Advertisement

Pod ostrzałem #5 – „Ant-Man” – zwieńczenie II Fazy MCU

Drodzy czytelnicy, zapraszamy Was do lektury piątej odsłony cyklu „Pod ostrzałem”. Tym razem na tapet bierzemy film będący zwieńczeniem Drugiej Fazy Filmowego Uniwersum Marvela, czyli „Ant-Mana” w reżyserii Peytona Reeda! Zapraszamy do zapoznania się z opiniami członków Movies Room, którym dane już było obejrzeć ten wakacyjny blockbuster. Nasze opinie i oceny uporządkowaliśmy w kolejności od najbardziej pozytywnych do negatywnych. Uwaga, zaczynamy!

Bartosz Tomaszewski – Redaktor Prowadzący

Ocenia na: 80/100

To w ogóle cud, że ten film powstał. Jak wiadomo, pierwotnie zająć miał się nim Edgar Wright, który nad filmem pracował bodajże od 2006 roku. Jenak w wyniku różnic zdań zrezygnował i Marvel musiał znaleźć kogoś na szybkości. Wybór padł na Peytona Reeda, gościa od komedii. I w sumie lepszego wyboru nie było, bowiem „Ant-Man” ma w sobie duży komediowy potencjał, co z resztą pokazano na ekranie. W efekcie film nakręcono, poskładano i oddano do kin w niecały rok. Produkcja wieńcząca Drugą Fazę Ekranizacji Komików Marvela okazała się być naprawdę dobrym filmem. Ba! To duży powiew świeżości w tymże uniwersum. Obsada spisała się naprawdę dobrze. Warstwa fabularna jest ciekawa i trzyma się kupy. Warstwa audiowizualna robi naprawdę dobre wrażenie. Jedynym mankamentem filmu jest słaby przeciwnik tytułowego bohatera, czyli Yellowjacket. Gość w tak świetnie zaprojektowanym kostiumie mógłby siać nieco większy postrach. Jednakże w ogólnym rozrachunku „Ant-Man” dostarczył mi masę dobrej zabawy i jeszcze bardziej nakręcił na „Civil War”!

Krzysztof Kóła – Stały Współpracownik

Ocenia na: 77/100

Ponieważ śmiertelnie poważne podejście do z natury karykaturalnego bohatera mogłoby się skończyć kompletnym fiaskiem, wytwórnia najwyraźniej zadecydowała, iż to właśnie zamierzony komizm może stać się kartą przetargową filmu. Produkcja opowiadająca o „Człowieku-Mrówce” jest bodajże najśmieszniejszym obrazem studia, tym niemniej nie wszystkie gagi występujące w trakcie seansu są świeże. Jednym z największych znaków zapytania przed premierą filmu był stopień wykorzystania koronnej umiejętności bohatera, tj. zmniejszania swych gabarytów do mikroskopijnych rozmiarów. Scen ukazujących zminiaturyzowanego Langa jest całe zatrzęsienie, w dodatku ich wizualne wykonanie to najwyższa marvelowska półka. Gdyby nie „siła blisko stukilowego człowieka”, jaką posiada heros, sekwencje rozgrywające się z użyciem specjalnych umiejętności Scotta jak żyw przypominałyby serię „Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki” czy rodzimego „Kingsajza”.  Główna oś wydarzeń w „Ant-Manie” bazuje na podwalinach kina rabunkowego, ze wszystkimi konsekwencjami tegoż wyboru włącznie. Pomimo iż sam motyw jest już nieco wysłużony, tak użycie go w komiksowej konwencji wypada zaskakująco odświeżająco. Czy bowiem któryś domorosły gangster z gangu Olsena czy innej grupy zapaleńców miał zdolność wchodzenia w strukturę subatomową czy powiększania przedmiotów na życzenie? Dla fanów popkultury znalazło się parę śmiesznych cameo, włączając w to jednego z członków zespołu „The Avengers” czy też niekwestionowanego króla torów, Tomka. Jak zatem widać, warto dać „Ant-Manowi” szansę, pomimo ewentualnych uprzedzeń wynikających z kontrowersyjnego charakteru postaci.

