Kultowe Seriale #4 – Rodzina Soprano

Ikona telewizji, popkulturowy fenomen, najlepszy serial XXI wieku – przez te prawie dwadzieścia lat od premiery jedynego w swoim rodzaju hitu HBO na jego temat powiedziano wiele. I nie były to bynajmniej słowa rzucane na wiatr. Przez 86 epizodów, 6 sezonów i około 8 lat serial Davida Chase’a śledzony był przez miliony Amerykanów, ustanawiając kolejne rekordy, wytyczając nowe standardy, a przede wszystkim inicjując złote czasy jedenastej muzy, które trwają po dziś dzień. Przed wami Rodzina Soprano!


Ciężkie jest życie gangstera

Przekonuje się o tym główny bohater i głowa tytułowej Rodziny Soprano – Tony. Na co dzień zmagać się musiał nie tylko z domowymi problemami – martwić o przysparzające problemy dzieci, opiekę nad upierdliwą matką – ale także doglądać interesów swojej drugiej, mafijnej rodziny. Nagromadzenie wszystkich tych kłopotów powoduje, że w protagoniście gwałtownie wzrasta stres, co prowadzi do pozbawiających go przytomności ataków paniki. Tony nie widzi zatem innego rozwiązania, musi udać się na terapię do psychologa, co niekoniecznie spodobać się może pozostałym członkom familii.

Rodzina Soprano

Kadr z serialu Rodzina Soprano


Pierwszy serialowy antybohater

Dzięki takiemu zawiązaniu akcji Chase zaprezentował nam całkiem nowe spojrzenie na gangstera będącego w poważnym kryzysie. Przez kilkadziesiąt lat kino pokazało nam różne oblicza członków mafii, lecz nigdy nie mogliśmy się zmierzyć z ich myślami, refleksjami, motywacjami, tak jak serialowa doktor Melfi, która siedząc naprzeciw Tony’ego podczas kolejnych spotkań poznaje Soprano zarówno jako męża i ojca, jak głowę grupy przestępców. Główny bohater tej produkcji nie jest w żaden sposób wzorem godnym naśladowania. Coraz to nowsze kochanki, łamiąca prawo działalność, uzależnienia – świadczą o tym, że Tony nie jest dobrą osobą, a bez cienia wątpliwości możemy stwierdzić, że to socjopata. Jednakże te sekwencje, w których obnaża przed terapeutką swoje wnętrze, sprawiają, że nie sposób nie darzyć go sympatią, czy nie okazywać choćby grama współczucia. Przywódca z Newark jest niczym tykająca bomba – nie wiemy, kiedy z wielkiego wesołka zamieni się w pełnego nienawiści i złości bydlaka. Wcielający się w niego, nieżyjący już dzisiaj James Gandolfini dał nam tym samym jedną z najlepszych kreacji w historii, będącą później inspiracją dla wielu odtwórców antybohaterów innych serialowych dzieł. Sam Bryan Cranston po śmierci Gandolfiniego oświadczył, że bez brawurowo odegranej postaci Soprano, zapewne nie mielibyśmy do czynienia z Walterem Whitem z Breaking Bad.

Rodzina Soprano

Fot. HBO


Gangsterzy nam bliscy

Ojciec Chrzestny kilkadziesiąt lat temu zapoznał nas z całkiem nowym obliczem włoskiej familii – pełnej honorowych, otoczonych szacunkiem przywódców, dla której członków to właśnie rodzina jest najważniejsza. Rodzina Soprano skutecznie kontynuuje proces demitologizacji szlachetnych gangsterów zainicjowaną przez Martina Scorsese w Chłopcach z ferajny. Jednakże wciąż jest im daleko do tych obrzydliwie bogatych łotrów pokroju Henry’ego Hilla. David Chase zaoferował nam po prostu obraz zwyczajnych ludzi zamieszkujących New Jersey, którzy mają swoje problemy, dylematy, przywary. Dla niektórych liczą się rodzinne więzi, dla innych z kolei to mamona jest najważniejszym dobrem i często szukają okazji, byleby się wzbogacić czyimś kosztem. Tym samym otrzymaliśmy przegląd świetnie napisanych, zróżnicowanych charakterów, z których prawie każdy otrzymuje swoje przysłowiowe pięć minut. Wybranie do obsady byłych recydywistów było strzałem w dziesiątkę, gdyż pomysł ten nadał niektórym postaciom jeszcze więcej wiarygodności – przykładem tego jest chociażby wcielający się w Pauliego Tony Sirico.

