Neil Gaiman – Gwiezdny pył – recenzja książki

W podstawowej i ponadpodstawowej edukacji stanowczo za mały nacisk kładzie się na baśnie. Uczeń dostaje za to na grzbiet wielki ciężar twardej i racjonalnej literatury, jakoby to ona stanowiła jedyną podstawę kultury i wiedzy, jakie musi nabyć cywilizowana jednostka. Tymczasem baśń to gatunek zdolny do bycia równie pouczającym, co osadzone w mało litościwych realiach kamienie milowe literatury. A przy tym przedstawić może pewne prawdy ładniej, zgrabniej i mniej dosłownie. Neil Gaiman to twórca trudny do zakwalifikowania. W jego wszystkich dziełach widać jednak miłość właśnie do baśni i najbardziej namacalnym tego przykładem jest Gwiezdny pył.

Historia zaczyna się od Dunstana Thorna i pewnego jarmarku, który na chwilę przełamuje barierę między światami. To właśnie na nim chłopak poznaje urokliwą dziewczynę, z którą krótka schadzka doprowadza do opowieści właściwej. A konkretniej – do narodzin i tym samym przygód głównego bohatera Gwiezdnego pyłu, Tristana Thorna. Chłopaka niezwykłego, podobnie jak jego matka, który w pragnieniu serca, czy raczej Pragnieniu Serca, wyrusza do Krainy Czarów po spadającą gwiazdę. I może wydawać się to początkiem dla średniego fantasy, ale w ramach dalszej podróży czytelnik zostaje zabrany w krainę zaczarowaną nie tylko z buńczucznej nazwy.

Mam specyficzne wyczucie smaku. Dotyczy to niemal wszystkiego, a zwłaszcza sztuki. Lubię jednocześnie horror, kryminał, sensację, SF, fantasy i tak dalej. Aczkolwiek tak samo, jak obdarzam szeroką sympatią, z równą siłą marudzę nad pewnymi przedstawicielami nawet najbardziej lubianych gałęzi literatury. W fantasy i baśni nie lubię nadmiernego odrealnienia. Odklejenia od zachowań ludzkich, które sprawiają, że bohaterowie stają się emocjonalnymi mutantami i to bynajmniej nie tymi z Marvela. Gwiezdny pył w opisach i recenzjach wydawał się poczciwą opowiastką o spełnianiu marzeń i innych herezjach. Z bohaterami naiwnymi jak Adaś Niezgódka czy Czemu nie dawałem wiary, bo jak gość, który stworzył Pana Wednesday’a czy Morfeusza nagle idzie w podobne klimaty. I miałem rację. Gaiman korzysta z typowych dla gatunku elementów, lecz tak jak wirtuoz z tego samego zestawu nut wygra arcydzieło, a przeciętniak nie, tak twórca ten kreuje niepowtarzalną opowieść, daleką od nudnie standardowych konkurencyjnych książek.

Fabuły Gaimana schematycznie były dobre, ale nie wybitne. Amerykańscy bogowie, Chłopaki Anansiego czy Sandman poszczycić się mogły wciągającym scenariuszem, ale ich prawdziwa siła tkwiła w czymś innym. Brytyjczyk ma bowiem talent do snucia historii. Gdyby pisał scenariusz do przepisu na jajecznicę, zapewne byłby on ciekawszy, niż połowa efektownie rozbudowanych na wiele tomów sag. Gwiezdny pył to baśń piękna, radosna, ale też mroczna i smutna. Neil Gaiman nie ucieka w ckliwość, nie idzie w uproszczenia i wygodnictwo. Nie daje też czytelnikowi wszystkiego, czego ten oczekuje, wręcz niemal zawsze idzie mu na przekór. Happy endy nie są tak słodkie, a zło nie zawsze spada w otchłań, a przynajmniej nie całkiem. Mówiąc prościej – w jego dziełach jest jak w pierwotnych baśniach. Urzekająco, ale bezlitośnie. Momentami wesoło, ale bez chichotków i pioseneczek. Mrocznie i brutalnie, lecz bez uciekania się w banalny sadyzm i makabrę.

Nie zaczynałbym przygody z Neilem Gaimanem od Gwiezdnego pyłu. Nie dlatego, że mógłby kogoś odstręczyć od tego autora. Dorobił się on już kilku dzieł lepiej oddających ogólny charakter jego twórczości i kunszt. Niniejsza książka jest jak Bajki robotów wobec całej twórczości Lema. Jak Pani Doubtfire w filmografii Robina Williamsa. To bardzo dobre dzieło, które nie olśni jednak geniuszem artysty, lecz które trzeba poznać i które nadal bije podobne sobie tytuły na głowę. Warto też zaznajomić się z nim po to, by poznać lżejszą stronę pisarza, uwielbiającego uciekać się do mitologii, duchowości i wielu, wielu innych zagadnień, które znokautowałyby żółtodzioba.

PS: Gwiezdny pył ma swoją ekranizację i wersję ilustrowaną. Warto poznać obie, tym bardziej, że filmowego Tristana dobrze oddał Charlie Cox, a w wersji z rysunkami odpowiada za nie genialny Charles Vess.

Książkę Gwiezdny pył do recenzji dostarczyła księgarnia internetowa Inverso.pl, której adres możecie znaleźć tutaj.


Okładka książki Gwiezdny pył

Autor: Neil Gaiman
Tytuł oryginalny: Stardust
Wydawca : Wydawnictwo MAG 2019
Tłumaczenie : Paulina Braiter
Stron : 200
Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?