Advertisement



Catherine: Full Body – remaster idealny? Pierwsze wrażenia z rozgrywki!

Oryginalna Catherine’a podbijała serca miłośników niesztampowych gier w 2011 roku, gdy to debiutowała na PS3 oraz X360. Twórcy gry zapowiedzieli pod koniec 2017 roku wersję odświeżoną, wyłącznie na PlayStation 4 oraz PlayStation Vita (pamiętacie jeszcze o tej konsolce?). Gracze z Japonii już od lutego mogą cieszyć się tym tytułem, zaś Europejczycy wraz z Amerykanami muszą uzbroić się w cierpliwość. Catherine: Full Body zadebiutuje na rynku dopiero 3 września, jednak dzięki uprzejmości Cenegi, mogliśmy już przetestować remaster tej wyjątkowo oryginalnej gry.

Fala wątpliwej jakości remasterów zaczęła zalewać rynek wraz z pojawieniem się PlayStation 3. Mało który wydawca silił się na dodanie bonusowej zawartości, tak więc ten kto zdecydował się na zakup jakiegoś remastera, dostawał zwyczajnie tytuł z PS2 podbity do HD. W myśl zasady zarobić, a się nie narobić, możnaby rzec. Przy przesiadce na PS4 niewiele się zmieniło. Wystarczy powiedzieć, że chyba jedyna odświeżona wersja, na jaką warto zwrócić uwagę to pierwsza część Uncharted i to tylko dlatego, że w oryginale nie mieliśmy polskiego dubbingu, a w remasterze już tak. W przypadku Full Body po raz pierwszy mamy do czynienia z remasterem na tak szeroką skalę. To nie tylko podbicie rozdzielczości celem sprzedania drugi raz tego samego, o nie. Gra obfituje w nowy kontent, który przyciągnie do siebie zarówno nowe grono odbiorców jak i tych, którzy Catherine już mieli przyjemność poznać.

Zobacz również: TOP 30 – Najlepsze gry na PlayStation 3!

Japońskie gry mnie jakoś nigdy specjalnie nie kręciły. Czynnikiem decydującym przy daniu szansy Catherinie było to, co zapewne u większości graczy o podobnym stosunku do produkcji z kraju kwitnącej wiśni. Bo cóż tak nie przyciąga samców, jak roznegliżowane dziewczęta? Fabuła oryginału była właściwie taka, jakiej możnaby się spodziewać po grze z Japonii. Specyficzna, oryginalna, pokręcona i na swój dziwaczny sposób diabelnie intrygująca. Jest sobie Vincent, który stoi w rozkroku między ożenkiem ze swoją długoletnią dziewczyną, Katheriną, a luźnym życiem bez zobowiązań. Pewnego wieczoru w swoim ulubionym barze spotyka blondwłosą, kuso ubraną niewiastę imieniem… Catherine’a. Jakby tego było mało, Vincenta męczą bardzo realistyczne koszmary, w których musi… wspinać się po wieży z klocków. Fajnie, prawda? Rozgrywka to nic innego jak połączenie popularnych w Azji visual novel z grami logicznymi.

Full Body wprowadza przede wszystkim do fabuły trzecią dziewczynę, widoczną na powyższych screenach Qatherinę. Więc jeśli myśleliście, że historia w oryginalne była odjechana, japońscy scenarzyści raz jeszcze was mile zaskoczą. Z demówki, w którą przyszło mi grać, ciężko jednoznacznie ocenić jak bardzo fabuła będzie się różnić od tej przedstawionej w 2011 roku. Bo nie ukrywam, iż w klasycznej Catherinie ciężko było się do czegoś przyczepić pod tym względem. Świetnie oglądało się ten ekranowy miłosny trójkąt i obawiam się, że twórcy robiąc z niego czworokąt mogą ociupinkę zbytnio namieszać. Jaki będzie efekt finalny – okaże się 3 września. Naprawdę sympatycznym dodatkiem są sceny retrospekcji, w których poznajemy historię związku Vincenta i Katheriny. Masa nowych filmików wydłuży czas obcowania z tą produkcją o dobre 2-3 godziny.

TOP 20 – Najstraszniejsze gry ostatnich lat!

Poza zmianami fabularnymi, najważniejszym usprawnieniem w Full Body jest w moim mniemaniu znaczne ułatwienie pewnych elementów rozgrywki. Z pozoru to tylko zmiany kosmetyczne, a jednak robią kolosalną różnicę. Dodanie widoku na Vincenta gdy ten znajduje się z tyłu planszy, a i nawet sam telefon naszego bohatera i znacznie łatwiejsze pisanie smsów oraz dostęp do wszystkich przerywników filmowych – małe rzeczy, a cieszą. Jeśli kogoś przerośnie wspinanie się po klockach i będzie wolał skupić się na aspekcie fabularnym, czeka na nich nowy poziom trudności, z którym poradzi sobie nawet fan Fortnite’a Call of Duty. Natomiast w drugą stronę, ci, którzy od 2011 roku grali tylko w Catherinę i znają każdą planszę na hardzie na pamięć, niech się nie obawiają. Twórcy przygotowali specjalny tryb, w którym występują złączone bloki, mające znacznie urozmaicić rozgrywkę – niestety, tej wariacji przetestować nie zdążyłem. Graficznie gra się broni, trudno tu zresztą o super realistyczną grafikę, gdy mówimy o grze wzorowanej na anime.

Tak więc Catherine: Full Body zapowiada się doprawdy zacnie. Obok The Last of Us 2 i nadchodzącego wielkimi krokami Crash Team Racing Nitro-Fueled, to tytuł na który czekam najbardziej w tym roku. I dla tych którzy znają Catherinę i dla tych, którzy nie mieli przyjemności jej poznać, a są znudzeni ciągłymi strzelankami czy platformówkami, powinna to być produkcja must have. Remaster, o który nie robiliśmy absolutnie nic, parafrazując klasyka.

Catherine: Full Body pojawi się na rynku 3 września, wyłącznie na PlayStation 4

Ocena wstępna: 95/100

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?