Advertisement
Advertisementpixel

Przygodówki point and click to dziś gatunek wymarły?

Czy w czasach, gdy triumfy świecą gry AAA z ogromnymi otwartymi światami oraz sieciowe battle royale, rację bytu mają jeszcze robione w starym stylu przygodówki point and click? Gry te mają dość liniową budowę, a ich główną bronią jest historią. Próżno szukać tu bardziej rozbudowanych funkcji sieciowych czy setek misji pobocznych. Czy mimo wszystko potrafią obecnie przyciągnąć do siebie graczy? Postaram się odpowiedź na to pytanie w poniższym artykule.

Jeśli mówimy o przygodówkach, to gatunek ten gościł na ustach wszystkich graczy na przełomie lat 80. i 90. Wtedy właśnie bardzo popularne były gry wykorzystujące grafikę dwuwymiarową. Do tego przemysł gamingowy nie był jeszcze mocno rozwinięty, a technologia nie pozwalała na dużo. Dlatego przygodówki point and click, które są dość proste do stworzenia dzięki ich niewymagającej konstrukcji, mogły świecić wtedy triumfy. W tamtych okresie powstało dużo kultowych tytułów, które zauroczyły graczy, a ich sława przetrwała aż do dziś. The Secret of Monkey Island, Day of the Tentacle, Sam & Max, Gabriel Knight: Sins of the Fathers, Maniac Mansion, Leisure Suit Larry czy Indiana Jones and the Fate of Atlantis – na pewno słyszeliście przynajmniej o części z tych gier. Prym wiodło wtedy studio LucasArt odpowiedzialne za kilkadziesiąt gier z uniwersum Gwiezdnych wojen, ale także kultowe przygodówki z serii Monkey Island czy Indiana Jones.

Zobacz również: Truberbrook – recenzja gry.

Gry point and click w latach 80. i 90. były doceniane zwłaszcza za niebanalną fabułę, podczas gdy gry z automatów skupiały się przede wszystkim na trudnej, zręcznościowej rozgrywce. Tutaj natomiast gracze otrzymywali historie nieustępujące tym prezentowanym w filmach, dochodziła do tego jeszcze ciekawa interakcja z otoczeniem poprzez „klikanie”, a łamigłówki stawiane przez graczami potrafiły być nie lada wyzwaniem. Wszystko to sprawiało, że przygodówki cieszyły się ogromną popularnością, a okres ten można nazwać złotą erą dla tego gatunku.

Później jednak nastał czas 3D i klasyczne przygodówki zaczęły przegrywać z nową technologią. Popularne stały się wtedy gry akcji typu Quake’a czy Dooma robione w kanciastej oprawie graficznej, która jednak nie odstraszała graczy zafascynowanych obcowaniem z pełnym trójwymiarem. Druga połowa lat 90. i początek lat 2000 to już stopniowy zanik gatunku point and click – produkcje sprzedawały się coraz gorzej, a studia przechodziły na inne typy rozgrywki. Nie oznacza to jednak, że gry się nie ukazywały, mieliśmy jeszcze przecież takie świetne gry jak Grim Fadango, Escape from Monkey Island czy Syberię. Trudno jednak porównywać liczbę wydawanych gier do tej z początku lat 90.

Zobacz również: Detroit: Become Human – recenzja gry Quantic Dream!

Punktem zwrotnym w rozwoju rynku przygodówek point and click była działalność studia Telltale Games. To właśnie owo studio przypomniało światu, jak fajne są przygodówki. Co najlepsze, za początkami Telltale Games stały osoby związane wcześniej z legendarnym LucasArts, czyli właściwe osoby znalazły się na właściwym miejscu. Pierwszą większą grą studia był powstały w 2006 roku Sam & Max: Sezon 1, czyli nowa odsłona gry LucasArts z 1993 roku. Była to również pierwsza gra stworzona przez Telltale w formie epizodycznej, a co jak wiadomo, stało się znakiem rozpoznawczym studia. Dobry odbiór gry Sam & Max przyczynił się do prac studia nad kolejnym legendarnym tytułem z lat 90. – tym razem padło na Monkey Island, a gra wydana w 2009 roku nosiła tytuł Tales of Monkey Island.

Telltale Games zaczynało coraz mocniej łapać wiatr w żagle, czego efektem było zdobywanie nowych licencji na popularne marki. Najpopularniejsza seria od studia to The Walking Dead. Gry oparte na komiksach autorstwa Roberta Kirkmana doczekały się aż czterech sezonów. Nie jest to jednak jedyny popularny tytuł od studia, gdyż dostaliśmy także inne serie oparte na głośnych franczyzach, miedzy innymi Batman, Strażnicy Galaktyki, Gra o tron czy świetny The Wolf Among Us – czerpiący z serii komiksowej Fables. Telltale stało się więc prawdziwą maszynką do tworzenia gier w konwencji point and click, a dzięki nim świat ponownie pokochał klasyczne przygodówki. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Branża growa, zachęcona sukcesami Telltale Games, powoli zaczęła wracać do produkcji point and click, wydając na świat nowe perełki.