Patryk Supeł – Redaktor

Ocenia na: 70/100

Nowy film ze stajni Marvela, przynajmniej dla mnie, nie należy do tych najlepszych. Ocenę obniżyłem, ponieważ w porównaniu do ekranowych genez innych bohaterów nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak w 2008 roku „Iron Man”. Owszem, obraz był efektowny i proces zmniejszania tytułowego Człowieka-Mrówki robił wrażenie, tak samo jak jego sceny walki, to np. sam proces treningowy Scotta Langa (Paul Rudd) do bycia w pełni wyszkolonym superbohaterem był przykrótki. Obraz ratuje – jak wspomniałem – zastosowanie przyjemnych efektów specjalnych, powiew „świeże”j krwi i aktorstwo – tu trzeba z pewnością docenić komediową rolę Michaela Peñy w roli zabawnego Luisa. Jak to w filmach Marvela bywa, nigdy mi się nie znudzą smaczki, które w tym uniwersum zawsze były serwowane dla wiernych fanów – tak też było na seansie „Ant-Mana”. Natomiast ostatnia scena po napisach w reżyserii braci Russo stanowiła ciekawe nawiązanie do wydarzeń w „Captain America: Civil War”.

Szymon Góraj – Redaktor

Ocenia na: 70/100

Studio Marvel jak mało kto potrafi wyczuwać nastroje widzów. Po niesamowicie ekspansywnym promowaniu ostatnich „Avengersów” i nadchodzącego „Civil War”, odczuwając pewien przesyt, spuścili z tonu, prezentując nam „Ant-Mana”. Ruch ten był ryzykowny jedynie pozornie, bowiem kolejna produkcja wzbogacająca filmowe uniwersum Marvela posiada lekkość i subtelność, których z oczywistych względów brak największym superprodukcjom, takim jak właśnie „Czas Ultrona”. Znakomicie obsadzony główny bohater, Michael Douglas, jako skuteczne wsparcie z drugiego planu i absolutnie komediowy charakter, zbliżający „Ant-Mana” raczej do „Strażników Galaktyki”. Dużą słabością widowiska jest straszna nierówność: celne w większości gagi i świetne efekty specjalne przewijają się mimo wszystko na zmianę z bardzo nudnymi i mało porywającymi przestojami, do których niestety należą pretekstowe próby pogłębienia osobowości bohaterów. Gdyby patrzeć na „Ant-Mana” surowym okiem, można by było się kłócić, czy zasługuje on na miano dobrego filmu, jednak osobiście daję mu pewne bonusowe punkty za wniesienie powiewu świeżości do uniwersum.

Paweł Pajura – Stały Współpracownik

Ocenia na: 70/100

Po udanym filmie rozrywkowym, jakim była druga część „Avengers”, trudno oczekiwać od Marvela czegoś „więcej”. Dlatego „Ant-Man” zwalnia tempo w kinowym uniwersum po to, aby jeszcze bardziej je rozbudować, nie tracąc przy tym odpowiedniej dawki humoru. Tę produkcję można porównać do dobrego wina, którym się delektujemy po wyśmienitym posiłku, bądź też jako odpowiedni aperitif przed prawdziwą ucztą („Civil War”). Myślę, że każdy się ze mną zgodzi, że jedną z największych zalet tego filmu jest drugoplanowa postać Michaela Peñy. To jest jego film i rola życia. Poza tym świetnie przedstawiony „mikro” świat owadów (Antoni rządzi!), „młody” Michael Douglas i przedstawienie jego konfliktu ze Starkiem. Co do minusów produkcji mamy głównego złoczyńcę. Jest on postacią niewyrazistą i sprawia wrażenie osoby opętanej – tylko przez co? Chęć zemsty, chęć sukcesu? Akceptacji mentora? Do końca nie wiadomo… Zdecydowanie Marvel posiada na swoim koncie lepsze produkcje, ale jak dużo wad by „Ant-Man” nie posiadał, to należy pamiętać, że odpowiada za niego Kevin Feige i spółka, a co oznacza – dużo humoru, efektów specjalnych na wysokim poziomie i rozrywkę dla całej rodziny.

