Kącik Nostalgii #5 – gry komputerowe i konsolowe

Po grudniowej przerwie od Kącika Nostalgii, wracamy aby powspominać nasze pierwsze doświadczenia z grami komputerowymi i konsolowymi. Zanim przejdziemy do opowieści naszej Redakcji, zwracam się do was, drodzy Czytelnicy. Jeśli podoba wam się ta seria artykułów, w której wracamy do lat młodzieńczych, lat dzieciństwa i opisujemy nasze ówczesne tudzież teraźniejsze spojrzenie na fenomeny tamtego okresu – powspominajcie z nami! Podzielcie się w komentarzach swoimi wspomnieniami, dajcie znać, jak to wyglądało u was i co byście chcieli zobaczyć w następnych odsłonach Kącika Nostalgii – na pewno rozpatrzymy każdą sugestię. Tymczasem, nie przedłużając, oto nasi Redaktorzy i ich pierwsze spotkanie z grami.


Zobacz również:

Kącik Nostalgii #1 – Kreskówki lat 90′ i 00′

Kącik Nostalgii #2 – Kasety VHS

Kącik Nostalgii #3 – Pierwszy Komputer

Kącik Nostalgii #4 – Muzyka, na której się wychowaliśmy


 Bartosz Tomaszewski – Redaktor prowadzący działu Recenzje

Mój pierwszy komputer posiadał procesor 100 MHz. Jak łatwo się domyśleć, jestem stary dziad i w gry zacząłem grać dobre parę lat przed naszą młodszą redakcyjną siłą. Na pierwszym piecu zagrywałem się jak szalony w WarCrafta 2. Natomiast na kolejnym, już porządnym komputerze, królował u mnie WarCraft 3. Po prostu zakochałem się w świecie ludzi i orków. Serię uwielbiam do dzisiaj i wciąż po cichu liczę na czwartą odsłonę tego RTS-owego klasyka. Bliski memu sercu jest również StarCraft. Po prostu Blizzard umie w gry. Nie potrafię zliczyć godzin, jakie spędziłem przy PlayStation 1, napieprzając z sąsiadami w Crasha Bandicoota, KKND, czy FIFę 99. No dobra, ale przecież zanim zacząłem przygodę z grami na PC i plejaku, spędziłem niezliczone godziny przy Pegasusie, ogrywając takie tytuły, jak Contra, Tanki, Mario, Cheap’n’Dale itp. Cholera, ile to już lat minęło…

Tomasz Małecki – Redaktor współprowadzący działu Publicystyka

Chętnie wymieniłbym tu wszystkie tytuły, które swego czasu trafiały do mojego napędu, ale nie chcę, aby cokolwiek zakłóciło przejrzystość mojego wywodu. Ten dotyczyć wszak będzie jednej gry, choć często zastanawiam się, czy nadal jest to tylko gra. Gothic. Czysty fenomen. Produkcja tak okrutnie klimatyczna, że wszelkie Baldur’s Gate’y i Elder Scrollsy mogą się schować. Jeśli po coś powstało określenie “kultowy”, to właśnie po to, by jakoś nazwać to, co stało się dziełem studia Piranha Bytes. Naprawdę nie pamiętam ile razy przeszedłem wszystkie Gotiki, ile ton bryłek rudy przehandlowałem i ile pocałowań Gomeza w dupę wydobyło się z ust mojego Bezimiennego. Oczywiście, niesamowitym sentymentem darzę serię Heroes (zarówno III jak i IV, które wcale NIE JEST gorsze od swojej poprzedniczki) oraz wszelkie gierki z uniwersum Gwiezdnych Wojen (oczywiście pod przewodnictwem pierwszego KOTORa), ale Gothic… Przy każdym wspomnieniu jerzy mi się skóra. To chyba coś znaczy.