Zobacz również: TOP 2019 – Najlepsze gry! Ranking aktualizowany!

Bardzo rozpoznawalne stało się niemieckie studio Daedalic Entertainment, które wyrosło na eksperta w tworzeniu pięknie rysowanych przygodówek point and click. Flagowy produkt studia to seria Deponia, na którą składa się aż cztery części. Gry charakteryzowały się świetnym humorem, gdzie bryluje przede wszystkim główny bohater gry – Rufus. Deadalic może pochwalić się jeszcze kilkoma dobrze przyjętymi grami, między innymi The Dark Eye: Klątwa Wron, The Whispered World czy The Night of the Rabbit. W tym samy czasie inne niemieckie studio KING Art Games stworzyło grę pod tytułem The Book of Unwritten Tales. Produkcja został osadzona w świecie fantasy, przedstawiając w humorystyczny sposób realia dobrze znane z wielu RPG. Z tego okresu warto wspomnieć jeszcze o takich świetnych tytułach, jak Armikrog, The Next Big Thing czy Machinarium.

Zdawało się, że przygodówki point and click mają się coraz lepiej oraz przeżywamy nową złotą erę gatunku. Dużym zaskoczeniem dla świata gier w 2018 roku była więc informacja o upadku w Telltale Games, studia bardzo prężnie się rozwijającego. Pod koniec roku mieliśmy doczekać się zamknięcia historii The Walking Dead, miał powstać drugi sezon The Wolf Among Us, a gry od studia miały powstawać już na nowym silniku. Niestety, nic z tego nie wyszło, gdyż Telltale wcześniej upadło. Pracę straciło około 300 osób. Jak do tego doszło? Wiele osób stawiało na ponowny zanik zainteresowania grami przygodowymi, na których studio skupiło się w pełni. Potwierdzać miały to wyniki sprzedaży, które przedstawiały duży spadek sprzedaży gier studia. Czy to oznacza, że gry point and click ponownie pójdą w niepamięć i nikt już nie odważy się produkować kolejnych tytułów z tego gatunku?

Zobacz również: Deponia Colletion – recenzja zwariowanej serii przygodówek point-and-click

Stwierdzenie o ponownym braku zainteresowania przygotówkami w dzisiejszych czasach może być jak najbardziej prawdziwe, choć ja osobiście nie skreślałbym jeszcze produkcji z tego gatunku. Upadek Telltale Games nie musi od razu równać się z odejściem ludzi od point and clików. Po głębszej analizie portfolio studia można wywnioskować, że bankructwo twórców The Walking Dead to głównie ich własna wina. Trudno się bowiem dziwić, że gry studia przestawały się sprzedać, gdy praktycznie każda wychodząca spod ich ręki produkcja wyglądała tak samo, miała taką samą mechanikę i opierała się na tych samych zagrywkach. Do tego doszły drogie licencje kupowane przez Telltale Games na potęgę, które miały powodować, że gry będą się same sprzedawać, a tak niestety nie było. Wina więc nie leży po stronie samych graczy, lecz twórców.

Potwierdza to obecny rynek, na którym bez trudu możemy znaleźć przedstawicieli gier przygodowych point and click. Do tego tytuły te cieszą się dobrą sprzedażą oraz bardzo często zbierają świetne recenzje. Za przykład weźmy tu niedawno wydaną grę od polskiego studia Artifex Mundi, czyli Irony Curtain: From Matryoshka with Love. Gra to przygodówka pełną piersią czerpiąca z dorobku klasyków gatunku. Motorem napędowym produkcji jest humor oraz satyryczny świat wykreowany w oparciu o komunistyczne realia zimnowojenne. Produkcja została bardzo dobrze przyjęta przez graczy oraz recenzentów. Trudno się temu dziwić, mamy tu wszak niepowtarzalny humor, bardzo dużo nawiązań podkulturowych oraz wciągającą historię. Gra ma swój charakter, który skutecznie przyciąga graczy. Nikogo nie odstraszy formuła point and click, jeśli całościowo produkcja jest wykonana tak, jak należy. Niestety, wypalona struktura gier od Talltale Games już dawno przestała interesować kogokolwiek.

Zobacz również: Irony Curtain: From Matryoshka with Love – recenzja. Polewaj, towarzyszu!

Innym przykładem dobrze przygotowanej gry point and click jest Truberbrook od niewielkiego niemieckiego studia btf. Produkcja ta udowadnia, że gra nie musi być tworzona z wielkim rozmachem, ważne jednak by miała w sobie czynnik oryginalności. Gdy myślę o Truberbrook, widzę piękną, charakterystyczną oprawę graficzną oraz wspominam tajemniczy, zimny klimat towarzyszący podczas przechodzenia gry. Właśnie z tym kojarzy mi się gatunek point and click – z eksperymentami w konstrukcji świata, oryginalnymi rozwiązaniami fabularnym oraz bardzo charakterystycznymi postaciami. Dlatego też tak uwielbiam grać w przygodówki, gdyż naprawdę trudno szukać w innych gatunkach równie zróżnicowanego katalogu niepowtarzalnych tytułów.

