Advertisement

Kącik Nostalgii – Kasety VHS

W zeszłym miesiącu, redaktorzy Movies Room powspominali miłe chwile związane z kreskówkami lat 90. oraz 00, natomiast w drugiej odsłonie Kącika Nostalgii, przyjrzymy się zapomnianym przez świat kasetom VHS.

Bartosz Tomaszewski – redaktor prowadzący działu Recenzje

Kasety VHS to nieodłączna część mojego dzieciństwa. W okolicach osiedla, na którym spędziłem pierwsze kilka lat mojego życia, znajdowały się aż trzy wypożyczalnie kaset wideo. Cóż to był za raj dla dzieciaka. To były świątynie, do których chodziłem częściej i z większą przyjemnością, niż wasze babcie do kościoła i spowiedzi. W kasie wypożyczalni zostawiałem więcej monet, niż najbardziej zagorzały katolik na tacy w niedzielę. To dzięki tym magicznym miejscom mogłem poznać filmy, jak i całe serie, w których zakochałem się na lata. TransformersGodzillaMotomyczy z MarsaKról Lew101 dalmatyńczyków i masa innych świetnych produkcji – to tylko ułamek tego, co pochłonąłem przez te lata. Gwiezdne Wojny, które już później, gdy miałem jakieś 8-9 lat, sperezentował mi pod choinkę wujek, stały się dla mnie relikwiami, którymi opiekowałem się codziennie po przyjściu ze szkoły. Pamiętam, że Mroczne Widmo pierwszy raz oglądałem właśnie na VHS, w żenująco słabej wersji, ale – o dziwo – po paru latach, już na DVD, film jakoś nie zyskał na jakości. Kto wie, jakby rozwinął się mój filmowy gust, gdyby w lokalnych wypożyczalniach zabrakło tak ważnych dla mojego dzieciństwa filmów i czy w ogóle miałbym powód, żeby napisać tu dla was tych kilka zdań.

Tomasz Małecki – redaktor współprowadzący działu Publicystyka

Nie wiem, czy jem za dużo masła, czy to rzeczywiście było tak dawno temu, ale z kasetami VHS posiadam chyba tylko jedno wyraźne wspomnienie. Wspomnienie o wielkiej, nieznającej granic czasu i przestrzeni wypożyczalni kaset video Beverly Hills (albo jakaś inna nazwa, w sumie też mogłem zapomnieć). Jakież to było wspaniałe miejsce. Nie jestem w stanie określić żadną opracowaną przez Arabów liczbą, ile razy w swoim życiu odwiedzałem tę ówczesną Mekkę wybrukowaną filmami, serialami, gatunkami, artystami, papierowymi bannerami, zwisającymi reklamami i plastikowymi pudełkami. Najczęściej i tak nie wypożyczałem, ale już sama moja obecność przyprawiała mnie o uczucie podobne do tego, jakiego doświadcza się podczas seansów właściwych. Wiecie, to uczucie, gdy zrzucacie ciężar obowiązków i trosk dnia codziennego i udajecie się w eskapistyczną wyprawę w świat waszej ulubionej rozrywki. Rozrywki filmowego poznawania.

vhsa

Zobacz również: Mięso – recenzja kontrowersyjnego filmu o kanibalizmie

Szymon Góraj – redaktor prowadzący działu Publicystyka

W błogich czasach dzieciństwa miałem w swoim rodzinnym mieście taką małą wypożyczalnię kaset VHS. Jakkolwiek zdążyłem obejrzeć całkiem pokaźną ich ilość, dziś większości nie pamiętam. Co jasne, kilka najmilej wspominanych perełek się zachowało. Przede wszystkim Batman: Mask of the Phantasm – małe animowane dzieło sztuki, które zresztą do dziś uważam za niedoścignione, jeżeli chodzi o przedstawienie tragicznego losu zamaskowanego, mrocznego herosa, wraz z genialnym, podniosłym motywem Shirley Walker – za każdym odsłuchaniem mam po nim ciarki na plecach. Dodać należy jeszcze Gwiezdne Wojny dla młodszych widzów, czyli Bucky O’Hare, piękną w swej kiczowatości pełnometrażówkę Power Rangers (tak, tę z Oozem), no i jedne z pierwszych “dorosłych” filmów, które obejrzałem w całości: Top Gun z młodym Cruise’em i Na linii ognia z Eastwoodem. W zasadzie każdy z tych filmów wypożyczyłem (czy też raczej – wypożyczał mi je mój rodziciel) więcej niż raz, wraz z kupką kolejnych do oglądania. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że dziś będę miał większą część seansów literalnie na wyciągnięcie ręki, bez płacenia za nie i ruszania się z domu…

