Czy warto zagrać w Pokemon Sword/Shield DLC Part 1 – The Isle of Armor?

Idąc tropem niemal każdej wydawanej dzisiaj gry, również i Pokemony doczekały się DLC.

Temat kontrowersji, które wzbudziła decyzja twórców odnośnie najnowszej odsłony Pokemonów, poruszony w swych recenzjach został przez sporą część graczy i dziennikarzy. Chodziło o brak możliwości złapania wszystkich stworków. Twórcy zarzekali się, że decyzja ta nie ma nic wspólnego z ewentualnym DLC… Ale chyba jednak miała, bo w The Isle of Armor powraca ponad setka znanych i lubianych Pokemonów. Miód dla uzależnionych od nostalgii fanów (Alakazam! <3). Dostajemy także kilka całkowicie nowych Poksów i form Gigantamax. Co ciekawe, gracze, którzy nie pokuszą się na zakup dodatku, wciąż będą mogli wymienić się za nowe stworki z graczami, którzy DLC ograli. Na pewno jest to sympatyczna opcja, która być mogła – ale nie musiała.

Zobacz również: Pokemon Sword/Shield – recenzja gry. Nowa konsola, stare Poki!

Po zainstalowaniu dodatku, dostajemy wiadomość w grze, że mamy możliwość udania się do nowego regionu. Powiedzieć, że gracze dostaną nowy wątek fabularny, to zdecydowana hiperbola. Wątek jest, ale jest bardzo krótki. By go rozwiązac, wykonamy oczywiście szereg klasycznych dla serii zadań i stoczymy kilka walk z trenerami. Isle of Armor skupia się bardziej na przedstawieniu graczom nowych mechanik. W dodatku dostajemy między innymi nową maszynę do tworzenia przedmiotów (Cram-o-matic), możliwość ugotowania Max Soup, nowe ruchy i przedmiot o nazwie Exp. Charm. Oczywiście, nie zabrakło również, jak to lubię nazywać, kosmetyki – nowych ciuchów, fryzur czy modyfikacji roweru bohatera. Mamy tu też sympatyczny sidequest polegający na znalezieniu 151 Diggletów, rozproszonych po wyspie. Największą zaletą Isle of Armor bez wątpienia jest możliwość swobodnej eksploracji. Cała wyspa to właściwie Wild Area. Brak ograniczeń narzuconych na gracza skutkuje bardzo relaksującymi i przyjemnymi doświadczeniami czerpanych z poznawania nowej wyspy.

Zobacz również: Pokemon Let’s Go – recenzja wyjątkowo nostalgicznego powrotu do dzieciństwa

Dodatek Isle of Armor wzbudził we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, twórcy mogli umieścić content tego DLC do podstawowej wersji gry. W końcu, nie ma tu żadnej rewolucji, a wymówki o trudności w animowaniu wszystkich stworków były – jak widać – tylko chwilowymi wymówkami, by zażądać kilka miesięcy później dodatkowej forsy od graczy. DLC kupujemy w pakiecie, za 140 złotych, a drugi region odblokujemy dopiero na jesieni. Wciąż, część pierwsza – Isle of Armor – daje bardzo sympatyczne doznania płynące z rozgrywki. A jak ktoś ma deficyt nostalgii, to dodana setka dodanych tu Pokemonów starszych generacji pewnie też do niego przemówi. Jeśli ktoś naprawdę pokochał Pokemon Sword/Shield i zwariował na jego punkcie – okej, bez dwóch zdań powinien zaopatrzyć się w dodatki. Reszta graczy – już niekoniecznie.

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?