Imperium jako archetyp państwa kapitalistycznego? Rozważania po seansie Solo

Wojna paliwowa i wolnorynkowa konkurencja

Republika upada, Imperium odziedzicza jej struktury, lecz bynajmniej nie przejmuje wszystkich jej kontaktów, zasobów i włości. Co więc naturalne w sytuacji dążności do absolutnej hegemonii, dochodzi do otwartych konfliktów i wojen o surowce oraz terytorium. W Solo tę kość galaktycznej niezgody stanowi natomiast Coaxium, czyli nic innego jak niezwykle drogocenne paliwo, zdolne napędzić największe i najpotężniejsze liniowce. To ono też napędza cały obserwowany w filmie konflikt i to ono jest jednym z najbardziej „chodliwych” towarów na rynku, nawet w postaci najmniejszych próbek, które – jak kilkukrotnie się dowiadujemy – mogą zapewnić posiadaczowi małą fortunę.

Fot. kadr z filmu Solo / Disney

Fot. kadr z filmu Solo / Disney

Czy coś wam to przypomina? Mam nadzieję, że tak i że nie muszę mówić, jak istotną rolę we współczesnym świecie pełni ropa naftowa, kto za nią gania, co się robi, aby ją zdobyć i skąd w ogóle się ją wydobywa. Podobnie jak klasyczne państwo kapitalistyczne (tu uosabiane przez Stany Zjednoczone) dąży do zapewnienia sobie kontroli nad światem poprzez kontrolę nad surowcami, tak Imperium dąży do zmonopolizowania zasobów Coaxium, które prócz praktycznego zastosowania, pełni także rolę waluty. Jednak sugestia, że sama wojna paliwowa jest wystarczającym przyczynkiem do uznania Imperium za archetyp państwa kapitalistycznego, byłaby z mojej strony mocnym nietaktem. W końcu zasoby są potrzebne każdej instytucji państwowej, niezależnie od jej charakteru i przyjętego ustroju gospodarczego. Spójrzmy jednak na to, co dzieje się dalej.

Imperium nie jest bowiem osamotnione w staraniach o zapewnienie sobie tego drogocennego minerału – naprzeciw niego stają wszelkie Syndykaty na czele ze Szkarłatnym Świtem, które również posiadają ambicję roztoczenia nad galaktyką kontroli totalnej. Ciekawy w tym przypadku jest jednak fakt, że choć obie strony walczą o to samo, czyli de facto konkurują ze sobą, to nie dochodzi między nimi do żadnego bezpośredniego sporu. Z wypowiedzi Drydena Vosa dowiadujemy się ponadto, że skok na skarbce Imperium jest niemożliwy, tak samo zresztą, jak i rabunek nierafinowanego Coaxium z Kessel, będącego pod kontrolą zaprzyjaźnionych łowców niewolników. Stąd wynika więc wniosek, że choć gra toczy się o władzę absolutną, to wszystkie strony respektują się wzajemnie i zdają się funkcjonować na zasadzie typowej wolnorynkowej konkurencji, stanowiącej przecież podstawową cechę kapitalizmu.

Na potwierdzenie tej tezy przytoczę również nieco późniejszą sekwencję, w której na pomoc ograbionym z Coaxium Kesselczykom przybywa imperialny Niszczyciel. Na pierwszy rzut oka akt ten może wydawać się bez znaczenia, a w myśli samych twórców mógł stanowić po prostu czasową zapchajdziurę i chęć zapewnienia zajęcia dla kultowego Sokoła Millenium. Jeśli jednak uzmysłowimy sobie, że Imperium nie posiadało stałego kontaktu z kolonią górniczą na Kessel, ani tym bardziej nie roztaczało nad tą placówką żadnej ochrony i jurysdykcji, to dojdziemy do wniosku, iż to, co właśnie zaobserwowaliśmy, było udzieleniem niezbędnej pomocy biznesowemu partnerowi. Kesselczycy wydobywali Coaxium i sprzedawali je temu, kto da za nie najwięcej. Imperium natomiast chętnie korzystało z ich usług, nie traktując jednocześnie tej planety w kategorii terytorium zależnego. Gdyby było inaczej to, pomimo iż nie dysponowało ono jeszcze takimi siłami jak chociażby w Nowej nadziei, bez problemu mogłoby rozprawić się z garstką lekko uzbrojonych maruderów i przywłaszczyć sobie niniejsze terytorium. Dlaczego więc Imperium nie podjęło takiego kroku? Dlatego, że wolnorynkowa wymiana dóbr stanowiła na tym etapie rozwoju najkorzystniejszą opcję z możliwych.

Zobacz również:  Gwiezdne Wojny – rzeczy, które prequelowa trylogia zrobiła lepiej od oryginalnej

Sytuacja w galaktyce po upadku Republiki przybrała zatem formę gry wolnorynkowej o ograniczonym zaufaniu. Zarówno Imperium, jak i wszystkie Syndykaty uznawały swoje istnienie, nie próbowały doprowadzić do wzajemnego unicestwienia oraz wyrażały chęć czy też rynkowy mus konkurowania. Nie wspierały się co prawda w rozwoju, ale też sobie w nim nie przeszkadzały. O podsumowanie takiego stanu rzeczy pokusiła się nawet sama Enfys Nest, która stojąc w opozycji do wszystkich galaktycznych kapitalistów, musiała zachować w miarę trzeźwy ogląd sytuacji. Pamiętacie? To te słowa wypowiedziane w ostatnim akcie na Savareen, według których „Imperium i Syndykaty ramię w ramię podbijają kolejne światy przy użyciu Coaxium”. Mam nadzieję, że w tej sprawie nie potrzeba już więcej wyjaśnień.

Redaktor

Najbardziej tajemniczy członek redakcji. Nikt nie wie, w jaki sposób dorwał status redaktora współprowadzącego dział publicystyki i prawej ręki rednacza. Ciągle poszukuje granic formy. Święta czwórca: Dziga Wiertow, Fritz Lang, Luis Bunuel i Stanley Kubrick.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Radek Folta pisze:

Najciekawsze spojrzenie na Solo, jakie znalazłem w necie.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?