Kamil Serafin – dziennikarz

VHS. Wkładasz kasetę do odtwarzacza, by spędzić następne kilka minut na przewijaniu reklam i zwiastunów, których nie chcesz oglądać kolejny raz. Znasz je już praktycznie na pamięć. Następnie oglądasz film, słuchając głosu lektora, którego kolejne kwestie wyryły Ci się już wewnątrz czaszki. Po zakończonym seansie znowu sięgasz po pilota, żeby cofnąć całość do początku, przed następnym razem. Możesz też odłożyć to na później, ale kiedyś trzeba będzie to zrobić. Przed charakterystycznym dźwiękiem przewijanej taśmy nie ma ucieczki.

Większość filmów, na których się wychowałem, znam właśnie dzięki cudowi techniki, jakim były kasety wideo. W ten sposób poznałem oryginalne dzieła Pixara, trylogięJurassic Park,Piratów z Karaibów i, co najważniejsze, pierwsze w moim przypadkuGwiezdne Wojny.Powrót Jedinagrany na nieistniejącym już dziś PRL-owskim kanale, na długo przed moim przyjściem na ten świat. Po dziesiątkach oddtworzeń całość brzmi i wygląda wybitnie paskudnie. Taki był “urok” VHSów – im więcej oglądasz, tym gorzej prezentuje się później film i starta taśma. Ale i tak oglądasz i nagrywasz nowe filmy, bo aż do 2005 roku nie będzie innego sposobu, by oglądać je w domu bez żadnych wrednych reklam zatruwających życie.

starwars

Zobacz również: Tajemnice skrywane przez kadry

Dominik Dudek – redaktor

Z VHS-ami mam wiele miłych wspomnień. Posiadałem swoją niewielką kolekcję składającą się przede wszystkim z disneyowskich animacji. Z nich to najbardziej katowane w odtwarzaczu były chyba Przygody Kubusia Puchatka, z których większość kwestii pamiętam do dziś. Wszystkie te kasety oglądało się chyba po milion razy aż do porzygu i tylko człowiek się modlił, żeby przez przypadek nie wcisnął mu się przycisk nagrywania… W epoce kasetowej obudziła się też we mnie niemała żyłka do interesu, kiedy to będąc jednym z niewielu klasowych posiadaczy kablówki, stałem się kimś w rodzaju filmowego dealera i nagrywałem kolegom filmy za ekskluzywną walutę, jaką była wówczas garść batonów. Tylko cicho sza i nie mówcie facetce!

Krzysztof Warzała – dziennikarz

Jako stary człowiek doskonale pamiętam, jak to trzeba było przewijać, ustawiać nagrywanie, zapamiętywać czas, a cała szafka pod telewizorem wypełniona była kasetami. Obecnie jednak siedzę sobie przy klawiaturze, popijam tanią whisky z lodem i patrzę na mój kilkuterabajtowy dysk zewnętrzny. Rozmiar małego smartfona i wgniecenie na jego obudowie przypominają mi, że przeżył on upadek z dwóch pięter, a co najważniejsze – pomieści kilkaset filmów w wysokiej jakości. Dlatego nawilżam usta gorzkim płynem, uśmiecham się pod nosem i zdaję sobie sprawę, iż cieszę się, że z użytku wyszły VHS-y, nie tęsknię za niczym, co sobą reprezentowały VHS-y i ogólnie pie***lę VHS-y.