Piotr Piskozub – Stały Współpracownik

Ocenia na: 70/100

Człowieka-Mrówkę można lubić albo… lubić odrobinę mniej, przy czym mała skala ma w przypadku tego bohatera szczególne znaczenie. „Ant-Man” jest bardzo sprawnie zrealizowanym wakacyjnym blockbusterem, dostarczającym solidnej porcji rozrywki. Choć nie ustrzegł się przed pewnymi mankamentami (włodarze Marvela – czas zrównać się do DC w zakresie budowania charyzmy złoczyńców!), film Peytona Reeda broni się karkołomnym, ale skutecznym synkretyzmem gatunkowym: mamy tu heist film, elementy dramatu, komedii czy kina sensacyjnego. Przeuroczy Paul Rudd w tytułowej roli próbuje wnieść do historii dawkę humoru, ale bije go na głowę Michael Peña z jego wiecznie niespokojnym, roztargnionym sposobem bycia (a i kilka stereotypów na temat Latynosów przy okazji doskonale obnaża). Reed w wielu miejscach idzie na skróty, bezpieczną drogą, kopiując z poprzednich filmów Marvela. Mimo to ich kinowe uniwersum potrzebowało świeżości, którą wprowadził weń Człowiek-Mrówka: to doskonały punkt wyjścia do kolejnego etapu ekranowych przygód Mścicieli. Ten „Mały, ale wariat” (polskie hasło promocyjne jest jednym z największych wygranych obecności „Ant-Mana” w rodzimych kinach) będzie musiał zmierzyć się teraz z charyzmą sławniejszych kolegów. Dopiero to spotkanie będzie papierkiem lakmusowym dla kinowej (nie)wielkości postaci Człowieka-Mrówki.

Piotr Pocztarek – Stały Współpracownik

Ocenia na: 65/100

Dwugodzinny „Ant-Man” wykorzystuje wielokrotnie sprawdzoną formułę introdukcji nowego bohatera: godzinna geneza i godzina akcji. O ile w pierwszym „Kapitanie Ameryce” to właśnie origin zachwycał, a akcja słabowała, tak w „Ant-Manie” jest zupełnie odwrotnie. Pierwsza godzina niemiłosiernie przynudza, starając się nam na siłę wmówić, jak bardzo sympatyczny jest pokrzywdzony przez los bohater, który w wyniku niesprzyjających okoliczności trafił do paki i stracił relację z ukochaną córeczką. Godzina ta wypełniona jest na dodatek wymuszonym, siermiężnym humorem. Na szczęście kiedy Rudd przywdziewa kostium i rozpoczyna treningi, film nieco się ożywia. Jest lekko, bywa zabawnie, ale też bardzo zero-jedynkowo – widać, że kolejne segmenty ciosane są topornie, a film wyraźnie cierpi na syndrom zbyt wielu scenarzystów (ma ich aż czterech, w tym odtwórcę głównej roli). Końcowe sekwencje potrafią na szczęście porwać i zadowolić pomysłowością. Przedsmak mieliście w trailerze: bitwa na zabawkowej kolei, walka w zamkniętej walizce pełnej gadżetów czy wreszcie wykorzystanie legionu mrówek do przeprowadzenia złodziejskiego skoku. Chociaż od połowy ogląda się go zupełnie bez bólu, to ckliwa wymowa końcówki przypomina widzowi, co ogląda, i pozbawia wszelkich złudzeń, że z bezpieczną formą ktoś zdecyduje się jeszcze porządnie poszaleć. W efekcie otrzymujemy bardzo przewidywalny, kameralny film, prawie że familijny, ze wszystkimi tego konsekwencjami – pozytywnymi i negatywnymi.

Tomasz Rewers – Redaktor Naczelny

Ocenia na: 60/100

„Ant-Man” bezsprzecznie nie przejdzie do historii jako jeden z lepszych filmów Marvela. Wątek głównego bohatera równie co zabawny, jest bardzo przewidywalny, ciężko więc poczuć jakiekolwiek zaskoczenie podczas seansu. Na aprobatę zasługują fenomenalne efekty audiowizualne, gra aktorska oraz bardzo kreatywne zdjęcia. Film jest po prostu poprawny. Widać, że reżyser Peyton Redd, tworząc swój superbohaterski obraz, czerpał garściami z poprzednich marvelowskich hitów, wybierając z nich stałe składniki jak poczucie humoru i tempo akcji, brakuje jednak w tym wszystkim iskry indywidualności… „Ant-Man” spełnia jednakże swoją najważniejszą rolę, podsycając apetyt na „Civil War”!

Redaktor

Miłośnik kina, gier wideo i komiksów. Online 24/7. Redaktor prowadzący działów: Recenzje premier, Powrót do przeszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?