Kącik Nostalgii #8 – pierwsze książki, komiksy i lektury szkolne

Książki to coś wspaniałego. Niestety, z powodu nowszych form rozrywki, jak filmy czy seriale lub nawet gry, wydają się co raz częściej ustępować miejsca, szczególnie wśród młodszego pokolenia. Mam ten problem, że jestem totalnym fanem popkultury, to znaczy zarówno książki, jak i filmy, komiksy, gry i seriale, znajdują się w obrębie moich zainteresowań. W połączeniu z pracą i innymi hobby, nie ma czasu na ogarnianie wszystkiego w jednakowym stopniu. Co w takim wypadku trzeba zrobić? Ano podjąć trudną decyzję o usunięciu czegoś ze swojego życia. Ten los spotkał już seriale (choć nowy sezon Roseanne i dobra forma The Walking Dead dzielnie walczą o moją uwagę) oraz książki właśnie. Moja kupka wstydu przewyższyła mnie już o dwie głowy, a tytułów wciąż więcej i więcej… Za gówniaka miało się znacznie więcej czasu i się tego nie doceniało wystarczająco. Pamiętam, jak postawiłem sobie kiedyś ambitne zadanie przeczytania w jeden dzień Kamienia Filozoficznego. Oczywiście mi się nie udało, ale sam fakt, że książka wchłonęła mnie na cały dzień w świat Harrego Pottera jest znamienny. Żadne inne medium nie jest w stanie tak czytelnika zaangażować, jak książka właśnie.  (KW)


Zobacz również:

Kącik Nostalgii #1 – Kreskówki lat 90′ i 00′

Kącik Nostalgii #2 – Kasety VHS

Kącik Nostalgii #3 – Pierwszy Komputer

Kącik Nostalgii #4 – Muzyka, na której się wychowaliśmy

Kącik Nostalgii #5 – gry komputerowe i konsolowe

Kącik Nostalgii #6 – Polska telewizja przełomu lat 90′ i 00′

Kącik Nostalgii #7 – zabawki i gadżety, którymi się bawiliśmy


Łukasz Kołakowski – Redaktor prowadzący działu recenzje filmowe

Wally (bo ten z Pixara był pisany inaczej i jeszcze nie istniał) zwiedza świat, a potem następne wydanie w której ten sam uroczy chłopak w czerwono-białych ubraniach poznawał historię świata to moje pierwsze czasopisma, które wyrobiły we mnie w latach młodzieńczych miłość do geografii i zainteresowania światem (z historią było już gorzej). Podbijała to także wyssana wręcz z mlekiem matki miłość do piłki kopanej. Dlatego w przeszłości z mapy świata byłem nie do zagięcia (umówmy się, jeśli nie potraficie powiedzieć w jakim kraju znajdują się Ałmaty czy inne Pawłodary, po prostu nie śledziliście tułaczek polskich klubów w europejskich pucharach). Z książkami, w szczególności tymi które trzeba było do szkoły, było różnie. Chłopcy z placu broni Molnara to cudo, Pan kleks również, ale Ania z Zielonego wzgórza do dziś śni mi się po nocach i była tematem pierwszej w życiu napisanej przeze mnie negatywnej recenzji, kiedy to na wypracowaniu w podstawówce próbowałem udowodnić, dlaczego ta książka to jedna wielka strata czasu. Potem było już lepiej, bo żadna inna z lektur nie bolała mnie tak bardzo.

Agnieszka Bar – Redaktor  współprowadząca działu publicystyka

Po pierwsze i najważniejsze – Harry Potter. W czołówce na pewno muszą się też znaleźć Muminki, Dzieci z Bullerbyn, Mikołajek i seria o przygodach Tomka Alfreda Szklarskiego. Za czasów nastoletnich połykałam wszystkie książki Meg Cabot, do których chętnie wracam też dzisiaj – serię Pamiętnik Księżniczki, czy Dziewczynę Ameryki. I tak to już u mnie jest z książkami, że jak którąś lubię, to czytam ją po kilka razy, dlatego też ze wszystkim powyższymi tytułami jestem na bieżąco. Jeśli chodzi o lektury szkolne, to nigdy nie miałam z nimi większego problemu (gdyby nie lektury, nie przeczytałabym Karolci jakieś 50 razy!), a odkąd nauczyłam się czytać to czytałam wszystko co wpadło mi w ręce, od romansidła mojej babci po przewodniki turystyczne w domu. A całego Harry’ego Pottera czytam co roku od nowa.

