Kącik Nostalgii #6 – Polska telewizja przełomu lat 90′ i 00′

Szósty Kącik Nostalgii zabierze nas do czasów, gdy to debiutowały pierwsze polskie sitcomy, reality show, a takie produkcje jak Złotopolscy czy Klan, dopiero zaczynały swój żywot w TV. Jak zwykle, liczymy na wasze wspomnienia w komentarzach!


Zobacz również:

Kącik Nostalgii #1 – Kreskówki lat 90′ i 00′

Kącik Nostalgii #2 – Kasety VHS

Kącik Nostalgii #3 – Pierwszy Komputer

Kącik Nostalgii #4 – Muzyka, na której się wychowaliśmy

Kącik Nostalgii #5 – gry komputerowe i konsolowe


 Dominik Dudek – Redaktor

Na przełomie wieków byłem pięknym berbeciem wchodzącym pod stół na stojąco i – z tego co pamiętam – na pewno miałem do czynienia z pasmem wieczorynek i lubowałem się m.in. w Smerfach, czy Gumisiach, ale największą radość sprawiały mi odcinkowe przygody misia o bardzo małym rozumku, cierpiącego na wieczną miodową gastrofazę, który na domiar złego nie kwapił się, żeby przywdziewać spodnie. Kiedy już czoło zaczęło wystawać ponad stół zacząłem interesować się teleturniejami wśród których prym wiodła Awantura o Kasę ze starszym wówczas Krzysztofem Ibiszem, Rosyjska Ruletka, Śpiewające fortepiany, czy też kultowy 1z10, który to oglądam do dziś. W mgle przewijają mi się również Miodowe lata oraz 13 posterunek. Co niedziele, dzień święty należy święcić przy pomocy chociażby Na dobre i na złe, a w poniedziałki rozgrywał się szał na M jak Miłość z kultowym intrem. To były dobrze czasy.

Krzysztof Wdowik – Dziennikarz prowadzący działu Gry

Złota era polskiej tv? Patrząc na dzisiejsze hity, jakimi są Szpital, Szkoła czy reality show, które nadają się wyłącznie do wywoływania raka najróżniejszych organów, chyba można tak powiedzieć. Wspominki może pozostawię tym razem pozostałym szanownym kolegom i koleżankom, a sam skupię się na tym, jak tragicznie wygląda obecna kondycja polskiej tv. Nie chcę mówić, że na przełomie XX i XXI wieku było idealnie, bo też zdarzały się rodzynki, ale poziomem przewyższały prawie każdą dzisiejszą produkcję, a co najważniejsze – nie ogłupiały w bezczelny sposób widza. Sam się temu dziwię, bo brzmię jak starsze pokolenie, lubujące się w radiu i gazetach, ale tak – telewizja ogłupia. Można pokusić się o zdanie, że nie zapewniała żadnych walorów naukowych już w 2000 roku, lecz rzecz w tym, iż dostarczała rozrywkę na bardzo wysokim poziomie, była różnorodna i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Nie wciskała widzowi kitu, który – jak widać dzisiaj – sprzedaje się świetnie. Dziś ciężko o coś, co nie jest kopią kopii czy kolejną częścią kolejnej części; producenci największych stacji telewizyjnych (także zagranicznych) robią z widza bezmózgiego idiotę, łykającego wszystko jak leci. Taka niestety prawda. W morzu kiepskich programów, paradokumentalnych seriali i reality-show traktujących o gwiazdach i gwiazdeczkach naszego rodzimego showbiznesu, znajdzie się kilka kropel wartych uwagi. To jednak rzadkość, bo ambitniejsze produkty nie przynoszą porządanego zysku. Żyjemy w świecie, gdzie rządzi pieniądz, więc jak tu się dziwić, że telewizję zalewają seriale na modłę Dlaczego Ja?Ukrytej Prawdy? Nasza TV w bardzo krótkim czasie przeszła ze złotego okresu, do iście najgorszego. Wspaniałym przykładem mogą być w tym wypadku Milionerzy. Odpalcie sobie odcinek sprzed 15 lat i te z zeszłego roku. Zatrważająca różnica w poziomie pytań, prawda? W takim razie, czy istnieje ratunek dla kondycji ojczyźnianej TV? Moim zdaniem nie, choć podrygi w dobrym kierunku są, szczególnie ze strony Canal+ oraz HBO. To jednak za mało i – w moim mniemaniu – czeka nas jeszcze dobra dekada albo i dwie, zanim coś się zmieni. Jakie to będą zmiany, tego już nie wie nikt, ale bardzo możliwe, że telewizja… umrze śmiercią naturalną. Na fali popularności Netflixa i coraz lepiej radzącego sobie Showmaxa – nie jest to aż tak nierealne.