Krzysztof Wdowik – stały współpracownik

Czekanie na święta Bożego Narodzenia miały trzy zalety – wolne od szkoły, masę prezentów i słodyczy oraz wysyp świetnych produkcji w telewizji, które oczywiście nagrywało się przy pomocy “wideło”. Mało rzeczy dawało tyle przyjemności, jak planowanie, czego się nagra i kreślenie po programie telewizyjnym, mając nadzieję, że interesujące Cię produkcje nie będą na siebie nachodzić. Wyobrażacie sobie to dziś? Ano ja też nie, dlatego też ma to w moim sercu tak specjalne miejsce. I jeszcze zje*ka od brata, kiedy przy nagrywaniu mu jakiegoś odcinka Z Archiwum X zapomniałem zastopować na reklamach… Innym wspomnieniem, jakie dzielę z VHS-ami oraz moim bratem, to Noc Żywych Trupów,  remake w reżyserii legendarnego Toma Saviniego. Film leciał w TV, brat akurat wychodził na imprezę, a że mama nie była najlepsza w obsługiwaniu odtwarzacza, to to zadanie spadło na mnie, wtedy pewnie 7-letniego chłopca. Od czasu obejrzenia tego filmu, przez naprawdę długi, długi czas bałem się cmentarzy, ale wyniknęło z tego coś dobrego – zakochałem się w zombie i w miłości tej trwam nadal. Do dziś na strychu mam mój stary, wysłużony odtwarzacz wideo wraz z moją kolekcją kaset VHS, która składała się przede wszystkim z bajek Disneya i Dreamworks. Kto wie, może za kilkanaście lat będą one warte krocie…

https://www.youtube.com/watch?v=yU8srzyDPAs

Zobacz również: Komiks sprzed 30 lat spoileruje fabułę Ostatniego Jedi?

Agata Włodarczyk – stała współpracowniczka

Byłam domową mistrzynią nagrywania filmów i kolejnych odcinków ulubionych przez domowników seriali na VHS – bez reklam. A nie było to proste; przeciągające się oferty handlowe od przeróżnych producentów potrafiły uśpić czujność i można było przegapić super ważną kwestię, wpływającą na odbiór całości (albo tak się mi wtedy wydawało). Do dziś mam magnetowid (kurzy się smutnie, niepodłączony nawet do telewizora) i kasety z zachowanymi odcinkami Czarodziejki z Księżyca, ulubionymi domowymi filmami (w tym zaaoglądany na śmierć Kolekcjoner kości), wszystkie dokładnie opisane, oklejone, nawet ozdobione obrazkami. Wypożyczalnie kaset zawsze pozostawały poza moim zasięgiem, zresztą nie karmiły dostatecznie tego obsesyjnego gnoma, który chciał mieć je wszystkie, i to na zawsze. Gdy tak dzisiaj myślę, nie pamiętam nawet momentu, w którym kasety zastąpiły płyty, najpierw te z anime przekazywanymi z rąk do rąk, ponieważ komuś udało się znaleźć wielce pożądaną serię, a potem już te z filmami, z oficjalnego obiegu. Już żadne szalone ninja-skille zatrzymywania i wznawiania nagrywania przy reklamach nie są potrzebne, ale uważność oglądania – została.

Aga Bar – stała współpracowniczka

Moje wspomnienia dotyczące kaset VHS ograniczają się do trzech pierwszych filmów, które dostałam jako prezent świąteczny – a były to Król Lew II: Czas SimbyMulan i 101 Dalmatyńczyków. Zanim nasz domowy odtwarzacz uległ destrukcji, zdążyłam obejrzeć te filmy dziesiątki, jeśli nie setki razy i do dzisiaj pozostają one moimi ulubionymi pełnometrażowymi animacjami. Niestety, moja przygoda z odtwarzaczem VHS była dość krótka, bo po pierwsze – jak już wspomniałam, zepsuł się, a po drugie – byłam dzieckiem, które nie spędzało za dużo wolnego czasu przed telewizorem. Moja miłość do filmów wzrastała proporcjonalnie do zwiększającego się natłoku obowiązków w dorosłym życiu. Do dzisiaj jednak z chęcią wracam do moich trzech ulubionych bajek, które teraz, oglądane na DVD, nie są już tak fajne, jak te na kasecie.

vhs covers 004 163732

Zobacz również: TOP 15 – Najlepsze filmy Netflix Original!