gothix

Łukasz Kołakowski – Redaktor

Pierwszy komputer, pamięć RAM w ilości megabajtów szesnastu i stara, pożyczona nie pamiętam już od kogo płyta z grami działającymi na DOSie. No i pełen zaciesz z grania w Małysza i inne gry o niepamiętanych już przeze mnie tytułach, z rzadka przerywane paroma meczykami FIFY, edycji 98. To moje pierwsze wspomnienia odnośnie gier wideo. Potem wpadło Commandos i bardzo długie godziny kombinowania jak zaliczyć każdą misję w tej do tej pory szalenie grywalnej grze. Czajenie się na nazistów zakopanym w śniegu z pułapką na zwierzęta, taak to było to. A chwilę później zaczęły się miłości, które potrafią zabrać na długie godziny również dziś, czyli pierwszy Deus Ex i oczywiście legendarne Hirołsy i nieudolne próby udowodnienia, że Cytadela jest najlepsza, bo przecież ma gorgony. Jeśli ktoś chce zagrać, to znajdźcie w stopce mój mail i zapraszam.

Rafał Pilch – Stały współpracownik

Hmmm “moja pierwsza gierka”, nie pamiętam, która dostąpiła tego zaszczytu, gdyż moje przygody z grami rozpoczęły się w czasach Pegasusa i wszelkich jego podróbek zwanych potocznie w moich wiejskich kręgach “konsolami do telewizora”. Za podróbkami idą gry 100000000 in 1 na jednej kasecie (BTW, największe kłamstwo dzieciństwa) i zapewne jedna z tych pozycji otworzyła przede mną piękny świat gier. Niestety oryginalne tytuły ustąpiły takim zamiennikom jak: “Kaczory”, “Strzelanie”, “Rajdy” i po dziś dzień ciężko mi połączyć właściwy tytuł gry z moim dziecięcym jego odpowiednikiem. Pierwszą gierką, którą w pełni pamiętam, i w którą zagrywałem się długimi godzinami było Call of Duty. Cóż to był dla mnie za przeskok z pikselozy gier telewizyjnych na zalewające miodem moje oczodoły kanciaste modele 3D i niewyraźne tekstury.

Krzysztof Wdowik – Stały współpracownik

Ciężko mi jest przywołać pierwszą grę, jaką w życiu grałem, a spowodowane jest to, iż jestem graczem z krwi i kości, a wychodząc z łona mej matuli, w rączkach dzierżyłem miniaturowego pada od PlayStation. Ominęła mnie era Pegasusa, bo zwyczajnie wraz z pojawieniem się PSX-a w moim domu, ten poszedł w odstawkę na rzecz japońskiej konsoli. Na popularnie nazywanym szaraku grało się w 4 gry – Tekkena 3, Crasha Bandicoota 3, Ape Escape oraz Spyro the Dragon. Były też dwie pierwsze części Resident Evil, ale jak na mój wiek, wymagały za dużo skilla – poprzestałem więc na oglądaniu, jak gra w nie mój starszy brat. Na komputerze natomiast królowały wszelkiego rodzaju przygodówki i gry Disneya. Tego wszystkiego było tak okropnie dużo, że ciężko wymienić wszystkie tytuły. Wiem na pewno, że jedną z pierwszych gier, które ogrywałem, były Zagadki Lwa Leona, które niewątpliwie przyczyniły się do rozwoju mej inteligencji i logicznego myślenia, hehe… Jak tak teraz myślę, to bardzo tęsknię za tymi dużymi pudełkami z grami, będącymi ongiś standardem wydawniczym. Wielkie pudełko, a w środku standardowy jewel case + instrukcja. Nie do pomyślenia, jak to mogło funkcjonować, ale jakiś swój urok miało. 

