Kącik Nostalgii – Kreskówki lat 90′ i 00′

Oto Kącik Nostalgii, nowa seria, w której członkowie redakcji Movies Room powspominają dawne czasy i popkulturowe fenomeny tamtych lat. Na pierwszy ogień, wracamy do kreskówek, które leciały w telewizji w latach 1990-2010.

Krzysztof Wdowik – stały współpracownik

Doskonale wiem, jak wyświechtany jest frazes, że “kiedyś to było lepiej”, ale w przypadku kreskówek w telewizji naprawdę to się sprawdza. Tamte lata były istnym rajem dla dzieciaka. Do dyspozycji był przede wszystkim Cartoon Network w swoich najlepszych latach. Dziś z powodzeniem wymienisz dobre bajki na palcach jednej ręki (a i podejrzewam, że Ci kilka palców zostanie wolnych) – na początku 2000 roku trzeba było pożyczać dłonie od znajomych i rodziny. Nawet teraz trudno jest mi wybrać ulubione TOP3. Chojrak Tchórzliwy Pies, Ed Edd i Eddy, Johnny Bravo, Samuraj Jack, Mroczne Przygody Billy’ego i Mandy czy Kaczor Dogers – a to tylko kilka tytułów z bogatej biblioteki stacji.

Poza Cartoon Network z powodzeniem bawiło Fox Kids (Gęsia Skórka i Świat Według Ludwiczka!), MiniMax, a nawet jeśli ktoś nie miał tyle szczęścia i jego rodzice nie zainwestowali w kablówkę, wciąż pozostawał blok bajek na TVN-ie (istny maraton, po tych kilku bajkach, dosiadała się do mnie babcia i oglądaliśmy brazylijskie telenowele), Polsacie (pierwsze Pokemony) i RTL7. Nic tak nie łączyło dzieciaków, jak kultowy Dragon Ball. Do dziś w prawdziwy podziw wprawia we mnie to, że nieważne co się robiło – czy było się w trakcie meczu piłki nożnej, czy się grało w “Króla” czy chowanego – równo o 15:55, podwórko opustoszało, bo wszyscy biegli przed telewizory, żeby zobaczyć, jak Goku z Vegetą gadają przez dwa odcinki z Freezerem i w zasadzie nic z tego nie wynika – ale dla nas, dzieciaków, było to całym światem.

dragon ball

Zobacz również: TOP 50 – Najlepsze bajki i animacje dla dzieci

Tomasz Małecki – redaktor współprowadzący dział publicystyka

Były se, ja wam powiem, takie czasy, gdy w moim rodzinnym domu nie było kablówki. No straszne czasy, wyobraźcie sobie jak bardzo nienawidziłem wracać do domu po całym dniu w przedszkolu. Los jednak mi sprzyjał, bo rodzice pracowali, dom był więc zamknięty, a ja się podziać gdzieś musiałem. I tu ratowała mnie babcia, która w swoim socrealistycznym mieszkaniu w socrealistycznym bloku na socrealistycznym osiedlu posiadała wszystkie łakocie, jakie wówczas telewizja oferowała. A że oferowała dużo, to już moi koledzy i koleżanki powiedzieli. Ja natomiast chciałem zwrócić uwagę na fakt, że te wszystkie kreskówki nie były tylko formą czystej rozrywki. One kontrolowały czas i przestrzeń. Wiecie, przychodziłem do babci, odpalałem telewizor, zaraz przeklikiwałem się na Cartoon Network i znając do najmniejszego szczegółu ramówkę stacji potrafiłem określać pory dnia, posiłku, położenie słońca względem kuli ziemskiej i takie tam jeszcze inne fizyczne zależności. Szkoda tylko, że nie przydały się te umiejętności potem w szkole, ale zawsze byłem raczej zwolennikiem tej fizyki bardziej użytkowej…

Karol Riebandt – stały współpracownik.

