu jest to, że do gry wracają postaci raczej poboczne, na które nie zwróciliśmy wcześniej większej uwagi (jak była żona Wolgasta, Lila), a obraz mrocznej przyszłości malowany jest głównie z perspektywy wspólnoty niebezpiecznie przypominającej skrzyżowanie gułagu z państwem totalitarnym. Cronin, rozwijając historię w ten sposób, unika pułapki, w którą wpadł wcześniej: masy bohaterów bez twarzy i charakteru oraz świata przedstawionego ziejącego pustką i malizną. Skala mikro, gdy ogranicza liczbę postaci, korzysta z istniejących bohaterów i skupia się na wydarzeniach na niewielkiej przestrzeni, stanowczo lepiej sobie radzi warsztatowo. Generalnie większość powieści jest zaskakująco przyjemna warsztatowo i w odbiorze – zwłaszcza w porównaniu z poprzednią częścią.

Zobacz również: Justin Cronin – Przejście – recenzja książki

Ponownie jednak autor zdecydował się wprowadzić elementy, z którymi nie radzi sobie najlepiej. Podczas gdy przez większość lektury fabuła rozwija się stopniowo, składnie i w satysfakcjonującym tempie, pod koniec nagle wracają wątki metafizyczne i przedziwne, nie do końca jasno opisane działania Dwunastu. W pewnym momencie czytelnik po prostu nie do końca wie, co się dzieje i dlaczego.

Ogółem Cronin musi nieco popracować nad elementami fantastycznymi w swoich powieściach. W Dwunastu to właśnie one najbardziej wadziły w lekturze – póki autor skupiał się na samym końcu świata w USA, a potem na działaniach w “gułagu”, wszystko było w porządku i czytało się gładko. Widać, że kwestie przyziemne lepiej mu wychodzą. Nawet sama kwestia wiroli – czyli zarażonych tajemniczym wirusem ludzi zachowujących się jak miks Nosferatu i mięsożernej mrówki – jest dość sprawnie rozpisana, póki na scenę nie wkracza tytułowych Dwunastu, których moce są niemal boskie, posługują się telepatią i zdają się ignorować prawa fizyki. Cronin opisuje to na tyle mgliście, że można odnieść wrażenie, że sam nie wiedział, co chce pokazać.

Dwunastu to stanowczo lepsza książka niż Przejście – ciekawsza, sprawniej napisana, z lepiej poprowadzonymi postaciami. Końcówka obniża poziom, ale całość daje nadzieję, że finał trylogii nie zawiedzie oczekiwań.


Tytuł oryginalny: The Twelve
Autor: Justin Cronin
Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
Wydawca: Wydawnictwo Albatros 2019
Stron : 672
Ocena: 70/100

Stały współpracownik

Interesuję się literaturą, z dużym naciskiem na fantastykę. Robiłam konwenty, dłubię na portalach. I dużo piszę o dinozaurach. Możecie mnie poczytać w różnych miejscach, ostatnio na blogu MatkaPrzełożona.wordpress.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?