playstation 11

Agata Włodarczyk – Stały współpracownik

Nie pamiętam dokładnie, jak nazywała się pierwsza gra, w którą przyszło mi grać, nie jestem nawet pewna, jak wyglądała. Doskonale za to jestem w stanie opowiedzieć o tej, która angażowała wszystkich domowników, a której niepodzielną królową była moja mama – Sokoban. Nie należała do zbyt skomplikowanych pod względem budowy – ot, trzeba było tak poustawiać w magazynie skrzynie, aby dało się z niego wyjść. Główkowania i kombinowania było co nie miara, a do finału w końcu i tak dotarła tylko domowa królowa. To chyba właśnie Sokoban sprawił, że sprzedałam swoje serce grom z łamigłówkami oraz myśleniem strategicznym, a tym samym wywołującym mniej frustracji, gdy znowu ktoś mnie morduje z zaskoczenia, kiedy zbieram kwiatki… No, ale. Pamiętam też Nightmare on Elm Street – grę, której zupełnie nie ogarniałam, nie miałam pojęcia, o co w niej chodzi, poza tym, że jakiś koleś z nożycami zamiast rąk mnie ganiał i co chwilę mordował. Kochałam tę rozgrywkę całym sercem, a fakt, że nie miałam pojęcia, o co w niej chodzi naprawdę mi w tym nie przeszkadzał. Trzecią grą, w którą już co prawda sama nie grałam, ale pełniłam funkcję dzielnego kibica i doradcy był Wolfenstein 3D. Och, te krwawe jatki w bunkrach… Och ci umierający na prawo i lewo naziści, och my, którzy nie bardzo na początku załapali jak zmienić broń i kilka leveli przebiegliśmy, bardzo ranni, prawie umierający, uzbrojeni jedynie w pistolet. Wiecie, kibice też się wczuwają.

Katarzyna Skrzynecka – Stały współpracownik

Prawdopodobnie miałam 7 lat, gdy pierwszy raz spotkałam się z grami. Nigdy mnie do nich nie ciągnęło, wolałam inne formy rozrywki, ale muszę przyznać, że kilka zapadło mi w pamięć. Pierwsza gra to była prawdopodobnie dziecięca gra przygodowa z pierwszą częścią Harry’ego Pottera. Nie była na wysokim poziomie – pamiętam doskonale, że na dodatkowe punkty zbierało się fasolki wszystkich smaków. Z czarów podstawowym zaklęciem było Alohomora, aby pokonywać dalsze przeszkody (najczęściej były to zamknięte drzwi). Gra była prosta, ale przyjemna i wciągająca w magiczny świat (tak jak powieści J.K.Rowling). Bardzo lubiłam też gry wyścigowe, ale niestety nie jestem w stanie przypomnieć sobie ich nazw. W wieku około 8-10 grałam w proste gry związane z przygodami Hugo – głównym bohaterem animacji wyświetlanej na Polsacie, która w prosty sposób uczyła koncentracji i dostarczała rozrywki. Pierwsze przygody z grami były interesujące, ale teraz sięgam po tą formę rozrywki bardzo rzadko. I oczywiście tylko wyścigi – lubię tą adrenalinę związana z wirtualną prędkością.

Maja Głogowska – Stały współpracownik

Gry wideo od zawsze były ważne w moim domu. Rok po ślubie moich rodziców mama sprezentowała tacie klasycznego szaraka z dwoma kontrolerami i niemałą biblioteką gier. Moi rodziciele uwielbiali spędzać dni na graniu w Tekkena i Wipeouta, ale przed moimi narodzinami prawdziwym hitem okazał się Crash Bandicoot. Moja rodzicielka była taka zakochana w przygodach jamraja pasiastego, że przegrała całą ciążę biegając od skrzynki do skrzynki. Po moich narodzinach szybko stało się jasne, że i ja zostanę graczem. Chyba już rozumiecie, że naprawdę trudno mi opowiedzieć o mojej pierwszej grze wideo. Nikt nie wie, kiedy skończyły się moje zabawy padem, a zaczęło poważne hobby. Z racji tego, że od najmłodszych lat byłam zakochana w filmach o Harrym Potterze do sterty gier rodziców dołączył również Kamień  Filozoficzny. Uwielbiałam lekcje czarów i gonitwę za fasolkami wszystkich smaków. Podczas długich podróży doskierwała mi nuda, dlatego w moim posiadaniu znalazł się także czerwony Game Boy Classic. Najgorsze okazywały się noce, gdy z utęsknieniem czekałam na każdy snop światła, by zobaczyć coś na małym, czarno-białym ekranie. Konsolowymi zapałowcami byli również moi kuzyni. Nigdy nie zapomnę swojego rozczarowania, gdy okazało się, że to nie ja steruje gokartem w Lego Racers a robi to mój kuzyn… Który sprytnie schował kabel od pada pod poduszkę. Gdy skończyłam sześć lat moi rodzice stwierdzili, że nadszedł czas na to, by szarak odpoczął a na mojej półce pojawił się jego zastępca — PlayStation 2. Mimo młodego wieku moje granie oscylowało między God of War i Grand Theft  Auto:  San  Andreas. Moje dzieciństwo to masa growych wspomnień i obawiam się, że na opowiedzenie całej historii nie starczy mi miejsca w tym Kąciku Nostalgii, ale pozwolę sobie na jeszcze jedno, małe wtrącenie. Gram do dziś.

