Poznajmy się od filmowej strony #4 – Szymon Góraj

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie (1968), reż. Sergio Leone

Nie mogłem również zapomnieć o kolejnym kamieniu milowym antywesternu, a także przy okazji – sposobu filmowania w ogóle. Po Trylogii dolarowej, Sergio Leone wciąż było mało triumfów na tej arenie. Technicznie jest to produkcja idealna. Każdy kadr, każda scena, wydają się być dopracowane w najmniejszym szczególe, niczym dzieła pokroju Kaplicy Sykstyńskiej. Ennio Morricone standardowo dyryguje całym tym teatrem, dając każdemu z bohaterów swój własny charakterystyczny motyw, tak że nim mija połowa filmu, wiemy już, kto się pojawia w danej scenie przed zobaczeniem go na własne oczy. Pewnego razu na Dzikim Zachodzie stało się klasyczną opowieścią o zemście, która z prostoty fabuły uczyniła jeden z większych atutów. Pierwsze skrzypce grają Henry Fonda (zaskakująco dla ówczesnych widzów jako czarny charakter), Charles Bronson i Jason Robards, kreując ikoniczne, pozbawione czarno-białych plakietek postacie,  których nie da się zapomnieć. Tego filmu się nie ogląda, tylko studiuje, niemal za każdym kolejnym seansem dostrzegając jakiś inny interesujący szczegół, który wcześniej nam umknął.


Gorączka (1995), reż. Michael Mann

Powrót na liście do bardziej współczesnych klimatów. Od zawsze mam sympatię do Michaela Manna – nawet gdy odwala chłamowate półprodukty w rodzaju Hakera z Hemsworthem – jednak ten film bije na głowę wszystko, co stworzył, a także prawdopodobnie wyprzedza o lata świetlne każdą produkcję tego gatunku. Przede wszystkim dlatego, że dojrzałością narracji i ogólnym poziomem realizacji przeważnie wyprzedza resztę stawki o lata świetlne. Świetne, „życiowe” dialogi, barwne postacie, prawdopodobnie najbardziej realistyczne strzelaniny w historii hollywoodzkich produkcji, no i oczywiście hipnotyzująca para De Niro-Pacino. Dwóch wielkich profesjonalistów, stanowiących jednocześnie wzajemne, dopełniające się przeciwieństwa. Sceny z udziałem tych dwóch wielkich aktorów przypomina bardziej spektakl teatralny, gdzie liczą się tylko i wyłącznie oni, a wystrój wnętrza umowny. Jeżeli chodzi o tego typu produkcje, na równi z Gorączką stoi chyba tylko serial The Wire.


Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri (2017), reż. Martin McDonagh

Jedna z dwóch pozycji na tej liście, które pojawiły się w przeciągu dwóch ostatnich lat. Rzadko kiedy po wyjściu z kina nie mogę się pozbierać przez następne kilkadziesiąt minut. Prawdę mówiąc, chyba nigdy nie byłem aż tak wstrząśnięty obrazem, oglądając go na dużym ekranie. Dramat? Czarna komedia? Moralitet? Nie da się tego jednoznacznie ocenić. To po prostu jedna z tych opowieści, które są zbudowane na kompletnych charakterach. To nie naiwna opowiastka o biednej matce, walczącej o sprawiedliwość ze złym systemem. McDonagh nie obiera żadnej ze stron. Ukazuje nam ludzi, a nie zestawy pojedynczych cech charakteru. Nie ma tu złoczyńcy, ale i brakuje jednoznacznego bohatera pozytywnego, jak i wszelkich polityczno-ideologicznych wstawek. No i, rzecz jasna, to, co robią Frances McDormand, Sam Rockwell i mocno niedoceniany na tle tej dwójki Woody Harrelson, jest absolutnym mistrzostwem świata. To wszystko sprawia, że na Trzech Billboardach z powodzeniem zdążymy kilkakrotnie być bliscy łez ze śmiechu, jak i wzruszenia.


Siedem (1995), reż. David Fincher

Kryminał, który po obejrzeniu nie daje o sobie zapomnieć już nigdy. To nie efekciarskie konfetti, złożone z tanich wątków tylko po to, by zaszokować widza. Nie jestem pewien, czy w którejkolwiek produkcji tego gatunku wprowadzono tak niejednoznaczną intrygę, że na poważnie zastanawiamy się, czy morderca przynajmniej w jakimś istotnym stopniu nie ma przypadkiem racji. Przygotowując historię o prześladowcy zabijającym według siedmiu grzechów głównych, twórcy uderzyli bowiem w najczulsze miejsca współczesnego społeczeństwa. Siła wyrazu fabuły jest również wzmocniona przez maestrię reżyserii Davida Finchera. Całość dopełnia para detektywów oraz ich przeciwnik. Brad Pitt i Morgan Freeman rewelacyjnie się dopełniają, a nawet nieujawniany z początku w obsadzie Kevin Spacey udowadnia, że należy do najlepszych aktorów swojego pokolenia.


Avengers: Wojna bez granic (2018), reż. Joe Russo, Anthony Russo

Na deser zostawiłem miejsce dla produkcji, która tak naprawdę jest reprezentantem całego Marvel Cinematic Universe. Infinity War traktuję jako swojego rodzaju kompilację najlepszych cech tego uniwersum. Jest wiele filmów – także i wymieniona zaledwie druga dziesiątka poniżej – które dystansują te specyficzne dziełka, nawet jeśli spojrzy się na ten sam segment. Jednak mam na uwadze to, że kino w swoich pierwotnych założeniach ma bawić – o czym wielu domorosłych krytyków lubi zapominać podczas wydawania osądów. Oglądając Avengers, Strażników Galaktyki czy innego Spider-Mana, powracam do bezpiecznego dzieciństwa, kiedy oglądałem szalone animacje i miałem swój pierwszy kontakt z komiksami. Właśnie przez wzgląd na to nostalgiczne połączenie jestem skłonny wybaczać kolejnym filmom z tej serii naprawdę bardzo wiele przywar. Boli mnie jedynie, że nie mogę nigdzie postawić, nawet symbolicznie, przedstawiciela konkurencji i powiedzieć o nim to samo – wszak albumy DC Comics zawsze będą dość mocno przed Marvelem – ale może kiedyś to się zmieni. Póki co pozostaje mi tylko zacytować słynne już największe pytanie bez odpowiedzi w MCU: Why is Gamora?


Tak jak kilku moich kolegów z redakcji, pozwoliłem sobie jeszcze na wymienienie przypuszczalnej drugiej dziesiątki najważniejszych dla mnie filmów: Pulp Fiction, Watchmen. Strażnicy, Mroczny Rycerz, To nie jest kraj dla starych ludzi, Aż poleje się krew, Gwiezdne Wojny – Część V: Imperium Kontratakuje, Mechaniczna pomarańcza, Barwy OchronneBraveheart – Waleczne Serce, Łowca androidów.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?