Kącik Nostalgii – Pierwszy Komputer

W dzisiejszym Kąciku Nostalgii może nie mamy zbyt dużej ilości członków grona redakcyjnego, ale tych kilka osób, które postanowiły podzielić się wspomnieniami o pierwszym komputerze, nadrabia braki kadrowe długością i obfitością swych wypowiedzi!

Bartosz Tomaszewski – Redaktor prowadzący działu Recenzje

Moim pierwszym komputerem był jakiś gruchot, posiadający procesor o zawrotnej mocy 100 MHz i przycisku Turbo, który podbijał tę wartość do bodajże 110 albo 120 MHz. Mój kochany rzęch nie posiadał karty dźwiękowej i uruchamiał się tylko wtedy, gdy miał takie widzimisię. Jako, że mój sześć lat młodszy brat ledwo wystawał z kołyski, to pierwsze bójki toczyłem właśnie ze swoim komputerem. Gdy mnie denerwował, dostawał z piąchy, podobnie gdy nie chciał się uruchomić, wtedy częstowałem go soczystym kopniakiem. Cóż, miałem wtedy jakieś 6-7 lat i nikt mi nie wytłumaczył, że bicie komputera nie prowadzi do niczego dobrego. Ale mniejsza o to. Prawdopodobnie pierwszą grą, w którą katowałem na swoim pierwszym PeCecie, był WarCraft 2. Ileż ja czasu spędziłem w świecie ludzi i orków. Zresztą przerodziło się to w miłość do tej serii i gier Blizzarda (z naciskiem na WarCrafta i StarCrafta, ale o tym poniżej). Prócz tego był jeszcze Jazz Jackrabbit, Prince of Persia i jakieś tam inne, których tytułów nawet nie pamiętam. Równocześnie z posiadaniem komputera, byłem szczęśliwym posiadaczem Pegasusa, przy którym spędziłem setki godzin, grając w Contrę, Tanki, Mario, Królika Bugsa i tym podobne tytuły. A następnie PlayStation One, które wspominam z nostalgią. Crash Bandicoot, FIFA 99, Tekken 3, KKND to najczęściej ogrywane przeze mnie tytuły.

Natomiast będąc w pierwszej klasie gimnazjum, dostałem od rodziców pierwszy, porządny komputer. Procesor Pentium 4 z 2 GHz, 256 Mb pamięci RAM i grafiką GeForce 4, był demonem prędkości, którego zazdrościli mi rówieśnicy, a ja mogłem zatracać się w świecie WarCrafta 3 (który był w owym czasie hitem, dopiero co wchodzącym na polski rynek), piłki kopanej w postaci FIFA 2002 i 2003 i strzelanek, takich, jak Medal of Honor, a później Call of Duty 2. To były piękne czasy, kiedy czarny rynek sprzedawania gier i filmów za 5zł (w górę) miał się w doskonałej kondycji, ale i pokaz cierpliwości z mojej strony, bowiem ów komputer spędził w naprawie mnóstwo czasu. Po kolei siadały w nim: pamięć RAM, stacja CD-ROM i karta dźwiękowa…

Commodore64

Zobacz również: Half-Life 2 – Nowa modyfikacja dodaje lokacje pominięte w finalnej wersji gry!

Radek Folta – Redaktor działu Recenzje

Jeżeli wiesz, co to syntax error, w szufladzie miałeś zestaw miniaturowych śrubokrętów i anielską cierpliwość do słuchania pisków i zgrzytów dobiegających z telewizora, to znaczy, że miałeś Commodore 64. Zanim w moim życiu pojawiły się dyskietki, a potem CD i DVD, gry „wygrywało” się do komputera z taśmy. Tak, z takiej magnetofonowej. Cały proces często kończył się porażką i trzeba było regulować głowicę śrubokrętem. Z zazdrością patrzyłem na maszyny moich kolegów, którzy używali dyskietek (dużych, czarnych płytek) albo pierwszych PCetów. Ale i tak czułem się lepszy od przeciętnego Atarowca i Spectrumowca. W pięknych czasach piractwa na jednej kasecie mieściło się kilka, czasem kilkadziesiąt rożnego rodzaju gier. Cześć z nich zupełnie wyleciała mi z głowy. O niektórych mam do dziś koszmary, bo były nieziemsko trudne. The Great Giana Sisters, czyli podróbka Super Mario Bros, Rick Dengerous, czyli zaginiony brat Indiany Jonesa. Te platformówki powodowały u mnie napady złości i frustracje, czasem nawet płacz. Symulatory Wings of Fury i Test Drive testowały moją cierpliwość jeszcze bardziej. Na szczęście był też Microprose Soccer, w którym – po wielu godzinach praktyki – udawało mi się wielokrotnie zdobywać mistrzostwo świata grając Omanem, najsłabszym zespołem w grze. Od tego czasu wiem, gdzie leży ten kraj. I jak tu zaprzeczyć edukacyjnej roli komputerów? Oprócz gier była jeszcze prasa, kupowana z wypiekami na twarzy: Secert Service i Top Secret czytało się lepiej, niż „świerszczyki”. Kto wie, czy dzięki nim nie zaczęłam sam pisać. Ale to zupełnie inna historia.

