Advertisement

5 grzechów głównych serialu Wiedźmin od Netfliksa

Tekst zawiera spoilery.

Zanim przejdziemy do konkretów pragnę jedynie zaznaczyć, że Wiedźmin od Netfliksa mi się podobał, a niniejszy tekst ma na celu jedynie nazwanie największych problemów produkcji. Są trochę jak praca domowa dla twórców, która po odrobieniu mogłaby podnieść jakość produkcji (chociaż ta i tak już jest wysoka i zdecydowanie satysfakcjonująca). I nie, nie wszystko rozbija się o budżet.

1. Czarodzieje

wiedźmin

Fot. Netflix

Jedna z najznamienitszych i najbardziej prestiżowych grup społecznych. Naturalnie też niesamowicie trudno się do niej dostać, a jeszcze trudniej wspinać po zawiłej wewnętrznej hierarchii. O ile to pierwsze bardzo sprytnie ukazano w scenie z węgorzami, o tyle to drugie gdzieś umknęło. Oczywiście zrozumiałe jest, że skomplikowaną machinę polityczną trudno jest ukazać w kilku odcinkach, niemniej boli już sam sposób przedstawienia magów.

Można spekulować, czy reżyserzy zasypiali na samą myśl o kręceniu scen z ich udziałem, czy obrywali jakimś czarem na dezorientację. Mistrzowie sztuki magicznej zgubili gdzieś całą swoją wyrazistość i urok. Nie chodzi już nawet o budżet na wykonanie złożonych strojów i skomplikowanych magicznych utensyliów. Zawiodły zgarbione pozy, nijakie twarze oraz pospiesznie wypowiadane kwestie. Kiedy poświęcasz lata na naukę, a później kolejne na budowanie swojej pozycji w roli doradcy możnych i władczych, nie snujesz się jak marny chłopek po obozie przed bitwą. Cała istota magów zawierała się w mieszance charyzmy, arogancji i wyniosłości, które tutaj zgubiły się gdzieś pod drodze do Sodden. Paradoksalnie do tego szczególnego wizerunku najbliżej Tissai, której władczość przebrzmiewa nie tylko w dialogach, ale także postawie i mimice, a najdalej Vilgefortzowi, który sprawia wrażenie, jakby pomylił filmy (lub wyskoczył z bollywoodu).

Osobną kwestią jest to, że czarodziejki systematycznie poprawiały swoją urodę. Nie tylko poprzez bolesne operacje, jak ta przez którą przeszła Yennefer, ale także przez codzienne używanie magicznych oraz niemagicznych kremów, dekoktów i innych specyfików, sięgając nawet po niewielkie iluzje. Oczywiście uroda jest rzeczą względną, o czym przekonują się nawet modelki Victoria’s Secret, dlatego niezbędny byłby przynajmniej jakiś osobowościowy magnetyzm i solidna reżyseria. Tymczasem obu tych rzeczy ledwie starczyło na główne czarodziejki w opowieści: Triss i Yennefer.

Zobacz również: TOP 5 – Filmy i seriale podobne klimatem do „Wiedźmina”!


2. Foltest

foltest

Fot. Netflix

Wykastrowanie jednego z najbardziej charakterystycznych władców Królestw Północy jest naprawdę trudne do uzasadnienia. Wysoki i przystojny Foltest jest bardzo ciekawą i złożoną postać, która świetnie pokazuje złożoność problemów świata wiedźmina. Inteligentny, waleczny i utalentowany dyplomata, był też rasistą, kobieciarzem oraz brutalem. Chociaż bywał bezduszny, nade wszystko kochał swoje dzieci, nawet te z nieprawego łoża.

Dlatego ukazanie go jako grubawego, niskiego i zapoconego typka, który bardziej niż rozmową zainteresowany jest ogryzaniem kości z kurczaka jest nie tylko strzałem w kolano dla twórców, ale także olbrzymią stratą dla serialu.


3. Chaotyczna chronologia

yennefer

Fot. Netflix

Zabawy z linią czasową są zarówno plusem, jak i ogromnym minusem serialu. Z jednej strony przyjemnie spinają całość, a także zaznaczają ambitne podejście twórców do materiału źródłowego. Z drugiej sprawiają, że poszczególne wątki są trudne w nawigacji, szczególnie dla widzów nieobeznanych z pierwowzorem. Jest to bolesne tym bardziej, że naprawdę nie trzeba było wiele, aby ten błąd poprawić. Myślę, że nikt nie obraziłby się chociażby o pojawiający się napis z miejscem i datą akcji. Kinematografia zna naprawdę wiele sposobów na zaznaczenie czasu i miejsca akcji, szkoda że tutaj nie sięgnięto po te bardziej dosadne.

Zobacz również: Najlepsze filmy Netflix Original! Ranking aktualizowany!