Czytając wypowiedzi kolegów to  przyznam, że faktycznie jest tak jak napisał Krzysztof Wdowik. Kiedyś było naprawdę lepiej, jeśli chodzi o kreskówki. Gdybym miał wybrać swoje TOP3 to byłyby to niemożliwe. Chciałbym, ale niestety. Samuraj Jack, Mroczne Przygody Billy’ego i Mandy czy Kaczor Dogers, Hong Kong Fu-i, Łap gołębia, Tom i Jerry czy Wunchpunch i wiele, wiele innych. Lista nie ma końca.

Przyznam się, że nawet dziś zdarza trafiać mi się na niektóre z nich w telewizji o późnych godzinach i wtedy oglądam je z zapartym tchem jakbym znów miał kilka lat. Wiem, że powinienem przestać oglądać kreskówki, ale jakoś tak dalej pozostaje ten sentyment, który zawsze ze mną wygrywa. Jednak najbardziej boli mnie fakt, że współczesne bajki straciły swoją magię, która dziś została zastąpiona masową produkcją, zmianą animacji czy wciskaniem żartów, które sprawiają, że raczej nie jest to już materiał na to by oglądało to dziecko. Ostatnią rzeczą na którą mogę ponarzekać to fakt, że gdy będziemy rodzicami to te “dobre” bajki raczej będą już tylko naszym wspomnieniem, a my będziemy o nich opowiadać niczym starzy gawędziarze.  Jednak teraz na poważnie moje TOP 3 wszechczasów: Action Man A.T.O.M, Podwójne życie Jagody Lee, Scooby-Doo. Naprawdę szkoda, że z tych trzech tylko ta ostatnia jeszcze dziś ma prawo bytu na ekranach naszych telewizorów. Śpieszmy się kochać bajki, bo tak szybko znikają.

https://www.youtube.com/watch?v=lVYo4-hu–k

Dominik Dudek – Redaktor

Moje dzieciństwo przypadło na specyficzny okres, jeśli chodzi o dostępność kreskówek. Pamiętam czasy kablówki z kreskówkami po niemiecku, pamiętam czasy RTL i Dragon Balla, potem przyszło Fox Kids wraz z Cartoon Network, a ostatnim etapem moich sielankowych przygód z telewizją był Disney Channel oraz Disney XD. Największy udział w moim dorastaniu przypadł temu przedostatniemu stadium. I tak odwalałem pranki razem z Andym, przeprowadzałem multum eksperymentów w Laboratorium Dextera, polowałem na łąmiszczęki z Edem Eddem i Eddym, łapałem przebierańców ze Scoobym Doo, broniłem chatki na odludziu razem z Chojrakiem, szedłem na podryw z Johnnym Bravo, zwiedzałem Dom dla Zmyślonych Przyjaciół Pani Foster, ratowałem Townsville przed wszelkim występkiem z Atomówkami i srałem w gacie przy seansie Gęsiej Skórki (oczywiście w przenośni). W żadną hierarchię czy TOP 3 bawić mi się nie chcę – rozdziawiona gęba towarzyszyła mi przy oglądaniu wszystkich. Czasem chciałoby się powrócić do tych beztroskich lat. Wehikuł czasu to byłby cud…

Kuba Łaszkiewicz – stały współpracownik

Ktoś może powiedzieć: “Kuba, masz dopiero szesnaście lat, nie znasz się na kreskówkach z lat 90.!”. Ale mimo tego, że urodziłem się już w XXI wieku, mogę śmiało powiedzieć, że na tego typu animacjach się wychowałem. Najlepiej wspominam Cartoon Network – setki godzin spędziłem na śmianiu się z głupoty bohaterów serialu Ed, Edd i Eddy, ciarki przechodziły po moich plecach przy Chojraku tchórzliwym psie (nadal uważam, że to jedna z najbardziej niepokojących kreskówek), uwielbiałem również przygody krnąbrnego Johnny’ego Bravo oraz perypetie chłopca znanego z posiadania Laboratorium Dextera. Poza tym… cóż, Atomówki, Dom dla zmyślonych przyjaciół pani Foster, a za jeszcze wcześniejszego dzieciaka Niedźwiedź w dużym, niebieskim domu. Na tytuł mojego najukochańszego serialu tamtych czasów zasługuje jednak Scooby Doo, przy którym potrafiłem spędzać naprawdę długie godziny.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że jako najmłodszy członek redakcji mam najmniej do powiedzenia w zakresie “kiedyś było lepiej”, ale pozwoliłem sobie w ostatnim czasie zerknąć na kilka kreskówek emitowanych obecnie na Cartoon Network. I cóż… być może to wina sentymentu, a być może tego, że już nie jestem odbiorcą docelowym tego typu bajek, ale to już zdecydowanie nie to samo.