https://www.youtube.com/watch?v=M05HFGmuR2s

Katarzyna Skrzynecka – Stały współpracownik

Polska telewizja na przełomie XX wieku I XXI wieku była moim pierwszym doświadczeniem z tą formą przekazu kulturowego. Oczywiście zaczęło się od bajek – popularna Wieczorynka o 19.00 była idealnym końcem każdego dnia. Zazwyczaj oglądałam Smerfy albo Gumisie. Niebieskie postacie oraz kolorowe niedźwiadki stały się symbolem mojego dzieciństwa. Do moich ulubionych bajek należał także Reksio – kultowa postać psa. Jego przygody były fascynujące dzięki dużej różnorodności – przecież był on nawet kosmonautą w jednym z odcinków! Nie pamiętam, na jakim programie Reksio był dostępny, ale pamiętam, że po nim leciał Bolek i Lolek – przygody niesfornych bohaterów. Po fazie bajkowej pamiętam, gdy po kolei na antenę wchodziły telenowele – np. Klan, Na dobre i na złe czy M jak Miłość. Kilka odcinków z nich obejrzałam, a niedzielne popołudnia kojarzą mi się z emisją Na dobre i na złe (aktualnie premierowy odcinek jest w środę) oraz tradycją rodzinnego spędzania wolnych popołudni. Gdy zaczęłam chodzić do szkoły, zaczęłam oglądać różne teleturnieje – Awantura o Kasę z legendarnym Krzysztofem Ibiszem, która wciąż jest chętnie powtarzana, była świetną rozrywką. Same licytacje nie były tak fascynuje, jak pojawiające się pytania w różnych kategoriach. Podobnie Familiada i słynne suchary Karola Strasburgera – śmiało mogę powiedzieć, że stały się kultowe. Najbardziej lubiłam część z pytaniami, gdy każdy z drużyny osobno odpowiadał. Za finałem, gdy wybrańcy udzielali odpowiedzi, nie przepadałam. Mimo sporej konkurencji moim ulubionym teleturniej był i jest Jeden z dziesięciu, z pozoru nudny, ale interesujący pod względem wysokiego poziomu pytań i często dużego poziomu wiedzy uczestników. Oferta telewizyjna w tych latach była spora i teraz też jest w czym wybierać. I niektóre programy naprawdę warto obejrzeć!

Michalina Łojek – Stały współpracownik

O telewizji z przełomu wieków mogę opowiedzieć głównie z perspektywy dzieciaka, więc oczywiście najbardziej zapadły mi w pamięć wieczorynki, ale nie tylko. Pamiętam jak dziś wyczekiwanie, kiedy w końcu polecą Smerfy albo Tabaluga, bo Reksio w sumie był OK, ale nie ział ogniem… I śpiewanie tego całego Kto Się Boi Gargamela, oczywiście myląc wszystkie słowa… Co wieczór w naszym domu leciało M jak Miłość i Na Wspólnej, co zawsze wyznaczało moją godzinę pójścia spać, ale o dziwo bardzo mnie też wciągało: Czy Roman zdradzi żonę?? Kto jest prawdziwym ojcem dziecka?? Generalnie wciągałam się we wszystko co tylko pojawiało się w telewizji. Mam też przebłyski oglądania z bratem ciotecznym 13 posterunku, ale za nic w świecie nie pamiętam, co tam się działo, chociaż wiem, że strasznie mi się podobało. Klan i Na dobre i na złe to zawsze był rewir babci. Te dwa niezbyt mi podchodziły, ale też nie były najgorsze. Jako jedna z pewnie niewielu osób natomiast nie oglądałam Big Brothera. Nie wiem, jak dużo straciłam, ale biorąc pod uwagę, że znajomość programu wymagana była, żeby bawić się z innymi dzieciakami z podwórka w Wielkiego Brata, to troszkę szkoda. Może jeszcze kiedyś nadrobię zaległości.