4. Nilfgaard

nilfgaard

Fot. Netflix

Największy twór państwowy, dysponujący jedną z największych i najbardziej zdyscyplinowanych armii. W serialu Nilfgaard jest zły, bo… jest zły. I już. W ich brutalności brakuje jakby sensu i uzasadnienia. I to jest opinia, którą słyszałam, zarówno ze strony osób obeznanych z dalszymi wydarzeniami, jak i tych spotykające się z siłami Nilfgaardu pierwszy raz. Właściwie trudno nawet wskazać konkretne mankamenty (poza zbrojami przypominającymi moszny), po prostu wszystkiemu brakuje jakiejś ogłady i doszlifowania detali.

We wszystkim bolą najbardziej dwie główne nilfgaardzkie postaci, jakie poznajemy w serialu: Fringilla oraz Cahir, którzy nie tylko zachowują się jak pomyleni szaleńcy, bredzący o Białym Płomieniu, ale także najwyraźniej stali się głównodowodzącymi potężnej armii. Obydwoje są niepotrzebnie brutalni, a ich fanatyzm wydaje się jakiś taki styropianowy. Ponadto całe aktorstwo Eamona Farrena ograniczyło się do chodzenia z miną człowieka, któremu w dzieciństwie zabrano ulubionego misia, więc po dziś dzień przemierza świat w poszukiwaniu zemsty.


5. Bitwa o Sodden

wiedźmin

Fot. Netflix

To masakra, która ominęła recenzentów. Większość dziennikarzy dostała bowiem pięć pierwszych odcinków do oceny, a twórcy chyba narysowali grubą krechę między materiałami dla redakcji a całą resztą (bagatela ledwie trzema pozostałymi odcinkami). Spadek jakości jest niemalże jak oberwanie kopytem Płotki na twarz.

Chociaż decyzja zekranizowania jednego z najważniejszych i najkrwawszych, zaraz obok rzezi Cintry, wydarzeń, wydaje mi się bardzo dobrą, o tyle poziom jej zrealizowania wydaje się masakrą na widzach. Bitwa o Wzgórze Sodden w książce przytaczana jest jako przestroga dla wszystkich. W serialu przypominała jedynie grupę larpowiczów, którzy za wcześnie odpalili fajerwerki. Boli nie tyle jej chaotyczność. Tę ostatecznie można zrzucić na karb ogólnego bałaganu wszelkich działań wojennych. Zabrakło w niej dramatyzmu i doniosłości, gdzieś przez okno wyskoczył też sens.

Warto dodać, że w książce wyróżniane są dwie Bitwy pod Sodden, jedna przegrana, druga zaś wygrana, chociaż wielkim kosztem. W ekranizacji trudno stwierdzić nawet, o którą właściwie chodzi. Dopiero wykrzykiwane przez czarodziei imiona, niczym pulsujące kropki na radarze, pozwalają na domysły, że twórcom chodziło o drugą bitwę. Rozumiem niechęć twórców do wiernego odtwarzania powieści. Niestety ostatecznie zamiast dramatycznego punktu wieńczącego sezon, otrzymaliśmy żałosny jęk zarzynanego stworzenia. Tu już nawet nie chodziło o większy budżet, co minimum wiedzy batalistycznej i taktycznej.

Zobacz również: Przebiegły Ewald Borsody z gry Wiedźmin 3: Serce z Kamienia – Wywiad z Mikołajem Klimkiem

Wiedźmin - kadr z serialu

Fot. Netflix

Do tych punktów oczywiście można także dopisać wiele innych drobiazgów z serialu. Chociażby smoka, który ogólnie jest jednym z lepszych CGI w filmie, jednak gdzieś w detalach okazuje się równie brzydki co najsłynniejszy złoty smok polskiej kinematografii. Ciśnie się też zarzut o zbyt małą swojskość i nie chodzi mi tu o wydumany brak słowiańskości, ale o taką subtelną baśniowość, jaka budowała się gdzieś między potworami z rodzimego folkloru. Ten, w zasadzie trudny do uchwycenia, klimat z babcinych historyjek czy mrocznych opowieści, jakimi jeszcze nie tak dawno straszono podrostki.

Jednak przy odrobinie talentu i rozsądku wymienione grzechy są do naprawienia! Mimo wszystko, to co serial pokazał najdobitniej to ogromny potencjał, zarówno samej historii, jak i twórców stojących za produkcją. W końcu nawet Gra o Tron w pierwszym sezonie zgrzytała i dopiero po kilku sezonach rozkręciła się do skali światowego fenomenu!

Dziennikarka

Z wykształcenia antropolożka kulturowa. Z pasji graczka, filmożerczyni i mól książkowy.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Beata pisze:

Aktor grający Foltesta ,Shaun Dooley jest 2 cm niższy niż Henry Cavil. Nie piękny może ale nie niski.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?