Dominik Dudek – Redaktor

Nie będe ukrywał – ze szkolnymi lekturami niezbyt się przyjaźniłem. Nigdy nie lubiłem, jak z góry narzucało mi się przeczytanie czegoś, co niezbyt mnie interesowało, więc od podstawówkowego kanonu trzymałem się z dala. Początkowo do samych książek też czułem niechęć, ale #dobrazmiana nastąpiła, kiedy tata zadzwonił do mnie pytając, czy chcę ostatnią część Harry’ego Pottera, która miała wówczas swoją szumną premierę. Nie czytałem wcześniejszych tomów, ale co mi tam – A hoj przygodo! No i się zaczęło. Po Insygniach wziąłem się już za prawilną kolejność serii J.K. Rowling i za odkrywanie kolejnych popularnych wówczas serie dla młodzieży oraz przygód Sherlocka Holmesa, którego jestem wielkim fanem. Był Eragon, był Percy Jackson, były też Igrzyska Śmierci, ale moje serce skradła seria CHERUB pióra Roberta Muchamore. Przez te 12 części dane mi było zżyć się  oraz dorastać wraz z dzieciakami z tajnej organizacji służącej do walki z terroryzmem. Pochłaniałem kolejne tomy jak prosię, a wyczekiwanie na kolejne odsłony było prawdziwą męczarnią. Do dziś całą serię mam na półce i nie wątpię, że kiedyś do niej wrócę. Żebym tylko miał teraz tyle czasu, co kiedyś…

hari pota

Krzysztof Sorokoń – Dziennikarz

Jako mały chłopiec uwielbiałem powieści przygodowe. Najmilej wspominam cały cykl Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego. Począwszy od Tomka w krainie kangurów, którego miałem przyjemność czytać kilka razy, zwiedziłem z bohaterami tych książek praktycznie cały świat. Egzotyczne dla mnie miejsca i kultury fascynowały mnie bez reszty. Zakochałem się w nich do tego stopnia, że jako „dorosły” musiałem odwiedzić kilka z miejsc o których czytałem. Twórczość Szklarskiego tak mnie wciągnęła, że na fali zaczytywałem się także całą trylogią Złoto Gór Czarnych, którą popełnił razem ze swoją żoną. Opowieści o Indianach, ich życiu i zwyczajach zaszczepiły we mnie indiańskiego ducha. Zainspirowany nimi godzinami polowałem z kolegami na bizony, wkraczaliśmy na wojenną ścieżkę z plemieniem z sąsiedniego bloku, na które później napadaliśmy i bez litości skalpowaliśmy. Gdy skończyły się powieści przygodowe w mojej bibliotece szkolnej, zacząłem odwiedzać bibliotekę miejską, a tam odkryłem dział z komiksami. To w znacznej mierze ukształtowało osobę i gracza którym jestem dziś. Oprócz Tytusa, Romka i Atomka oraz Kajko i Kokosza w koszach z komiksami znalazłem Punishera, Supermana i Batmana. Właśnie te zeszyty zaszczepiły moją miłość do superbohaterów. I tak mi zostało do dziś.

Katarzyna Skrzynecka – Dziennikarz

Nauczyłam się czytać w wieku 6 lat, czyli nie za wcześnie, ale też nie za późno. Nie jest łatwo mi przypomnieć sobie moja pierwszą przeczytaną książkę, ale pamiętam pierwsza najważniejszą: Harry Potter i Kamień filozoficzny. Pierwsza część popularnej serii pozwoliła mi przenieść się w cudowny świat magii, który pokochałam. Oczywiscie później wyciągnęłam  pozostałe części, a na ukazanie ostatnich musiałam poczekać parę lat .Harry i jego przyjaciele do dziś są dla mnie ważni i wciąż chętnie wracam do ich przygód. Równie sentymentalnie wracam do Asterixa i Obelixa, których komiksy czytałam przez całą edukację w szkole podstawowej. Do dziś mam jeszcze parę tomów perypetii dzielnych Galów. W tej serii uwielbiałam poczucie humoru, łatwość i przyjemność czytania oraz świetnych, przyciągających bohaterów. Dodatkową zaletę odkryłam po latach, gdy okazało się, że poznane łacińskie sentencje czy opis rzymskich zwyczajów przydały się na lekcjach w szkole. Jeszcze dwa tytuły szczególnie wbiły mi się w pamięć i o dziwo, są one lekturami szkolnymi. Jak dla mnie chociaż one nadają się do kanonu dla uczniów. Dzieci z Bullerbyn w sposób rozbrajający przedstawiły z pozoru zwykłe dzieciństwo szwedzkich dzieci mieszkających obok siebie. Znakomity jest tu język, stylizowany na dziecięcy, przez co naturalny i szczery. Drugim tytułem jest O psie, który jeździł koleją. Miałam bodajże 10 lat, gdy sięgnęłam po niego i do dziś pamiętam, jak mną wstrząsnął. To piękna opowieść o poświęceniu, która ukazuje jak wspaniałymi towarzyszami człowieka są psy. Ta książka wciąż zajmuje honorowe miejsce na mojej półce…