hari pota

Wiola Oszczapińska – Stały współpracownik

Od kiedy pamiętam, w mojej rodzinie zawsze był komputer (wujek informatyk załatwiał), na którym można było włączyć średniej jakości grę. Gdy miałam może 5 lat, moja najstarsza siostra próbowała nauczyć mnie gry w Pasjansa. Średnio się udało, bo zamiast ustawiać karty, wolałam rzucać myszką gdzie popadnie. No ale takie uroki dzieci. W wieku 7-8 lat odkryłam Harrego Pottera i Komnatę Tajemnic i w to grałam przez dość długi czas. Pamiętam, że po pierwszym odpaleniu, duży problem miałam z poskromieniem Płaczącej Wierzby, ale z czasem już to opanowałam i mogłam cieszyć się z eksploracji Hogwartu i zbierania fasolek wszystkich smaków. Innym wyzwaniem były lekcje zaklęć, ale o tym może opowiem kiedy indziej. W międzyczasie, dzięki mojemu dawnemu sąsiadowi, miałam okazję zapoznać się z PlayStation 1. Spider-man mnie zachwycił, a skakanie po budynkach dzięki pajęczej sieci dawało mi naprawdę dużo frajdy. Moja sympatia do chłopaka-pająka trwa do dzisiaj, chociaż może jest ona trochę mniejsza, niż w dawnych latach. W wieku 10 lat zaczęłam swoją przygodę z Metinem 2, która trwała niecały rok. Świat internetu i gier online był mi wtedy obcy, ale z pomocą zawsze przychodził wujek. Lubiłam zabijać wilki, niedźwiedzie, a kiedy w końcu udało mi się zrobić licencję na konia, przemierzałam z nim wiele lokacji na mapie. Pustynia najmniej przypadła mi do gustu, ale to chyba przez tego dziwnego, znikającego żółwia. Obecnie gram raczej na konsoli, a komputer czy laptop służą mi do prac szkolnych czy oglądania filmów/seriali.

Michalina Łojek – Stały współpracownik

Jedną z moich pierwszych gier wideo (miałam może 6-7 lat) było Toy Story. Trzeba było biegać po całym domu Andy’ego jako Buzz Astral, walczyć z wrogimi zabawkami, znajdować ukryte przedmioty, wspinać się. Zawsze strasznie panikowałam, jak musiałam ukończyć jakieś wyzwanie albo kogoś pokonać… Niezapomniana, kanciasta przygoda w 3D. Kolejna świetna gra, za którą tęsknię do dziś, to Mad Tracks. Były to wyścigi, także w 3D. Prowadziło się tam zabawkowy samochód i trzeba było pokonywać najbardziej wymyślne trasy, jakie tylko istniały. W niektórych misjach jeździło się po stole bilardowym, po supermarkecie, po kuchni, po dachu wieżowca a nawet po lodowcach. Czasem celem wyścigu było strącić wszystkie kieliszki, dojechać do mety albo po prostu nie poślizgnąć się na lodzie. Najlepsza gra dzieciństwa. Następny był Speedy Gonzales – typowo zręcznościowa gra 2D, gdzie trzeba było zbierać punkty za znalezione przedmioty, likwidować wrogów i dostać się do końca mapy. Płytę dalej mam i dalej działa, więc zawsze, kiedy potrzebuję, robię powrót do przeszłości. Nieco później pokochałam Worms 4 Mayhem – streszczając, było to bieganie robakiem po mapie i zabijanie innych robaków za pomocą bomb, pistoletów, bazooki itp. Nie ważne, jak dziwnie to brzmi, ta gra była po prostu wyjątkowa i niezastąpiona. Potem pojawił się jeszcze Kangurek Kao Tajemnica Wulkanu. Zawsze zawieszałam się na pierwszej misji, w której trzeba było sterować samolotem… Tyle wspomnień…