Błażej Siemieniak – stały współpracownik

Miałem to szczęście, że na mojej ulicy otwarto wypożyczalnię kaset. Jako młody sąsiad miałem taki przywilej, że od czasu do czasu mogłem sobie wypożyczyć dowolny film za darmo. Można się domyślić, jakie to było wtedy szczęście! Bałem się oglądać tytuły, o których nawet nie słyszałem, dlatego miałem zawsze swoich ulubieńców, choć wtedy moim absolutnym 10/10 była animacja Disneya Mulan oraz Bandzior rusza na szlak. Bandzior miał emisję na Polsacie w latach 90. i oczywiście został nagrany przez mojego tatę. Jedyne, co pamiętam z tego filmu, to to, że główny bohater jeździł fajnym, czarnym samochodem, a akcja toczyła się o jakiegoś drewnianego niedźwiedzia, lecz muszę przyznać, że każdy seans sprawiał mi ogromną frajdę. Zapewne, gdybym zasiadł do tego filmu obecnie, nie przyniósłby mi on większej przyjemności, dlatego wolę zostawić dziecięce wspomnienia w spokoju. Kiedy sąsiedzi zamykali już na dobre swoją wypożyczalnię, dali mi w prezencie Godzillę i muszę przyznać, że do tej pory kaseta leży nietknięta. Wydaje mi się, że największą magią wypożyczalni VHS był fakt, że – w przeciwieństwie do obecnych czasów – nie mieliśmy ogromnej bazy filmowej na wyłączność oraz dostępnej po paru kliknięciach. Gdy zdałem sobie sprawę, że stałem się posiadaczem Godzilli i nie obowiązują mnie żadne ramy czasowe, nie czułem aż takiej chęci obejrzenia tego filmu, jak przy poprzednich tytułach, co przełożyło się na to, iż kaseta ta nadal leży gdzieś na dnie kartonu.

Mateusz Dąbrowski – stały współpracownik

Podobno dzisiejsze pokolenie nie wie nawet, jak wyglądały kasety VHS, a do obsługi magnetowidu potrzebowaliby instrukcji z obrazkami. Mówię „podobno”, bo sam należę do opisywanego pokolenia, a jednak VHS-y to całe moje dzieciństwo. Nawet nie zliczę, ile razy na magnetowidzie leciały burtonowskie Batmany pomieszane z Batman: The Animated Series. Tak zaczęła się moja miłość do wszelkiej maści superbohaterów, a w szczególności obrońcy Gotham. Do gości w pelerynach dołączyli Jedi w postaci kolekcjonerskiego wydania starej trylogii. Przyznam szczerze, że te trzy kasety zostały konkretnie zajechane i pod koniec żywota nie nadawały się już do czegokolwiek. Ale wspomnienia zostały.  

Karol Riebandt – stały współpracownik

Z czasów, kiedy królowały kasety VHS, pamiętam, że spędzałem każdą możliwą chwilę (kiedy akurat telewizor był wolny) na oglądaniu bajek, które czasem nagrał ojciec. Jednak pamiętam jedną kasetę, która gdzieś jeszcze jest w piwnicy. Tak, wiecie, na pamiątkę tamtego okresu. Ta bajka to W 80 dni dookoła świata. Niestety szkoda, że ostatni odtwarzacz w domu wyzionął ducha, zanim udało mi zrobić kopię na DVD. Zgodzę się z Agnieszką, że VHS-y miały w sobie jakąś magię, której nie da się odczuć w żaden sposób, używając płyt.  

Ilustracja wprowadzenia: youtube.com

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?