Advertisement
banner

Przemysł filmowy jako narzędzie propagandy

„Kino jest najważniejszą ze sztuk” – W.I. Lenin

Kino jako instrument propagandy zapewne kojarzy się nam głównie z siermiężnymi produkcjami PRL-u i przemysłem prania mózgów autorstwa Goebbelsa. I jest to założenie całkiem słuszne, bowiem w ciemnych latach XX wieku dwa totalitarne mocarstwa wykorzystywały film jako jedno z narzędzi wzmacniających reżim. Sam Goebbels mówił o „gwałceniu umysłu” i podkreślał, że aby machina perswazji była skuteczna, to przede wszystkim musi być totalna. Nic więc dziwnego w tym, że III Rzesza kontrolowała twórczość. Jednakże poza urabianiem własnych obywateli, dziesiątą muzę zaprzęgano również do kontroli podbijanych narodów. Każdy kojarzy chyba hasło „tylko świnie siedzą w kinie”, będące reakcją na seanse organizowane przez okupanta w Polsce.

https://chelsrenstem.files.wordpress.com/2013/05/hst1.png

„Wieczny Żyd” – film propagandowy nakręcony po kampanii wrześniowej w Polsce

Widz z kraju nad Wisłą niestety nie miał lekko: gdy już wojna się skończyła, wpadliśmy w szpony Stalina i w późniejszych latach trzeba było walczyć z urzędem cenzury. Mimo wszystko socrealizm nie przyjął się u nas, a w okresie komunizmu powstało zaskakująco wiele produkcji o dużej wartości artystycznej. Obecność takiego przeciwnika jak cenzura wymagała przystosowania, czego skutkiem ubocznym było powstanie dzieł bogatych w metafory. Tak naprawdę jednak zdarzały się też okresy odwilży, kiedy władza nie patrzyła filmowcom na rękę; trzeba też przyznać, że w Polsce nawet w okresach najmroczniejszego komunizmu kinowa propaganda nie osiągnęła takiego zasięgu i siły, jak w nazistowskich Niemczech czy bolszewickiej Rosji. Ciekawym przykładem krzywdzącej nasz kraj propagandy jest obraz z filmu „Lotna” Wajdy, który mocno wyrył się w podświadomości Polaków. Chodzi o scenę szarży kawalerzystów z szablami na czołgi. Mit powstał za sprawą włoskiego korespondenta wojennego chcącego oddać waleczność Polaków. Nazistowska propaganda wizję tę przejęła i wykorzystała w perfidny sposób, aż w końcu… po wojnie kłamstwo zostało po raz kolejny wyciągnięte z szafy i utrwalone przez filmografię PRL-u.

http://i0.wp.com/www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/aa4/lot4.jpg?resize=640%2C447

Kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą?

Patrząc na przykłady totalnej, czasem nieco siermiężnego, ale skutecznego przemysłu filmowego jako narzędzia propagandy XX wieku, możemy ulec złudzeniu, że współczesne kino jest wolne od politycznej agitacji. Prawda jest taka, że perswazja za pomocą filmu po prostu ewoluowała i jest trudna do uchwycenia, choć obecnie nie da się zmonopolizować przekazu – co już jest dużą tarczą przed manipulacją. Państwa i grupy interesów doceniają siłę kina i telewizji, bacznie obserwując pojawiające się przekazy. Myślę, że teza o cichym wspieraniu twórców dzieł korespondujących z polityką danego państwa nie jest teorią spiskową, a po prostu zimnym realizmem. To, że okres intensywnych działań politycznych i militarnych USA na Bliskim Wschodzie zbiegł się z wysypem komedii ośmieszających, oczywiście może być tylko przypadkiem, ale nie musi. A że kino nie jest obojętne na politykę, widać choćby po filmach szpiegowskich z lat 80.-90. trafnie przepowiadających strategie działania Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej.

http://i1.wp.com/static.geekweek.pl/cms/2014/12/miniatura_01-589cx205.jpg?resize=589%2C205

Sam Obama wykorzystał kontrowersje związane z „The Interview” w politycznych rozgrywkach

Kino buduje obraz danego kraju w świecie, stąd też w przypadku takiego kraju jak Polska temat jest istotny, gdyż nasza narodowa marka wciąż jest dość słaba. W naszym przypadku uwagę zwraca pewna krzywdząca asymetria w ukazywaniu historii, czego przykładem jest choćby skandaliczny obraz „Nasze matki, nasi ojcowie”. Jeszcze dwadzieścia lat temu emisja takiej produkcji zakończyłaby się skandalem, jednak poprzez stopniowe przesuwanie pewnych granic doszliśmy do momentu, w którym taki serial przechodzi właściwie bez echa. W tym kontekście przypomnę, że słowo propaganda wywodzi się z łacińskiego propagare, czyli „rozszerzać, rozciągać, krzewić„. Kto myśli, że to archaizm, niech zastanowi się nad obrazem historycznego kina Rosji i Ameryki. Czyż kinematografia Stanów Zjednoczonych w dużej mierze nie buduje pozytywnego obrazu tej potęgi? Jednakże pluralizm i pewna dojrzałość owocuje również powstawaniem obrazów rozliczających się z ciemnymi kartami z przeszłości USA. Zgadzam się jednak z Bogusławem Lindą, że w przypadku Polski powinniśmy najpierw (jak Amerykanie) nakręcić filmy eksponujące złote zgłoski naszej historii, a dopiero później rozliczyć się z tym, co było złe. Odwrotna kolejność jest nierozsądna, warto tutaj nie wychodzić przed szereg, tylko brać przykład z działań większych od siebie.

https://www.youtube.com/watch?v=MIl5dHs2zEI

Pamiętajmy, że propaganda to nie tylko filmy fabularne. Kroniki filmowe, paradokumenty i animacje również były zaprzęgane w służbę aparatom państwowym. Co ciekawe, animacje jako narzędzia perswazji na terenie ZSRR tworzone były już od lat 20. Należy jednak pamiętać o tym, że alianci również produkowali swoją propagandę, tak jak zresztą współcześnie robi to każdy potężny byt polityczny (np. Unia Europejska). Charlie Chaplin, choć stworzył „Dyktatora” ośmieszającego Hitlera, sam był na cenzurowanym ze strony rządu Stanów Zjednoczonych jako osoba rzekomo lewicująca. To chyba dobry przykład na to, że ciężko jest jednoznacznie określić, kto jest „dobry, zły i brzydki”.

https://www.youtube.com/watch?v=522qtqjSagM

Redaktor

Twórca cyklu "Powrót do przeszłości". Wielki miłośnik spaghetti westernów, kina szpiegowskiego i fantasy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?