Nie tylko Vega #1 Salto Tadeusza Konwickiego

Kiedy myślisz o polskim kinie przechodzą cię ciarki? Kolejne filmy Patryka Vegi sprawiają, że masz ochotę wyjść się przejść? Gwiazdozbiór polskiej kinematografii nie ogranicza się na szczęście tylko do jego najjaśniejszych gwiazd. W ich cieniu, nieco bledsze wraz z upływem czasu, znajdziemy postacie, które tworzyły niepowtarzalne polskie kino. W tym cyklu artykułów postaram się ocieplić wizerunek rodzimego kina, które wielu najczęściej kojarzy się z błahymi komediami romantycznymi. A żeby osiągnąć ten cel musimy cofnąć się w przeszłość i odkryć polskie produkcje filmowe ubiegłego wieku na nowo. Tak więc przekonajmy się, że polskie kino to nie tylko Vega! Na początek przyjrzyjmy się filmowi Tadeusza Konwickiego – Salto.

O autorze słów kilka

fot. kadr z filmu Kronika wypadków miłosnych reż. Andrzej Wajda, na pierwszym planie Tadeusz Konwicki

Tadeusz Konwicki to jedna z największych postaci polskiej kultury powojennej. W czasie II wojny światowej działał w podziemiu niepodległościowym w szeregach Armii Krajowej, a później dołączył do partyzantki antyradzieckiej. Zadebiutował w 1946 roku tekstem Szkice wybrzeża, później ku uciesze ówczesnej władzy tworzył teksty w duchu realizmu socjalistycznego, a więc podporządkowane ideologii komunistycznej. W latach 50. Konwicki zaczął dystansować się od tego nurtu – ostatecznie popadając w konflikt z władzami komunistycznymi. Wtedy też zaczęła się jego przygoda z filmem. Początkowo jako scenarzysta, współtworząc wraz z Jerzym Kawalerowiczem scenariusz do Faraona, czy Matki Joanny od Aniołów. Wkrótce potem sam zajął się reżyserią oraz objął stanowisko kierownika literackiego zespołów filmowych.

O czym jest Salto?

salto

fot. kadr z filmu Salto reż. Tadeusz Konwicki

Salto opowiada historię tajemniczego mężczyzny – Kowalskiego-Malinowskiego (Zbigniew Cybulski). Bohater na samym początku filmu wyskakuje z jadącego pociągu i ukrywa się w pobliskim miasteczku. Jednak nie jest to zwykła prowincjonalna wioska. Można odnieść wrażenie, że wyskakując z pociągu bohater trafił gdzieś pomiędzy jawę a sen. W tym onirycznym amoku, motywowany ucieczką przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem Kowalski-Malinowski trafia do domu, gdzie jak twierdzi niegdyś mieszkał. Obecny gospodarz (Gustaw Holoubek) udziela mu schronienia i jako pierwszy wysłuchuje historię życia bohatera, która będzie ewoluować wraz z kolejnymi napotkanymi mieszkańcami miasteczka.

Dlaczego warto obejrzeć?

salto

fot. kadr z filmu Salto reż. Tadeusz Konwicki

Kiedy w 1965 roku Salto trafiło do kin spotkało się z mieszanymi odczuciami ówczesnych widzów. Uważano go za film hermetyczny, przeznaczony dla wąskiej grupy odbiorców, nieczytelny zlepek scen o niejasnej fabule. A wszystko dlatego, że Salto jest filmem na wskroś symbolicznym. Konwicki rozlicza się z polskim mitem powstałym podczas wojny, w pewien sposób demaskując go. Obsadzenie w roli Kowalskiego-Malinowskiego Zbigniewa Cybulskiego nie jest tutaj przypadkowe. Aktor który pojawia się na ekranie ze swoimi stałymi rekwizytami, a więc ciemnymi okularami i skórzaną kurtą, jawnie nawiązuje do postaci Maćka Chełmickiego z Popiołu i diamentu Andrzeja Wajdy. Tam był uwspółcześnionym buntownikiem walczącym o wyższą sprawę, natomiast tutaj jest symbolem bohaterskiego mitu budowanego na kłamstwach. Bohater sam mówi: Te okulary to wie pan, żeby zacniej wyglądać, bo wzrok mam prawidłowy – w ten sposób reżyser odwołując się do poprzednich ról Cybulskiego podważa trwające w ludziach wyobrażenie o wojennym bohaterstwie.

salto

fot. kadr z filmu Salto reż. Tadeusz Konwicki

Dzisiaj oglądając Salto nie dostrzegamy wspomnianych nawiązań, jednak mimo to film wciąż ma wiele do zaoferowania dzisiejszemu widzowi. Przedstawiony w nim przekrój społeczeństwa pozostawia spore pole do współczesnej interpretacji. Charyzmatyczne, przerysowane postacie to prawdopodobnie największa zaleta dzieła Konwickiego. Począwszy od dobrodusznego gospodarza, który nie potrafi wyrządzić nikomu choćby najmniejszej krzywdy, aż po Żyda borykającego się z przekleństwem jakim jest posiadanie twarzy znanego tragika Blumenfelda. Klimat filmu budują też poetyckie, odklejone od rzeczywistości dialogi. Wypowiadane przez ówczesną czołówkę polskich aktorów kwestie, tworzą niepowtarzalny kontrast w stosunku do realiów prowincjonalnej wioski. Salto jest jak sen do którego wskakujemy niczym z jadącego pociągu. A podczas skoku dodatkowo wykonujemy salto, przez co świat który obserwujemy przez chwilę staje na głowie, żeby potem obudzić nas bolesnym upadkiem.

Dziennikarz

Entuzjasta kina klasycznego, fan filmów SCI-FI ubiegłego wieku oraz nałogowy konsolowiec.

Więcej informacji o
, , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?