https://www.youtube.com/watch?v=ERevWdcNHFA

Zobacz również: Kacze opowieści – czołówka odnowionej kreskówki już na YouTube!

Agnieszka Bar – stały współpracownik

Wśród legendarnych kreskówek jakie zostawiły po sobie Cartoon Network, Jetix, Fox-Kids i tym podobne kanały, zawsze najbardziej lubiłam Strażników Czasu. Zabawne opowieści o bohaterach z przyszłości, próbujących naprawić historię, w moim osobistym rankingu przebijają nawet Atomówki i Laboratorium Dextera. Gdyby nie oni, Albert Einstein prawdopodobnie zająłby się handlem samochodami, a Maria Skłodowska-Curie nie odkryłaby radu i polonu tylko produkowałaby lody na patyku! Całe dzieciństwo bawiłam się też w Odlotowe Agentki, bo wszystkie dziewczyny w klasie chciały być jak Sam, Clover albo Alex. Co do dobranocek (osobiście uważam, że zaprzestanie ich emitowania to skandal, hańba i przestępstwo) to nigdy nie zapomnę japońskich Muminków, które tak wspaniale oddały rysunki i nastrój z książek Tove Jansson. Ale nie ma co narzekać na dzisiejsze bajki. Może nie są tak dobre ja te z lat 90., ale naprawdę gonią klasyki, z Porą na Przygodę i Fineaszem i Ferbem na czele.

Bartosz Tomaszewski – Redaktor prowadzący działu Recenzje

O ile się nie mylę, jestem najstarszą osobą z redakcji, która wypowiada się w tym zestawieniu i to ma odbicie w kreskówkach, jakie oglądałem i w ogóle w tym, jak wyglądało moje dzieciństwo. Ktoś tu napisał, że po szkole zasuwał do babci na kablówkę. Ja z rówieśnikami zasuwałem na boisko, na którym praktycznie codziennie rozgrywaliśmy mecze swojego życia. Tak było, aż do premiery Pokemonów. Po prostu dostałem na ich punkcie fioła. Odkładałem każdy grosz na kolejną paczkę czipsów (których po pewnym czasie nie byłem już w stanie jeść), byleby jak najszybciej ZŁAPAĆ JE WSZYSTKIE. I cholera, udało się. Byłem pierwszym dzieciakiem w mojej podstawówce, który skompletował wszystkie pokemony pierwszej generacji. Aleź to był prestiż i szacunek u rówieśników. Wracając do samego serialu, to godzina jego emisji była świętością. Wszyscy w domu wiedzieli, że przez te niecałe pół godziny telewizor jest tylko mój i nikt nie ma prawa przeszkadzać mi w rytuale oglądania kieszonkowych potworków. A co więcej? Na Fox Kids czy Cartoon Network biegałem do sąsiada, a o takich tworach, jak Disney Channel czy Disney XD nie miałem w sumie bladego pojęcia. Pamiętam za to, jak w telewizji publicznej leciały takie perełki, jak Batman, Wojownicze żółwie Ninja, Motomyszy z Marsa, He-Man czy fantastyczne Muminki, z przerażającą (wciąż!!!) Buką. Moje dzieciństwo to też kasety VHS. Wypożyczalnie były magicznymi miejscami, dzięki którym dzieciak taki jak ja, rozkochał się w Transformersach, Godzilli i bajkach Disneya. A moim świętym Graalem była oryginalna trylogia Gwiezdnych Wojen, którą dostałem pod choinkę.

Ilustracja wprowadzenia: wayoflifestyle.pl

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?