Za Truberbrookiem stoi małe, niemieckie studio btf. Składa się ono z pasjonatów gier przygodówkowych ze świetnym poczuciem humoru. Z zapalonych graczy lubujących się w popkulturze. Z ludzi niejako spełniających swe marzenia, którzy włożyli sporo pracy w to, by Truberbrook ożyło. I może scenariuszowo efekt mógłby być nieco lepszy, tak audiowizualnie to prześliczna i bardzo klimatyczna gra. Starczy powiedzieć, że wszystkie miejscówki w grze, były najpierw makietami zbudowanymi przez scenografów. Zabieg ten owocuje bardzo ciekawym efektem podczas zwiedzania kolejnych lokacji Truberbrook. Za to serce włożone przez twórców w ten tytuł należą się słowa uznania.

Zobacz również: World War Z – recenzja gry. Starcie z najbardziej widowiskową hordą.

Jak widać, przygodówki point and click mają się bardzo dobrze nawet dziś, gdy królują duże otwarte światy w takich graj, jak Red Dead Redemption 2 czy Assassin’s Creed Odyssey. Na rynku znajduje się także miejsce na małe gry przygodowe, które przejdziemy w jakieś 5-15 godzin. Powiedzmy sobie szczerze – ktoś dziś ma czas, aby poświecić ponad 100 godzin, siedząc przed konsolą? Ja osobiście wolę krótsze i satysfakcjonujące przygodówki niż rozwleczone i sztucznie powiększone piaskownice. W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o dużej zalecie przygotówek, dzięki której te przeżywają dziś rozkwit. Jest to ich prosta konstrukcja i małe wymagania sprzętowe, a co za tym idzie, możliwość wydawania ich na urządzeniach przenośnych.

W bardzo dużą ilość przygodówek point and click możemy zagrać dziś na smartfonach z androidem czy iOS-em. Pojawiają się tu tytuły specjalnie przygotowane na te platformy, lecz również dużą popularnością cieszą się porty znanych gier gatunku. Na naszych telefonach, będąc na przykład w podróży zagramy, między innymi w Life is Strange od studia DONTNOD Entertainment, The Wolf Among Us od Telltale Games czy Leisure Suit Larry: Reloaded, czyli odświeżoną wersję pierwszego Larry’ego. I gdy spojrzy się na katalog gier w Google Play, to tak dobre gry zdecydowanie wyróżniają się wśród wielu mało ambitnych produkcji mobilnych. Trudno więc dziwić się, że użytkownicy często po nie sięgają. Trzeba także pamiętać, że rynek mobilny to obecnie potęga, więc popularność przygodówek na tych platformach dobrze wróży.

Zobacz również: TOP 20 – Najlepsze gry o superbohaterach!

Swoją cegiełkę dokłada w ostatnich latach także Switch od Nintendo. Konsola cieszy się ogromną popularnością, a jej handheldowa konstrukcja dobrze współgra z charakterystyką przygodówek. Switch nie jest demonem wydajności, lecz jak wspominałem, point and click to często mało wymagające produkcje, więc te spokojnie działają na sprzęcie od Wielkiego N. Gdy spojrzymy na listę wydanych na Switcha przygodówek, to naprawdę jest w czym wybierać. Zagramy miedzy innymi w Grim Fandango Remastered, The Walking Dead, Beat Cop, Silence, Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry, serię Syberia, Deponia Collection czy Truberbrook, a lista ciągle się powiększa. Jest to wymarzona platforma dla fanów przygodówek, gdzie przenośna funkcja Switcha tylko umila przechodzenie kolejnych klikanek.

Na koniec odpowiem na pytanie postawione we wstępie: Czy przygodówki point nad click to dziś gatunek wymarły? Oh, Hell no! Te mają się bardzo dobrze i nie zmieni tego nawet upadek studia Tellatale Games. Przygotówki są dla mnie ostoją innowacyjności, gdzie przy kolejnej produkcji możemy spodziewać się niespodziewanego. Gatunek ten jest nam potrzebny, abyśmy nadal pamiętali, że nie musimy godzić się na nudę. Myślisz, że robienie stu takich samych misji w otwartym świecie jest normalne? Że musisz przez to przebrnąć, aby dobrzeć do właściwej treści? Nie, to nieprawda. Zagraj w jakąś dobrą przygotówkę i sam się przekonaj. Tutaj robią to właściwie. Choć wiadomo – nie zawsze.

Dziennikarz

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Krzysztof pisze:

Jestem w szoku ze w artykule nie ma chociazby wzmianki o The Longest Journey i kontynuacjach ktore po pierwsze byly wielkimi hitami (szczegolnie pierwsza czesc w 1999) a po drugie odcisnely duze pietno na przygodowkach (miedzy innymi mozna zobaczyc ze life is strange czerpalo pomysly z tej serii gier)

Mateusz Chrzczonowski pisze:

Przyznaję, że gdzieś mi umknęło. A seria jak najbardziej godna polecenia.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?