https://www.youtube.com/watch?v=bjt67Dt36K0

Maciek Rugała – Stały współpracownik

Oferta polskich stacji telewizyjnych na przełomie drugiego i trzeciego milenium to bardzo ciekawy temat. Wszakże to wtedy powstawało M jak Miłość, Klan czy Plebania z ikoniczną postacią Janusza Tracza na czele. Te seriale – oglądane urywkami za małolata, siedząc obok mamy czy babci – wpisały się w historię polskich produkcji serialowych. Były to sielskie czasy, gdy Moda na Sukces emitowana była przed 17-tą, punkt 17 – Teleekspres, a tuż po nim – część ramówki obfitująca w rodzime opery mydlane. Na antenie Polsatu emitowano kreskówki od Cartoon Network, a na innej stacji obejrzeć można było polską edycję Milionerów – wtedy jeszcze bez idiotycznych pytań natury politycznej czy celebryto-logicznej. W tych czasach – podczas wielkiego boomu na Michała Żebrowskiego powstał serial Wiedźmin – śmiało możemy stwierdzić, że narodowa ułańska fantazja wyprzedziła wizjonerów-producentów od Netflixa! Tak, to były czasy, które wspominam z rozrzewnieniem… Jednak nie powyższe tasiemce czy smok z plandeki w Wiedźminie zapadły mi w pamięć, a 13 posterunek. Serial komediowy realizowany we współpracy z Canal+ (na którego antenie w niektóre sobotnie poranki emitowano kreskówkową Ligę Sprawiedliwości!) był moim ulubionym. Nie wstydzę się tego przyznać, że w największej mierze było tak przez Cezarego Pazurę. Niektórzy uważali, że poczucie humoru jest niskie, słabe, a pomysły na odcinki miałkie i nieśmieszne. Pozostawałem wierny swoim preferencjom i zawsze kiedy słyszałem to intro na – bodajże – saksofonie – jako mały krasnal zasiadałem wygodnie przed telewizorem. Pamiętam jeden odcinek – było w nim coś o kosmitach. Prześmiewał on dotychczasowe dreszczowce z obcymi w roli głównej czy produkcje pokroju Archiwum X. Odcinek ostro rył beret…
Ech… 5 minut śmiechu, a potem 50 lat terapii. Ale warto było!

Mateusz Chrzczonowski – Stały współpracownik

Początek nowego tysiąclecia to dla mnie okres spędzony w podstawówce, więc z ówczesnej ramówki telewizji moją uwagę przykuwały głównie wszelkiego rodzaju bajki. Prym pod tym względem zdecydowanie wiódł wtedy Polsat wraz ze swoim blokiem programów dla dzieci. Wspominając tamte czasy, pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to emitowane na wspomnianej stacji Pokemony. Nie sposób zapomnieć tych powrotów ze szkoły, gdy jak najszybciej siadało się przed telewizorem, aby nie przegapić kolejnego odcinka. Z kolejnych pozycji z Polsatowej ramówki z początku lat 2000. nie mógłbym nie wspomnieć o niezwykle hypowanej przez mniejszego mnie pierwszej serii Power Rangers. Potem nastała jeszcze era Bayblade (Latających dysków), która przyniosła szał na różnego rodzaju „bączki”, czy to kartonowe z chipsów, czy kupione za ciężko odłożone kieszonkowe repliki prawdziwych dysków z bajki. Poza animacjami z tamtego okresu przypominam sobie również, że w domu dość często oglądało się południowoamerykańskie telenowele. Zdecydowanie wybijał się tu serial Zbuntowany anioł, którego najnowsze odcinki oglądała chyba cała rodzina. Tradycyjnie na domowym ekranie gościły również takie seriale jak M jak miłość czy Pierwsza miłość, w które sam mimo wszystko potrafiłem się wciągnąć na pewien czas. Nie brakowało również komediowym serii na czele z 13 posterunkiem oraz Światem według Kiepskich.