Czytać lubiłam od zawsze, dlatego nie dziwię się, że zapamiętałam aż tyle pierwszych doświadczeń z literaturą. Również miło wspominam Mikołajka, francuskiego bohatera, który potrafi znakomicie opowiadać o swojej codzienności. Szczególnie uwielbiałam te opowiadania, których akcja działa się w szkole. Ech, wspaniałe są te książki…

donald

Rafał Pilch – Dziennikarz

Jak ja nienawidziłem szkolnych lektur… WIększość z nich jest zupełnie nietrafiona w kategorie wiekowe dzieci. Jedną jedyną książką objętą szkolnym kanonem, która przypadła mi do gustu i spędziłem nad nią długie wieczorne godziny był zbiór opowiadań o Mikołajku. Nie wiedzieć czemu ten mały Francuz przebił się przez moją ogólną niechęć do czytania i zagościł w moim małym dziecięcym serduszku. Szkoda tylko, że w szkole analizowaliśmy jedynie fragmenty, więc niestety nie zabłysnąłem wiedzą zbyt długo… Oprócz Mikołajka miałem jeszcze krótki epizod z Franklinami. Śmieszny żółw schodził w naszej bibliotece wręcz hurtowo i każdy szanujący się trzecioklasista musiał mieć swój egzemplarz, więc pewnie porwał mnie szał mody, gdyż obecnie nie jestem w stanie przytoczyć żadnej z przygód Franklina. Oprócz książek w moim domu często brylowały komiksy z Kaczora Donalda, które chyba każdy tego czasu miał. Zdecydowanie one bardziej do mnie przemawiały niż przygody Stasia i Nel w Pustyni, bo puszczy to tam nie było żadnej…

Angelika Borucka – stały współpracownik

Nie wiem, kiedy się nauczyłam czytać. Wiem, że byłam bardzo mała, jak umiałam powiedzieć z pamięci połowę książeczek Disney’a, które stały na półce nad biurkiem – miałam pewnie ze cztery latka. Ale czytać tak naprawdę, to pewnie w podstawówce? Ale nie lubiłam tego. Przez pierwsze lata przeczytałam tylko O psie który jeździł koleją. Były napoczęte Dzieci z Bulerbyn, Karolcia i każda inna lektura z klas 1-3. Dopiero Ten Obcy był książką, którą przeczytałam od początku do końca i nawet mi się spodobało. Później zaczęłam wyciągać z półek w bibliotece książki, których tytuły brzmiały fajnie i tym sposobem pierwszą moją książką-książką stał się Niesamowity Dwór z serii Pan Samochodzika. Później eksplorowałam kolejne częśći, szczególnie, że autor związany był z miejscem i jeziorem, które znałam chyba lepiej od rodzinnego miasta. Harry’ego Pottera też zaczęłam nie od pierwszej części. Książkowe Roswell, powieści Johna Bellairsa, gdzieś pomiędzy tym książki nie dla dzieci Briana Lumley’a z Domem Pełnym Drzwi i trzecim Nekroskopem na czele. Wiem, że to było jeszcze w podstawówce, czyli miałam mniej niż 12 lat, gdy czytałam krwawe historie zawierające sceny dla dorosłych – cóż, miłość do horrorów w każdej formie została mi do teraz. A że jestem z ludzi, którzy wracają do książek, to i seria Luis Barnavelt (Johna Bellairsa) i Nekroskop mają swoje miejsce na mojej półce, no i w sercu też.

