Specjalista od niczego — najlepszy Netflixowy serial na wakacyjne poranki

Dobrze, już na samym początku przyznaję się, że nie oglądałem go podczas wakacji. Usłyszałem o nim w kwietniu tego roku i z wypiekami na twarzy pożarłem dwa sezony w tydzień. Warto zrobić sobie z rana herbatę, pożywne śniadanie, otworzyć okno i zacząć oglądać. Zanim to jednak zrobicie, odsłonię przed wami parę subiektywnych prawd o tej niebywałej perełce.

Aziza Ansari nie wszyscy znają. Fani Parks and Recreation od razu zobaczą w nim Toma Haverforda; tego poczciwego i nieco lubieżnego sprzedawcę. Miał też swój epizod w Funny People, ale ogólnie – jak na polskie realia – widzowie go po prostu nie znają. Na szczęście komikiem i scenarzystą jest o tyle niezłym, iż skończył z oryginalnym Netflixowym serialem Specjalista od niczego. Inspirując się własnymi życiowymi przypadkami oraz nawiązując do współczesnych, bliskich nam problemów, stworzył zacną historyjkę o próbie zrozumienia otaczającego nas świata. Co ciekawe, jego najlepsi przyjaciele grają najlepszych przyjaciół, a rodzice (mający z aktorstwem wspólnego tyle, co ja) rodziców! No po prostu urocze.

Na ten moment dostaliśmy dwa sezony, by poznać losy Deva — zwykłego nowojorczyka starającego się odnaleźć siebie, swe prawdziwe ja. Odcinki dryfują na trzech płaszczyznach: życie zawodowe bohatera, relacje rodzinne/towarzyskie i — najważniejsze — problematyka miłosna. Twórcy poruszają masę tematów, świetnie skupiają się również na charakterze protagonisty. Za co tak naprawdę kupił mnie ten niepozorny serialik? Spróbuję wymienić te przykłady w podpunktach. Zmiana formy zrobi mi na dobre. Może akurat podejdzie. By the way — drobniutki spoiler lub dwa pewnie się trafią.

Specjalista od niczego

Kadr z serialu Specjalista od niczego

Zobacz również: Specjalista od niczego – recenzja 2. sezonu

  • Najcieplejszy serial pod słońcem i nie mówię tylko o samych bohaterach. Nowojorska otoczka, czy to poznawanie filmowego biznesu, czy to ujęcia we wspaniałych knajpach, czy to zagraniczne sceny — miód dla ludzi z gorszym samopoczuciem, by poprawić im nastawienie do życia.
  •  Ansari zachwyca, jego zupełnie nowa odsłona kupuje niezwykłą szczerością, czasem wkradnie się też trochę brawury. Jest to jedna z tych postaci, o których powiemy, że jest ludzka. Dlaczego? Jego zachowania są zrozumiałe. Oglądając przeróżne produkcje, zastanawiamy się, czy postąpilibyśmy jak główny bohater, czy jego wybory mają sens, co można przykładowo zrobić inaczej. Tutaj te kwestie nie padają  — nikogo bardziej normalnego od Deva nie znajdziemy.
  • Pomysłowość. Naprawdę, nigdy bym się nie spodziewał, że w jeden serial można wepchnąć aż tyle contentu. Pierwszy sezon opowiada o  poświęceniu rodzica dla dziecka i jego wyrzeczeń, stara się wytłumaczyć realia Hindusów w Stanach Zjednoczonych. Drugi zaś to powroty do dzieciństwa, poznawanie innych kultur, czy poruszanie aspektu coming outu. Nie tak na siłę, tylko z wyczuciem i sensownym podejściem do tematu.
  •  Dowiedziałem się, jak zrobić najlepszy makaron we Włoszech.