Fot. HBO

Rodzina Soprano to jednak nie tylko gangsterska epopeja, ale też w dużej mierze dramat rodzinny. Skłamię, jeśli powiem, że gangsterskie porachunki podobały mi się bardziej od rodzinnych sprzeczek, problemów, dylematów. Relacje między bohaterami przez wszystkie sezony były świetnie rozwijane i kiedy w końcu dochodzi do scen kumulacji, zbieranie szczęki z podłogi może być bardzo trudne. Nigdy nie zapomnę sekwencji pogrzebu w drugim sezonie, ostrej kłótni Tony’ego z Carmelą w finale czwartego, czy też epizodu z pozornie sielskim wypadem nad jezioro. Po kilku odcinkach widz jest w stanie tak wsiąknąć w zaprezentowaną przez Chase’a historię, że niejednokrotnie czuje, jakby sam siedział z bohaterami przy jednym stole, czy też przebywał z nimi w tym samym pomieszczeniu.

Fot. HBO

Początek serialowej złotej ery

Co jeszcze zadecydowało o tak sporym sukcesie komercyjnym i artystycznym Rodziny Soprano? Jako że serial emitowany był przez stację kablową, twórcy mogli sobie pozwolić na ogromną swobodę twórczą nieograniczoną regułami telewizji naziemnej. Dzięki temu jako pierwszy serial obfituje w imponującą liczbę wulgaryzmów (szacowanych na około 3200), erotycznych oraz brutalnych scen, które w późniejszych latach stały się wizytówką HBO. Rodzina Soprano świetnie sprawdzała się jako obraz Ameryki przełomu tysiąclecia, nierzadko komentując wydarzenia rozgrywające się w Stanach oraz poruszając problemy, z którymi musieli się mierzyć ich mieszkańcy. W serialu nie obyło się także bez rozmaitych odniesień do popkultury, a przede wszystkim wspominanych wcześniej gangsterskich klasyków. Klakson grający muzykę Nina Roty, jeden z bohaterów często cytujący kwestie Michaela Corleone? Proszę bardzo!

Fot. HBO

Chase zaprezentował nam także zupełnie nowy sposób kreowania i rozwijania bohaterów, który powinien służyć jako dobra lekcja dla serialowych scenarzystów przy tworzeniu kompleksowych historii. Twórca perfekcyjnie bawił się także z przyzwyczajeniami widza, czego koronnym przykładem bez wątpienia jest finałowa sekwencja, do dziś robiąca cholernie duże wrażenie i uznawana za jedno z najlepszych zakończeń telewizyjnych produkcji w ogóle. Rodzina Soprano tym samym wędrując ścieżką wytyczoną przez Twin Peaks Davida Lyncha wywyższyła poziom seriali do rangi dzieła sztuki przebijając tym samym rekordy popularności przy kilkunastomilionowej wówczas widowni. Ja jedyne, czego żałuję w związku z tym arcydziełem, to fakt, że nie dane mi było dorastać razem z bohaterami przez te osiem lat. Obok Breaking Bad to dla mnie przykład utworu kompletnego, do którego będę jeszcze kilkakrotnie wracał.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Redaktor

W kinie szuka pozycji, która przebije Pulp Fiction, w telewizji - Breaking Bad oraz Rodzinę Soprano, w świecie gier - serie Bioshock oraz God of War.
Kontakt: [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?