Advertisement

Największe rozczarowania branży gier w 2018 roku

Poza świetnymi, growymi doświadczeniami, rok 2018 obfitował w niemałą ilość kontrowersji i zawodów. Oto największe rozczarowania branży gier ubiegłego roku.


Zobacz również:

TOP 10 – Najlepsze gry 2018 roku!

TOP 20 – Najlepsze polskie gry!

Najbardziej oczekiwane gry 2019 roku

Najlepsze gry i największe rozczarowania 2018 roku według redakcji Movies Room


Fallout 76 – jak nie robić gier i zrazić do siebie graczy

W 2018 roku o Bethesdzie mówiło się bardzo dużo, choć na pewno nie w takim kontekście, w jakim chcieliby autorzy m.in. Skyrima czy Fallouta 4. Firma, przy okazji premiery ich najnowszej produkcji, czyli Fallouta 76, popełniła chyba wszystkie możliwe błędy pr-owe i zraziła do siebie nawet największych fanów. Gracze, mimo niepozbawionej wad poprzedniej produkcji postapo od studia, nadal wyczekiwali kontynuacji, a dostali kompletnie niedopracowany produkt. Gra przez liczne błędy w dniu premiery była praktycznie nie grywalna, a kolejne łatki nie do końca to poprawiały. Nie sprawdził się również model rozgrywki, gdzie pozbyto się NPC-ów, a ich rolę przejęli gracze. Wszystko to złożyło się na bardzo kiepską sprzedaż Falluta 76 – nawet o 80% gorszą niż Fallouta 4. Nic więc dziwnego, że gra taniała z dnia na dzień, a teraz możemy ją kupić za 1/4 ceny. Na pewno nie uszczęśliwiło to fanów uniwersum Fallouta, którzy kupili grę w dniu premiery. Bethesda przy okazji swojej nowej produkcji popełniła również kilka innych faili – do edycji kolekcjonerskie dołączała nylonową torbę, choć w opisie obiecywano płócienną, a przez nierozwagę upubliczniono prywatne dane graczy. Oj, Bethesdo, Bethesdo… (M. Chrzczonowski)

rozczarowania 2018

Fot. Bethesda

Battlefield V – poprawność polityczna

Choć Battlefield V to całkiem dobra gra – rozgrywka oraz multiplayer trzymają poziom, który od zawsze gwarantuje seria – to nie można już tego powiedzieć o historii zaprezentowanej w trybie dla pojedynczego gracza. Studio DICE – prawdopodobnie pod naciskiem wydawcy, który obawiał się kontrowersji – całkowicie poddało się trapiącej ostatnio świat nadmiernej poprawności politycznej. Dlatego też w grze, która miała przedstawiać wydarzenia z II wojny światowe, dostaliśmy jawnie zakłamaną historię. Na każdym kroku twórcy omijają lub przeinaczają tu fakty, aby tylko nikt nie poczuł się urażony. Nie powinno mieć to miejsca w produkcji ukazującej tak straszny okres w historii świata. Co jeśli gracze nie bardzo zaznajomieni z historią po przejściu kampanii w Battlefieldzie V pomyślą, że tak było naprawdę? (M. Chrzczonowski)

rozczarowania 2018

Fot. EA DICE

Metal Gear Survive – bardzo survive, ale Metal Gear to wcale

MGS to tytuł, który z łatwością może wciągnąć gracza na godziny dobrej zabawy, tak samo w systemie multiplayer jak i w trybie dla pojedynczego śmiałka. To ciekawy, trzymający w napięciu i interesujący survival. Pomysł fabuły jest trochę naciągany i od czapy, ale nie na tyle, by zniechęcić gracza do posuwania się w nim naprzód z zainteresowaniem. Jest jednak grzech, którego wielbiciele serii najwyraźniej nie wybaczyli dotąd Konami – nazwali grę Metal Gear i stworzyli coś, co nijak Metal Gearem nie jest. W sposobie rozgrywki, prowadzeniu fabuły i walki. Jakkolwiek można epatować sympatią w stronę MGS, tak nazwanie tej produkcji chociaż spin-offem serii jest już mocno naciągane. To pokazało, że Konami bez Kojimy jest trochę jak rodzinny, świąteczny obiad bez babci, która mówi, żebyś zjadł więcej a potem jeszcze wziął sobie ciasto – niby fajnie, ale czegoś bardzo tu brakuje. I nie ratuje tego nawet zaszyfrowana wstawka twórców, wyśmiewająca głównych projektantów i życząca Hideo wszystkiego dobrego. Chociaż przyznaję – to troll na wysokim poziomie, godnym potomków samurajów! (M. Rugała)