Dominik Dudek – Redaktor

Pierwszy komputer? Trochę to jakiś czas temu było. Procka, ramów i innych podzespołów nie pamiętam i będąc małym obywatelem podstawówki wchodzącym pod stół na stojąco, wcale mnie to wtedy nie interesowało. Starsi bracia grali tam w te swoje GTA i Colina, a ja wówczas początkowo byłem biernym obserwatorem, cieszącym się posiadaniem Pegasusa na wyłączność. Jak już zacząłem bardziej ogarniać w te komputery to na dysk C przyszła prawdziwa zagłada, gdyż bezlitośnie faszerowałem go kolejnymi demkami z CD-Action i innych wówczas popularnych czasopism z grami. Po formacie dysku nadeszła era pełnych wersji. Pierwszą grą, którą wówczas przeszedłem w całości był brutalnie radosny, boksujący niczym wściekły Byk i silny jak Stallone…. Kangurek Kao. Następnie po dysku szalał Harry Potter, Książe i Tchórz, Wormsy, Syberie, ten czerwony dzięcioł, kolekcja Disneya i Rayman 2. I w domowym zaciszu, pod wszechwidzącym okiem rodziców w takie to grałem rzeczy, lecz z jednym z tutaj wypowiadających się panów w jego mieszkanku poznawałem mroczną stronę wirtualnej rozrywki: Postal, Max Payne, Call of Duty, Duke Nukem. No aż prawie tam zamieszkałem. Jak już nauczyliśmy się czytać ze zrozumieniem o co w tych grach chodzi, przyszła pora na legendarne Hirołsy III, które ogrywamy do dnia dzisiejszego…

H3

Zobacz również: Kącik Nostalgii – Kreskówki lat 90′ i 00′

Krzysztof Wdowik – Stały współpracownik

Nie pamiętam tego wiekopomnego momentu, kiedy w moim domu pojawił się komputer; jak sięgam pamięcią, tak był on już na biurku mego starszego brata, zawsze. Wielki, kineskopowy monitor, duży, stojący PeCet, którego wentylator mógł obudzić w nocy wszystkich domowników oraz ja – ale tylko od czasu do czasu, kiedy brat łaskawie zgodził się na to, abym mógł skorzystać z jego sprzętu. A korzystanie ograniczało się do dwóch czynności – Gadu Gadu i gier. Gier było wtedy co niemiara, co chwila pojawiał się kolejny nowy tytuł do ogrania. Najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że był czas na ogranie ich wszystkich. Ja najchętniej ogrywałem przygodówki (Dracula: Zmartwychwstanie, Syberia, Post Mortem, Hokus Pokus Różowa Pantera czy polski Jack Orlando), ale pojawiały się inne, kultowe tytuły, do których mam ogromny sentyment (Star Wars Jedi Knight, Wormsy, Max Payne albo GTA III), a jeden wciąż gości w moim growym życiu i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, by mógł zniknąć – Heroes of Might & Magic III. Byłem tym szczęściarzem, że oprócz gier na PC-ta, mogłem się zagrywać także w gry na szaraka – pierwsze PlayStation, ale o tym może kiedy indziej. Mój własny, pierwszy komputer dostałem na gwiazdkę 2005 roku. I wiecie co? MIAŁ NAPĘD DVD! Nie mieszkałem już wtedy z bratem, który wciąż miał biedny i ubogi napęd CD – jak się dowiedział, że gówniak dostaje nowego kompa, jego mina była jak pieprzone czekoladki Merci w wersji hard – wyrażała więcej niż tysiąc przekleństw. Dziś nie wyobrażam sobie mieć komputera stacjonarnego – mój lapek służy mi do pisania tekstów i przeglądania inertnetów, a jedyna gra, jaką na nim odpalam, są wspomniane już wyżej Hirołsy.