lama

Dagmara Trembicka – stały współpracownik

Moja pierwsza gra wideo to prawdziwy klasyk: Frogs and Flies na Atari 😀 Spędzałam całe godziny u koleżanki wyposażonej w ten cud techniki, skacząc klockowatą żabą z liścia na liść, a że gra była dwuosobowa – kłóciłyśmy się zażarcie i usiłowałyśmy nawzajem wytrącić z równowagi. Potem nastąpiła epoka Pegasusa i mojego pierwszego kardridża z grami, z których najbardziej ukochałam Go! Dizzy Go! – w prościutkim labiryncie trzeba było zjeść owoce i nie dać się pożreć przeciwnikom. Naszym bohaterem była piłka pingpongowa z nogami 😉 Przechodziłam tę grę w kółko, znając już ruchy botów na pamięć. Co zabawne, moi rodzice też się w nią wciągnęli i grali, kiedy ja już szłam spać – problematyczne o tyle, że konsola podłączona była w moim pokoju… Generalnie tego typu retro gry do tej pory stanowią moją wielką miłość – niestety już tylko na symulatorach konsol, bo Atari koleżanki umarło samo, a Pegasusa zabiło moje młodsze rodzeństwo, uderzając nim o podłogę po przegranej. Życie! 🙂

Karol Riebandt – Stały współpracownik

Nie pamiętam jaka gra była tą pierwszą, ale jeśli dobrze pamiętam to była któraś z serii Scooby – Doo i zagadki logiczne. Później seria Różowej Pantery i jakieś takie, których teraz nie pamiętam, ale dotyczyły matematyki. Później na pierwszym komputerze, który złożyłem z ojcem, królowały pierwsze części Harrego Pottera. Gry z jego udziałem pozwalały przeżywać mi, chociaż część tego, co kiedyś czytał mi ojciec. Żałuję jedynie, że w niektóre z nich nie mogę już grać z faktu braku kompatybilności z nowym sprzętem czy faktem, że niektóre płyty po prostu umarły śmiercią naturalną i nie są czytane przez napęd.

Angelika Borucka – stały współpracownik

Pierwsze moje “gry-gry” to był Mario na Pegasusie, jak chyba u każdego dzieciaka z lat ‘90. Obok Mario gdzieś Chip & Dale i Tom & Jerry, gry gdzie dało się grać z rodzeństwem. W kwestii gier komputerowych pamiętam produkcje Disney’a, New Emperor’s Groove, gdzie lamą chodziło się po pięknych zielonych wzgórzach i próbowało pokonać Izmę. 102 Dalmatyńczyki, ze swoim mnóstwem sekretów, które świetnie przechodziło się na podłączonym do komputera joysticku. Kangurek Kao, przygodówki-klikanki z Różowej Pantery i zerkanie przez ramię, jak tata przechodził Return to the Castle Wolfenstein czy Medal of Honor: Allied Assault. Miłość do przygodówek pielęgnowałam przez pół swojego życia, a do strzelanek dorosłam dopiero niedawno – ale gram nadal i dzieci też uczę miłości do gier.

warcraft

Jak wy wspominacie wasz pierwszy kontakt z grami? O czym chcielibyście przeczytać w szóstej odsłonie Kącika Nostalgii? Dajcie znać w komentarzach!

Ilustracja wprowadzenia: bonecrusherpati.deviantart.com

Zastępca Redaktora Naczelnego
Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo

#filmyourstory

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?