Advertisement
banner

Malcolm XD – Emigracja – recenzja książki

W oparach absurdu, czyli jak debiutować, żeby podbijać statystyki czytelnictwa.

Debiut literacki kingpina polskiej kopiujwklejki dla wielu, w tym dla piszącego te słowa, może być książką roku. Nie zdziwiłbym się też, gdyby dla pewnej części czytelników była to jedyna pełnowymiarowa publikacja, albo jedna z niewielu, po którą w tym roku sięgną. Dlaczego?

Żeby zrozumieć fenomen Malcolma XD, trzeba sięgnąć do odmętów internetu i dać głębokiego nura w 4chany, Reddity i ich polskie inkarnacje w rodzaju Wykopu. Jest bowiem od groma młodych ludzi, których nie zajmuje może Prus, Proust czy współczesny rodzimy dramat w wersji papierowej, za to czytają znacznie więcej, niż statystyczny Polak. Pewnie to niepopularna opinia, ale sam się do niej przychylam, bo należę poniekąd do pierwszego pokolenia, dla którego słowo „inicjacja” nie kojarzy się już tylko z pierwszym pocałunkiem, seksem, czy obaloną na spółę z kolegami flaszką, ale właśnie odkrywaniem jasnych i ciemnych stron internetu, z czego to drugie było oczywiście dalece bardziej ciekawym zajęciem.

Na rozmaitych forach – prócz wdawania się w dyskusje o niczym i rozkręcania srogich gównoburz w tematach bardziej zajmujących – można było poznać kiedyś, a można i dziś, prawdziwe talenty literackie. Najgorzej było zresztą, jeśli wasz adwersarz w dyskusji miał naprawdę niezłe pióro i poza przeciętnej klasy trollingiem potrafił naprawdę pojechać wam świetnie napisaną filipiką. Ludzie z mojego pokolenia nie czytali może w czasach młodości tylu książek, co chwalebne górne 2% z tegorocznego badania BN, z pewnością jednak produkowali per persona więcej postów miesięcznie niż Ignacy Krasicki listów napisał w całym życiu. A fakt, że anonów, którzy czytają co w internetach piszczy i hołubią jego luminarzy, jest więcej niż owe 2 punkty procentowe, jest chyba jasny. I fenomenem dla ludzi, którzy przetrzebiają co dzień internet w poszukiwaniu czegoś więcej niż standardowej dawki wiedzy, stał jakiś czas temu ukrywający się pod bardzo zabawną ksywą autor.

Wierzę mocno, że on również wyrasta z forów i grup dyskusyjnych. Malcolm, u którego świetny słuch i zmysł obserwacyjny mieszają się z nieprzeciętną znajomością frazy właściwej internetom, a wszystko to przyprawione jest suto gęstą masą pure nonsensu, po epizodzie filmowym (scenariusz od ekranizacji własnej pasty o fanatyku wędkarstwa) wydał pierwszą książkę. Jego powieść, co łatwo wywnioskować z tytułu, tyczy się emigracji zarobkowej w Wielkiej Brytanii – informacje o miejscu akcji można wysupłać z grafiki, którą zdobi okładka (swoją drogą, mało zachęcająca, a przecież było takie pole do popisu). To temat jednak wciąż niedostatecznie opisany – bo ci, którzy wyjeżdżali, nie robili tego po to, żeby pisać powieści, a dla reporterów z antropologicznym zacięciem ciekawsza jest przecież bieda na Sybirze, wojna w Syrii czy jakieś inne nieszczęście na końcu świata. Na szczęście mamy jednak XD.

Temat jest mi gdzieś bliski, bo sam ponad dekadę temu wyruszyłem na saksy w poszukiwaniu kapitału bardziej realnego niż osławione 5zł/h na umowę o dzieło. Było to w czasach, kiedy platformerska prekaryzacja młodych ludzi dopiero wrzucała wyższy bieg. Można powiedzieć, że byłem jedną z pierwszych jej ofiar. Malcolm, jeśli dawać (he he) wiarę jego słowom, postawił nogę na Wyspach w momencie, kiedy opisywany proces pędził już na pełnej kur***, niszcząc młodym, wykształconym i ambitnym kręgosłupy moralne, nie pozostawiając im specjalnie innego wyjścia poza uchodźstwem zarobkowym.

Brzmi to oczywiście dość smutnie, może i nienajweselej wyglądało to również w przypadku autora, ale jego narrator wydaje się być osobą, która always look on the bright side of life. W trakcie lektury Emigracji przypomniałem sobie Masłowską (bo piętrzenie absurdu, zabawa językiem i ogromna  ś w i a d o m o ś ć  jego plastyczności) oraz… Huntera Thompsona. Debiut Malcolma to równie zakręcony i szalony trip – zamiast przez Las Vegas, bohater przeprawia się kolejno przez Polskę, Niemcy, Holandię, na GB skończywszy. Jest to książka pisana „na wdechu” – czuć, że autor ma nie tylko świetne pióro, jędrną wyobraźnię, ale i ciężkie do przecenienia flow – to wszystko składa się pewnie na coś, co można by skwitować epitetem w rodzaju „ogromnego talentu”, choć zapewne sam autor/narrator słysząc to mógłby się tylko zawstydzić, ostatecznie zażartować z takiego określenia. Widać też, że Malcolm nie potrzebuje tak ciężkich jak cesarz gonzo-dziennikarstwa narkotyków, żeby dostrzec i opisać niedorzeczność otaczających go warunków.

I choć jego obserwacje są ogromnie bystre – stety lub niestety tak wygląda dola ekonomicznych uchodźców, zwłaszcza jeśli wyjeżdża się, jak bohater, z małego miasteczka i ląduje w metropolii jak Londyn, które to może i dzieli przepaść cywilizacyjna, ale ludzie tu i tu tacy sami – to jednak największą wartością Emigracji jest humor – tak werbalny, jak i sytuacyjny. Dawno nie śmiałem się tak gromko podczas lektury – ostatni raz ryczałem na głos w tramwajach, plując suto po stronicach Ćwiczeń stylistycznych Queneau, czyli jakieś sto lat temu. Nie każcie mi cytować – wysokiej jakości próbki (choć ocenzurowane) znajdziecie na fejsowym fanpejdżu autora. Po całą resztę wybierzcie się do księgarni, póki jeszcze jest nakład.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/393/277/393277/1553197706/800.jpg

Okładka książki Malcolm XD – Emigracja

Tytuł oryginalny: Emigracja
Autor: Malcolm XD
Wydawca: W.A.B. 2019
Stron : 304

 

Jacek Dziduszko – dziennikarz filmowy, animator kultury, degenerat. Autor cyklu pokazów filmów eksploatacji, „Pora Zwyrola”. Publikował m.in. w „Kinie”, „K MAG-u”, Wirtualnej Polsce, Onecie, Interii i Dwutygodniku. Miłośnik horroru, pozytywnej pornografii oraz dobrego piwa górnej fermentacji. Dumny opiekun suni Gender.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?