https://www.youtube.com/watch?v=PVtocZHhAKw

Krzysztof Sorokoń – Stały współpracownik

Gdy sięgam pamięcią do przełomu wieków, to pierwsze moje wspomnienie związane z telewizją skupia się na Alfie. Nie wiem czy nie sięgnąłem za głęboko do wspomnień, ale ten kudłaty kosmita od razu pojawił się przed moimi oczami. Pamiętam jak każdy nagrany odcinek przygód Alfa wałkowałem po tysiąc razy na poczciwym wideo. Uwielbiałem oglądać ten serial. Ale oglądałem go wielokrotnie także po to, aby później móc dokładnie obgadać każdy szczegół z kolegami, na przerwie w szkole. Śmialiśmy się z żartów tak jak Alf, uderzając przy tym ręką w ławkę (podobnie jak on). Chyba tylko kotów nie ganialiśmy z widelcami, choć głowy dać nie mogę (bo może po prostu już tego nie pamiętam).

Drugim fenomenem z tamtego okresu była Moda na sukces. Wypełniła ona pustkę w życiu wielu serialomaniaków, która powstała po zakończeniu emisji Dynastii. Osobiście nie cierpiałem tego serialu. Jednak moja mama i babcia oglądały każdy odcinek. Starsza z rodu zaczynała nim popołudniowy blok serialowy (później zmieniała kanał z TVP na Polsat i oglądała Zbuntowanego Anioła). Mama (z racji pracy) nagrywała każdy odcinek i oglądała po powrocie do domu. W efekcie babcia kończyła swój mini maraton serialowy, a mama zaczynała go od początku. Wiele wycierpiałem się oglądając Modę na sukces, nim doczekałem się swojego własnego telewizora w pokoju. Jakie było moje zdumienie, gdy kilka lat temu (gdy przyjechałem ze studiów na święta do domu) babcia włączyła „jedynkę” by obejrzeć ten serial. Dowiedziałem się wówczas, że on ciągle leci i … nie są to powtórki, a nowe odcinki. Dopiero cztery lata temu (w 2014 roku) serial zniknął z ramówki TVP.

https://www.youtube.com/watch?v=2hBSMInlDGg

Ilustracja wprowadzenia: kadr z serialu 13 posterunek

Redaktor

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?

Dbamy o Państwa prywatność.

Państwa dane są u nas bezpieczne, a szczegółowe informacje w zakresie bezpieczeństwa danych osobowych w Movies Room mogą Państwo w każdej chwili uzyskać na stronie Dane Osobowe.

Administratorem danych jest Movies Room Tomasz Rewers z siedzibą w Tarnowskich Górach, ul. Radosna 23, 42-600. Państwa dane będą przetwarzane w zarejestrowania Państwa w portalu (art. 6 ust. 1 lit b) RODO), prowadzenia badań statystycznych w celu usprawnienia działania portalu (art. 6 ust. 1 lit f) RODO) a także kontaktu na życzenie osoby, w tym wysyłania treści informacyjnych oraz o charakterze handlowym, wyłącznie za Państwa zgodą (art. 6 ust. 1 lit a) RODO).

Dane osobowe będą przetwarzane do usunięcia przez Państwa konta na naszym portalu. Odbiorcą Państwa danych będą pracownicy administratora odpowiedzialni za kontakt oraz podmioty zewnętrzne świadczące dla nas usługi takie jak outsourcing usług księgowych oraz IT. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do udzielenia informacji. Przysługuje Państwu prawo dostępu do swoich danych i do ich sprostowania, ograniczenia przetwarzania danych osobowych lub do ich usunięcia oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania danych. W przypadku naruszenia zasad przetwarzania danych, Wykonawcy przysługuje prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Zrozumiałem/-am