Agata Włodarczyk – stały współpracownik

Czytać nauczyłam się dość szybko, a przynajmniej tak najczęściej twierdzą moi rodzice (bo od czasu do czasu twierdzą co innego). Pochłaniałam właściwie wszystko, co wpadało mi w ręce, choć niekoniecznie zapamiętywałam niektóre powieści (Serce Amicisa czytałam z cztery razy i wciąż nie wiem, o czym ta książka jest właściwie). Tak długo, jak mogłam, udawałam jednak przed rodzicami, że nie, wcale a wcale nie dam rady w te literki, niech oni mi poczytają, co doprowadziło do tego, iż do dzisiaj wychodzą z pokoju na choćby sam tytuł Doktora Dolittle. Łups. W szkolnej bibliotece obczytałam chyba wszystkie detektywistyczne o Trzech Detektywach, wiecie tych sygnowanych przez Alfreda Hitchcocka. I wszystkie inne im podobne, włączając w to młodzieżowe, podróżnicze przygodówki, których tytułów do dzisiaj nie mogę sobie przypomnieć. Wtedy też zupełnie pochłonął mnie cykl o Tomku Wilmowskim Alfreda Szklarskiego, ponownie – przygodówki. Pamiętam też chowanie się między regałami z horrorami, żeby tylko bibliotekarka nie przyłapała z “nieodpowiednią lekturą”. Zupełnie nie załapałam się na całą Musierowiczomanię, za to z wielką radością oglądałam i czytałam wszelkie możliwe encyklopedie dla dzieciaków – i to nie “od deski do deski”, a idąc raczej za tym, co akurat mnie ciekawiło. O wiele gorzej szło mi ze szkolnymi lekturami, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że przeczytałam w najlepszym przypadku połowę z nich – po Naszej szkapie, Janko muzykancie i Psie, który jeździł koleją miałam małe zaufanie, co do tych “zalecanych” książek.

o psie

Maja Łatyszonek – stały współpracownik

Dzień, w którym nauczyłam się czytać, był jednym z bardziej pamiętnych w moim życiu. Skończyło się błaganie i jęczenie, żeby ktoś mi przeczytał bajkę. Pamiętam, że pierwszą książką, którą przeczytałam samodzielnie była Karolcia Marii Kruger. Mimo iż zawsze uwielbiałam czytać, to lektur szkolnych szczerze nienawidziłam. Chyba jedyne, które przypadły mi do gustu to Dzieci z Bullerbyn i Ania z Zielonego Wzgórza. Podobało mi się ich proste wiejskie życie i dziecięce przygody. Obie książki czytałam kilka razy nawet po skończeniu szkoły podstawowej. Później nadeszła faza Harry’ego Pottera. Nie mam pojęcia, dlaczego początkowo mówiłam, że nigdy w życiu nie przeczytam tej książki, bo to głupota dla małych dzieci. Wyszło tak, że zakochałam się już po kilku rozdziałach. Gdy skończyłam wszystkie siedem tomów, próbowałam zacząć czytać coś innego, ale za każdym razem i tak kończyłam z przygodami uczniów Hogwartu. W efekcie przeczytałam całą serię trzy razy z rzędu, zanim udało mi się przerzucić na coś innego. Inną książką, do której mam duży sentyment jest W 80 dni dookoła świata. Dalekie podróże i wyścig z czasem głównych bohaterów sprawiły, że przeczytałam ją w jedno popołudnie. Moje pierwsze książkowe wybory sprawiły, że do dzisiaj najchętniej sięgam po powieści przygodowe i fantasy.

Wiola Oszczapińska – stały współpracownik

Moje podejście do lektur szkolnych od zawsze było różne. Zdarzały się perełki, które skradły moje serce (Szatan z siódmej klasy, Chłopcy z placu broni – ach, co to były za książki!) i nieporozumienia, do których chyba już nigdy się nie przekonam (Robinson Crusoe – mimo że bardzo pomocny – to kompletnie nie moja bajka). Mimo wszystko dzięki lekturom nie zaczęłam swojej przygody z czytaniem – po książki chwyciłam wcześnie, wraz z momentem nauczenia się literek i ich zastosowania. Pamiętam, że od małego uwielbiałam Kubusia Puchatka i 101 Dalmatyńczyków. Wprawdzie Kubuś niestety nie przetrwał kilku przeprowadzek, za to egzemplarz z białymi psiakami w czarne plamy nadal stoi na mojej półce i ma się naprawdę dobrze. Czasami nawet do niego zaglądam!

W podstawówce wujek pokazał mi Harry’ego Pottera i to właśnie wtedy zaczęła się moja wielka miłość do chłopca z blizną. Do dziś pamiętam drugą klasę i ferie, które spędziłam z Komnatą Tajemnic – po dniu pełnym wrażeń wracałam do domu i pierwsze co robiłam, to nadrabiałam zaległe rozdziały. Z czasem do Harry’ego dołączyły Opowieści z Narnii, Heartland (całą serię przeczytałam chyba ze dwa razy!) i Percy Jackson – seria, która na pewno zostanie ze mną jeszcze przez długi czas. Dość późno (chyba początek gimnazjum) zaczęłam interesować się Hobbitem, Wiedźminem i Sherlockiem. Całą trójkę naprawdę szybko pokochałam i nie wyobrażam sobie jej nie mieć na swojej półce!

Ilustracja wprowadzenia: 425magazine.com

Zastępca Redaktora Naczelnego
Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo

#filmyourstory

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?