    Specjalista od niczego

    Kadr z serialu Specjalista od niczego

  •  Specjalista od niczego okazuje się mieć epizody wzorujące się na najbardziej znanych klasykach. Odcinki w Italii nawiązują oczywiście do stylu Felliniego, czy ukochanych przez filmoznawców Złodziei rowerów. Jeden z odcinków skupia się na życiu mieszkańców Nowego Jorku, a to — wraz ze stylem kręcenia — przypomina od razu styl Jima Jarmuscha wraz z jego Kawą i papierosami.
  • Wątek miłosny z drugiego sezonu charakteryzuje się typową dla amerykańskich komedii ckliwością, co nie zabrania mu pozostać choć trochę subtelnym. Budowanie napięcia między Devem a eteryczną Francescą (Alessandra Mastronardi, piękna rola!) przez dziesięć odcinków zachwyca, a zarazem trzyma w napięciu. Kibicujemy, kibicujemy i do końca nie wiemy, w jakim kierunku się wszystko potoczy. Ansari niczym kompozytor tworzy najlepszy romantyczny wątek XXI wieku (subiektywizm pełną parą!)
  • Wspomniany dobór rodziców jako aktorów. Jakimś cudem mnie kupili. Sęk tym, że ta dwójka nie gra, a po prostu jest. Nie oglądamy kolejnych wykreowanych ról, a zwykłe zachowania nieco marudnych, a wciąż troszczących się o syna rodzicieli. Mówią ze swym indyjskim akcentem, więc nie dziwi, że głos taty Aziza (jak i sama postać) stała się hitem internetu — Shoukath Ansari went viral.
  •  Spoiler wielki, jak kumpel Deva Arnold! (nie no, serio Eric Wareheim ma aż 198 cm). W pierwszym sezonie dokładnie trzecim odcinku, protagonista idzie na sekretny koncert Josha Tillmana, AKA Father John Misty. Dla melomanów i zwolenników alternatywnej muzyki powinien być on highly recommended.

    Specjalista od niczego

    Kadr z serialu Specjalista od niczego

  •  Poszperałem nieco o biografii Ansariego i gość naprawdę wzorował się na samym sobie. I jest to fajne, no kto by nie chciał mieć serialu, który robi praktycznie o sobie, jeszcze się w nim reklamuje i otrzymuje Złotego Globa. Nieźle to wymyślił; tu mam z parę przykładów. Obie postaci to tak zwani foodies  — traktujący jedzenie bardziej jak hobby niż rzecz służącą do zaspokojenia głodu. W jednym z odcinków Dev nazywa siebie feministką, a dosłownie to samo zostało powiedział Ansari w którymś z wywiadów. Obydwoje nie są religijni, choć zostali wychowani w Muzułmańskich realiach. I coś dla ludzi „spostrzegawczych”— obydwoje są aktorami.
  •  W serialu poznajemy inną stronę Nowego Jorku, nie doświadczymy tych wszystkich znanych nam z filmów miejsc, twórcy skupiają się raczej na smaczkach typu uliczki, lokalne knajpki, mniej znane parki. Doskonale się te lokacje wkomponowały w sam motyw serialu, jak i tematykę odcinków.

Wymieniłem tu parę różnych bardziej lub mniej ciekawych informacji, może choć jedna lub dwie zachęcą was do sięgnięcie po Specjalistę od niczego. Na Netflixie obejrzałem parę produkcji, ale ta okazała się najlepsza, wyrazista, doskonała scenariuszowo i zarażająca ciepłem. Bije na głowę choćby wielbione i czczone Stranger Things. Artystyczna komedia obyczajowa na słoneczne i idylliczne dni.

Ilustracja wprowadzenia: Netflix

Stały współpracownik

Uwielbia wymagające kino. Również takie, które porusza tematy ludzi zwykłych. Pasjonat muzyki i literatury. Zafascynowany historią. Indywidualista kochający wyzwania. Niby uczeń, a powoli pracoholik. Założyciel strony Culture Café, gdzie z przyjaciółmi pisuje o kulturze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?