Katarzyna Skrzynecka – Stały współpracownik

Pamiętam, że chodziłam do zerówki, gdy w domu pojawił się komputer. Przez bardzo długi czas miałam do niego bardzo ograniczony dostęp, jednak mimo to, poznałam nieco wirtualny świat. Zaczęło się od gier, które były dodatkami do czasopismu Hugo. Były to zazwyczaj bardzo proste fabularne opowieści, coś a’la jeszcze mniej skomplikowany Mario. Z czasem, gdy pojawiła się fascynacja Harrym Potterem, zagrałam w Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny. Nie pamiętam niestety, jakiej była ona produkcji, ale wiem, że polegała na nauce czarów, szukaniu kolorowych fasolek (tak dobrze znanych z powieści) i oczywiście poszczególne zaliczenie etapów fabuły. Kilka lat później oczywiście zaczęłam używać komunikatora Gadu-Gadu (z łezką w oku myślę o tym, jak został wyparty przez Skype’a, Messengera czy inne aplikacje). Moją pierwszą “poważniejszą” grą był Metin2, pewnie znany naprawdę sporej części młodzieży. Naprawdę mile go wspominam, jednak z czasem zauważyłam, że gry komputerowe właściwie zaczynają mnie nudzić. Teraz bardzo rzadko gram ze znajomymi w Wormsy i w sentymentalnych chwilach wracam na Wyspę Gier, na której uwielbiałam jeszcze kilka lat temu spędzać czas na sportowych rozgrywkach.

gg 2

Zobacz również: Trzecia generacja wchodzi do Pokemon Go! Ruszył halloweenowy event!

Patryk Sławicki – Stały współpracownik

W sumie pamiętam przez mgłę początki komputerowania. Byłem dzieckiem NESa, a konkretniej pegasusa u nas, więc grało się głównie w Contrę, Tanki i wszystkie te kartridżowe wariacje. Jeśli miałbym strzelić, to pierwszą grą na pececie był dla mnie chyba Supaplex. To była ta dziwna odmiana bombermana połączona z … Pacmanem? W każdym razie zbierało się rzeczy, unikało się kamieni i goniły Cię nożyczki. Pierwszy Prince of Persia też na pewno był wśród ogrywanych przeze mnie tytułów i właściwie to tyle z tych początków. To były te czasy, kiedy kupowałem Cybermychą patrząc, czy te wszystkie demówki wymagają akceleratora 3d, bo jak się okazało, to był główny brak mojego pudła i oczywiście jak na złość wszystkie gry go używały. Mogłem jedynie grać w gry Lwa Leona (też demo) i jakieś inne tego typu pierdoły.

Pamiętam też, że u mojej babci był zdecydowanie lepszy “piec”, więc chodziłem tam co niedzielę, albo i nawet częściej, ogrywając solidnie Postala. Tak, pieprzonego Postala, grę, w której jedynym celem było zabicie wszystkich bez powodu. Nie jestem do końca pewien, czy moi rodzice sprawdzili dokładnie w co gram, bo miałem wtedy chyba z 8 lat. Już tylko jak siedziałem przy obiedzie wpieprzając te rolady, jedyne o czym mogłem myśleć, to aż się oderwę od stołu, żeby sobie rozegrać partyjkę. Wtedy chyba Złotopolscy byli modni w telewizji, z moich obrazowych wspomnień to były właśnie serie z rocket launchera do muzyczki z intro Złotopolskich.

Później już chyba jeśli chodzi o pecety, to była era moich kuzynów. Z braku rodzeństwa to byli moi jedyni kuratorzy gier. To właśnie od nich podłapałem miłość do Diablo 2 i moją pierwszą online grę, czyli Quake III Arena. Tego Quake’a to mi zgrali na płytkę za 10 zł, policzyli mnie autentycznie 10 zł, co w tamtych czasach i w tym wieku to było jak trzy wypłaty. Rodzina. Byłem wtedy typowym online dzieciakiem, nawet nick miałem frajerski (Killer_PL). Dalej już jest długo, długo, era Diablo II i właściwie później chyba czasy nowożytne. Kolejnym kamieniem milowym w moim PC-gamingowym życiu było Jedi Academy, ale o tym to już nawet nie ma co się rozpisywać, braknie mi klawiatury.

