Advertisement

Roman Kulikow – Więzy Zony – recenzja książki

Fabryka Słów to wydawnictwo oferujące szeroką gamę książek z półki, którą większość odbiorców wrzuciłoby do wora z napisem „fantastyka”. Zazwyczaj stawia głównie na rodzimych autorów, ale zdarzają się goście zza granicy, często tej wschodniej. I jest to bardzo dobry kierunek, bo choć brak tu Łukjanienki, Strugackich czy Glukhovskiego, to twórcy związani ze światem S.TA.L.K.E.R.-a potrafią pokazać klasę. Jednym z nich jest Roman Kulikow, dzięki któremu powróciłem do Zony.

Krzemień po opuszczeniu Zony zaczął prowadzić spokojne życie. Praca w warsztacie, żona i dziecko. Stalkerska dola odeszła w zapomnienie, a on sam nie chciał zbytnio o niej sobie przypominać. Ale jak to mówią – nie przyszła góra do Mahometa i tak dalej… Syn eks-stalkera zaczyna odczuwać podejrzane dolegliwości. Okazuje się, że ma to związek w pewnym artefaktem. Kajdany Losu wiążą ze sobą posiadających je użytkowników do tego stopnia, iż jak jeden skręci nogę, ten drugi zaczyna borykać się z identycznym urazem. Druga część artefaktu należy do dawnego przyjaciela Krzemienia, który kiedyś opuścił z nim Zonę, ale teraz najwyraźniej zebrało mu się na powrót. Ale to nie wszystko, co oferuje dzieło Kulikowa.

W międzyczasie do Zony przybywa bogaty artysta malarz, pragnący zaznać dreszczyku emocji i zdołowany stratą ukochanej mężczyzna, który jak wielu innych przed nim i zapewne po nim odreagowuje kosza w logiczny dla męskiego umysłu sposób – rzuca się w objęcia straceńczego wyzwania. Gdzieś tam krąży też przywódca bandyckiej grupy Krogulec, chcący ubić intratny interes z pewną sekciarską grupą związaną z Monolitem. Niepowiązane ze sobą jednostki połączy wspólny los i nie wszyscy okażą się tym, kim wydają się na pierwszy rzut oka.

Świat S.T.A.L.K.E.R.A.-a w moim sercu ma swoje szczególne miejsce. Wizja ponownego wybuchu w czarnobylskiej elektrowni, który wywołał szereg zmian środowiskowych, bije na głowę inne wizje postapokaliptyczne. Trudno też mówić tu o czystej postapo, bo dotknięty katastrofą jest określony teren, a wszystko, co potrzeba do przeżycia tam można znaleźć w cywilizowanym świecie. No ale są mutanty, anomalie-pułapki i cudowne artefakty, mogące być zarówno zbawienne, jak i szkodliwe. Również społeczność tam bytująca to coś innego, niż grupki ocalałych z globalnej zagłady. Ciężko jest mi określić, od jakiego dzieła najlepiej zacząć przygodę z tym światem, ale Więzy Zony są solidnym startem, choć sam zacząłem od dzieł Michała Gołkowskiego. A skoro już o nim wspomniałem…

Zły tłumacz potrafi zniszczyć i wybitne dzieło. Niezrozumienie specyfiki i kontekstu języka, brak twórczego zaangażowania czy mechaniczne przekładanie z obcego na nasze. Tacy ludzie się zdarzają, najczęściej jednak są eliminowani przez konsumentów. Michał Gołkowski stanowi na szczęście ich przeciwieństwo. Twórca ten, kojarzony z autorskimi dziełami, od kilku lat współpracuje z Fabryka Słów jako translator między innymi z rosyjskiego i wyraźnie wkłada w swą robotę serce. Dzieła autorów z dawnego obozu socjalistycznego zawierają w sobie jakąś nić mentalnego porozumienia. Nie nazwałbym tego buńczucznie słowiańszczyzną, a raczej wspólnotą wielkiej płyty, ale Gołkowski świetnie to czuje i lekkość, z jaką tłumaczy, jeszcze mocniej to podkreśla.

Dobrze jest powrócić do Zony. Przez jakiś czas Fabryka Słów wypuszczała na rynek znacznie więcej tytułów z pogranicza postapo, w tym chociażby ze świata Survarium. Nie wszystkie dorównywały temu, co prezentował Gołkowski, Noczkim czy właśnie Kulikow. I może dlatego lepiej się stało, że książek z linii Fabryczna Zona jest obecnie wydawanych znacznie mniej, bo jakość to coś, co cenię znacznie bardziej niż ilość. W planach są kolejne tomy dzieł Kulikowa, ale sądząc po Więzach Zony nie mam się czego obawiać, a jedynie wyczekiwać na kontynuacje.


Okładka książki Więzy Zony

Autor: Roman Kulikow
Wydawca : Wydawnictwo Fabryka Słów 2020
Tłumaczenie : Michał Gołkowski
Stron : 448
Ocena: 75/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?