fot. pushsquare.com

Agony – agonia po obu stronach ekranu

Pamiętam przedpremierowe trailery i muszę szczerze przyznać, że robiły na mnie wrażenie. Mroczny, spaczony, wyrazisty klimat i fabuła inspirowana jednym z najstarszych tekstów jakie zna świat. Wszystko to napędził sukces Madmind Studio na Kickstarterze – zebrali blisko trzykrotność kwoty docelowej. Agony miało być nie tylko produktem branży gamedevu – miało aspiracje do stania się małym dziełem w jak najbardziej artystycznym tego słowa znaczeniu. Kompozycja dekompozycji świata przedstawionego dorównująca Beksińskiemu, ale mniej chłodna, a zdecydowanie złowroga. Tajemniczy bohater, który okazuje się być biblijną postacią. Odważne obrazy i koncepcje przedstawione w grze i nastrój survivalu, który ciężko porównać do czegokolwiek co dotychczas się ukazało. Ale… coś nie pykło. Efekt końcowy przypomina niestety wersję alfa – twórcy pozostawili sporo niedociągnięć. Wiele rzeczy w fizyce, grafice i samej – ogółem – grywalności nie działało tak jak powinno, a autorzy z prawie wszystkich najciekawszych elementów rozgrywki zdążyli się wystrzelać jeszcze w zwiastunach. A szkoda, produkcja miała potencjał, mimo że czegoś zabrakło w wykonaniu. Miało być diabelsko ciekawie, a po kilku godzinach niektórzy gracze narzekali, że jest piekielnie nudno. (M. Rugała)

fot. materiały promocyjne Agony (2018)

PlayStation Classic – wybrakowany gadżet dla nostalgicznych fanów

Moda na nostalgię i istny powrót do przeszłości nie przemija. Owocem tego niebywałego trendu są między innymi mini wersje starszych konsol. Po Nintendo NES oraz Nintendo SNES w wersji kieszonkowej, dostaliśmy miniaturkę pierwszej konsoli Sony. O ile PlayStation 4 pozostaje królem w kwestii oferowanych gier, tak PlayStation Classic wydaje się być nie do końca przemyślanym projektem, żerującym na nostalgii graczy, robionym po łebkach. Za rogiem kolejna generacja konsol i Microsoft robi wszystko, aby nie zaliczyć falstartu i przekonać zatwardziałych fanów Sony swoim podejściem do graczy. Sony musi wyciągnąć wielkie działa, aby im przeszkodzić, a zrezygnowanie z E3 oraz ubogie PS Classic niestety podważa autorytet tego giganta. Tak ważna konsola jak pierwsze PlayStation, zasługiwała na bardziej jakościowy hołd. (K. Wdowik)

Fot. materiały prasowe

Upadek Telltale Games – smutny koniec przygodówek

Swój niespodziewany koniec w 2018 roku zaliczyło studio znane z epizodycznych przygodówek, Telltale Games. Twórcy genialnych The Walking Dead czy Tales from Borderlands właściwie z dnia na dzień zakończyli działalność, tym samym anulując takie produkcje jak Stranger Things czy oczekiwany przez wielu sequel Wolf among us. Ostatni sezon przygód Clementine zostanie dokończony przez inne studio, a na powierzchnię wypływają kolejne szczegóły dotyczące finansowych porażek firmy tudzież potraktowania jej pracowników w sposób daleki od zadowalającego. Wielka szkoda, bo niektóre gry spod ich skrzydeł były naprawdę udane, nawet pomimo złudnego znaczenia podejmowanych wyborów. (K. Wdowik)

Fot. materiały prasowe

Diablo: Immortal – świetny żart primaaprilisowy… w listopadzie.

Na temat Diablo: Immortal zostało powiedziane już chyba wszystko, jednak co tak naprawdę poszło nie tak, jak pójść powinno? Jakim cudem zwykła gra na urządzenia mobilne, spotkała się z tak wielkim oburzeniem? Otóż wszystko to przez okoliczności, w jakich została ona zapowiedziana. Blizzard na długo przed BlizzConem informował, poprzez różne źródła, że w 2018 roku fani Diablo w końcu mogą liczyć na coś nowego. Każdy zatem nastawił się na kolejną część gry z uniwersum Sanktuarium, lub remake jej pierwszej, albo drugiej odsłony. Koniec końców, okazało się, że spełniła się pierwsza możliwość, jednak gdy wszyscy oczekiwali na pełnoprawny tytuł na komputery osobiste i konsole, Blizzard zaserwował fanom Diablo 3  przekonwetowane na telefony. Nie trudno wczuć się w uczucia tych, którzy wierzyli, że Sanktuarium znów powstanie, po prawie 5 latach nieobecności. Diablo: Immortal samo w sobie nie jest powodem oburzenia, ani też jego wykon, a fakt, że tylko i wyłącznie ten tytuł został zapowiedziany i przedstawiony graczom. Gdyby Blizzard tylko szepnął słówko na temat tego, że pracują nad czymś w rodzaju Diablo 4, tylko potrzebują więcej czasu, więcej wydają taki mobilny tytuł dla fanów, żeby mieli co robić w oczekiwaniu, to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Wszystko to stanowiło jedną wielką porażkę wizerunkową. (R. Pilch)

Fot. materiały prasowe

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?