Dagmara Trembicka – Stały współpracownik

W porównaniu do kolegów z redakcji czuję się jak prawdziwy dinozaur – w moim domu komputer pojawił się dopiero, gdy byłam… w II klasie liceum. A internet 4 lata później 🙂 Wcześniej z magii komputera korzystałam u babci – księgowej, która posiadała rzężącą maszynę postawioną na Windowsie 95 (ale był też napęd CD, więc dało się oglądać filmy!). Pierwsze zdobycze kultury – grę Diablo II oraz anime X – dostałam od kolegów, którzy mieli kolegów, którzy mieli nie tylko komputer, ale też internet (stałe łącze w moim mieście w tamtym okresie było… cóż, oznaką luksusu, można by powiedzieć) oraz nagrywarkę (średnio 3 takie urządzenia na osiedle). W taki sam sposób między grupkami znajomych krążyły płyty CD z muzyką, komiksami, a nawet… teledyskami. Do tej pory na strychu moich rodziców jest wielki karton pełen pieczołowicie opisanych CD ze spisami treści na papierowych kopertach. Z tych czasów najgorzej wspominam… pierwszy rachunek za telefon. Nie do końca wyjaśniono mi i mojemu bardzo małoletniemu tajemniczy wówczas związek między modemem a rachunkiem za telefon, przez co pierwszy po podłączeniu internetu w domu babci był… cóż, astronomiczny 🙂 Dzisiaj brzmi to wszystko zabawnie, ale te nostalgiczne czasy handlu wymiennego płytami ze skanami komiksów i filmami w jakości 240px to wyjątkowo miłe wspomnienie 😉

Windows95

Zobacz również: Kącik Nostalgii – Kasety VHS

Rafał Pilch – Stały współpracownik

Pierwszy komputer… Jeszcze wciąż pamiętam dzień, w którym tata przywiózł go do domu. Święto na miarę całej wsi, gdyż był to 2, może 3 komputer na całą gminę. Podzespołów i statystyk nie jestem w stanie przytoczyć, ale podejrzewam, że teraz w przeciętnym smartfonie znajdziemy lepsze bebechy, choć dzisiaj moja Xperia bardziej się tnie w systemie operacyjnym niż ów komputer na Hirołsach. Na półkach pojawił się oczywiście nieodzowny Easy PC, jednak ktoś kiedyś z tego korzystał? Że ja nie dam rady? No tak właśnie gówniak Rafał myślał, a potem jeździł pół wsi z ojcem samochodem z komputerem zapakowanym w bagażnik, zeby kolega zmienił ustawienia w Rajdzie Polskim, bo ja nie umiem w WASD i muszą być strzałki. Pierwszą grą jaką odpaliłem na swoim sprzęcie były wspomniane wcześniej Hirołsy. Później, do produkcji 3DO dołączył taki klasyk jak Twierdza. Nie mogło zabraknąć przy moim komputerze również dobrej footbolówki. Nie mówię tutaj o FIFA, czy też PES… phii… ERA FOOTBOLU, to był klasyk gatunku. Cały czas mam w głowie stos “gier z gazet”, jak to zwykli nazywać moi rodzice, leżący zaraz obok monitora. Cyber-mycha, CD Action i inne randomowe czasopisma, które wpadły mi w rękę, a zawierały krążek z grą, regularnie, co tydzień, zasilały moją kolekcje. Dnia, w którym dostałem dostęp do internetu dokładnie nie pamiętam, ale wiem, że moją pierwszą sieciówką było Call of Duty, które dostałem jakoś przed komunią, więc rodzice dbali o moje dobre wychowanie. Czasem jeszcze tęskno mi za tymi czasami, gdzie nie trzeba było śledzić rynku co 15 sec. czy czasem nie wyszła nowa karta graficzna i znów gry będą mieć wyższe wymagania. Wtedy jeszcze nie znałem tego pojęcia, kupowało się i grało, a pierwsze ulepszenia zrobiłem dopiero gdzieś po 5-6 latach. Jak mówi stare polskie narzekadło “dawniej było lepiej”.

Aga Bar – stały współpracownik

Pierwszego komputera nie pamiętam, pamiętam za to OP – czyli Otwartą Pracownię w mojej podstawówce, gdzie chętni mogli zostać po lekcjach i grać w gry komputerowe. Tam właśnie poznałam uroki PeCeta grając w Jazz Jack Rabbit 2, zielonego Crocka i Kangurka Kao. Potem zaczęła się moda na gry Disneya. Przesiedziałam niezliczone godziny nad Tarzanem, Królem Lwem czy Timonem i Pumbą. Po Disneyu, jako że byliśmy już bardzo dorośli, przenieśliśmy się na słynne Simsy, które były hitem całej szkoły. Wszyscy znaliśmy najlepsze kody i regularnie topiliśmy Simy w basenie poprzez usunięcie drabinki, żeby wzbogacić się później na sprzedaży nagrobków. To były piękne czasy…

Ilustracja wprowadzenia: pinterest.com

Zastępca Redaktora Naczelnego
Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo

#filmyourstory

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?