Uwe Boll – Ed Wood naszych czasów

Pod koniec października 2016 r. niemiecki reżyser Uwe Boll ogłosił, że odchodzi na emeryturę.  Rynek DVD i Blu-ray z roku na rok zalicza coraz większy spadek sprzedaży, co za tym idzie, staje się branżą zupełnie nieopłacalną. Nie zobaczymy już więc kolejnej ekranizacji gry ze studia Boll KG. Czy to wielki cios dla fanów tego pana, czy powód do radości? Skłaniam się ku temu drugiemu, tym bardziej, że zagorzałych kibiców za dużo nie znajdziemy.

Uwe Boll nie bez powodu jest nazywany „najgorszym reżyserem świata”. Większość jego filmów to ekranizacje gier komputerowych, więc jeśli jesteś fanem gry Alone in the Dark, Bloodrayne czy Postal, to lepiej nie zabieraj się za seans. Od lat każdy jego film zbierał bardzo negatywne opinie od krytyków. Widzowie, zwłaszcza ci będący graczami, też nie zostawiali na jego filmach suchej nitki.  Niektórzy pisali petycje i zbierali podpisy, aby zaprzestał on pracy w filmowym show biznesie. Reżyser nic sobie z tego nie robił, a wręcz przeciwnie, twardo twierdził, że jest bardzo dobrym twórcą. Często porównywał się do takich  sław, jak  Sergio Leone, czy David Lynch, nie kręcąc przy tym żadnego westernu, ani psychodelicznego dramatu. Natomiast w 2008 roku uważał, iż Michael Bay (twórca takich filmów jak Armageddon i Transformers) jest gorszym reżyserem od niego, a w dodatku opóźnionym w rozwoju człowiekiem. W celu udowodnienia tego faktu, chciał stoczyć z nim walkę bokserską, która miała wyłonić zwycięzcę. Oczywiście absurdalny pomysł nie został zrealizowany, a spór między tymi panami trwał dość długo.

Fot. Event Film Distribution

Hollywood usłyszał o niemieckim reżyserze w 2003 roku, kiedy to pojawił się jego pierwszy film na podstawie gry video. Dom Śmierci został okrzyknięty jednym z najgorszych horrorów w historii kina. Koszmarny scenariusz i reżyseria, muzyka zupełnie nie dopasowana do scen i tragiczne efekty specjalne – to w skrócie opinie o tym „dziele”. O dziwo, film minimalnie się zwrócił, czego nie można już powiedzieć o następnych tytułach. Alone in the Dark z 2005 roku przyniósł straty w wysokości 10 mln $, Bloodrayne z tego samego roku – 22 mln $, a Dungeon Siege: W imię króla z 2007 roku, aż 47 mln! Po tej ostatniej, spektakularnej klęsce, żaden kolejny jego film nie trafił do kinowego repertuaru, tylko od razu do opakowania DVD. Pojawiło się tego całkiem sporo, między innymi kolejne, dwie części Bloodrayne’a (2007 i 2011 r.), Dungeon Siege: W imię króla (2011 i 2013 r.), czy Far Cry z 2008 roku.  Reżyser zrobił również parę tytułów, które nie były inspirowane grami komputerowymi.

W 2009 r. ukazał się Rampage, w którym to młody, sfrustrowany mechanik samochodowy urządza rzeź na ulicach miasta. Z kolei dwa kolejne filmy, z tego samego okresu, poruszają dużo poważniejsze tematy: Stoic, jest opartym na faktach dramatem więziennym, a  Darfur  zabierze widza na wycieczkę do brutalnego świata Sudanu. Jak zwykle obrazy były krytykowane, jeszcze przed pojawieniem się na rynku, ale ku zdziwieniu wszystkich okazały się całkiem przyzwoitymi produkcjami, oczywiście jak na standardy Uwe Bolla. Kto wie, może jakby zaczął swoją karierę właśnie od tych filmów, zyskałby więcej w oczach widzów i recenzentów.

Jednak jego problem nie tkwi tylko w jego filmografii, ale również w tym, jakim jest człowiekiem. Nie ma w sobie krzty pokory czy samokrytycyzmu, uważa się za idealnego twórcę, którego po prostu świat nie rozumie. Z kolei jego argumenty czy próby udowodnienia światu, że się myli, polegają na obrażaniu wszystkich wokół. Nie dziwota, że brakowało chętnych do sponsorowania jego filmów, więc zazwyczaj musiał radzić sobie sam. Pytanie skąd pozyskać pieniądze na dosyć kosztowne projekty? Tym bardziej, że w jego filmach obsada aktorska jest imponująca. W  Dungeon Siege możecie zobaczyć biegającego z bumerangiem Jasona Stathama (Transporter, Niezniszczalni) , Rona Perlmana (serial TV Synowie Anarchii, Imię Róży), Johna Rhysa-Daviesa (Władca Pierścieni) czy Raya Liottę (Chłopcy z ferajny).  Natomiast w Bloodrayne, występuje Ben Kingsley(Iron Man 2), Michael Madsen(Kill Bill) i Michelle Rodriguez (serial TV LostSzybcy i wściekli). Uwe Boll zdradza, w jaki sposób pozyskiwał fundusze. Jego wypowiedź można znaleźć w materiale, który jest zawarty na płycie filmu Alone in the Dark :

…W Niemczech mam fundusz ochraniający podatek. Jeśli inwestujesz w Niemczech w film, zasadniczo możesz dostać pięćdziesięcioprocentowy zwrot podatku od rządu…

To pewnego rodzaju fenomen. Jak przetrwać na rynku tyle lat, kręcąc filmy, które krytykują niemalże wszyscy, w dodatku nie mając pomocy finansowej od żadnego sponsora. Trzeba przyznać, że Uwe Boll ma niesamowitą głowę do interesów, nie można mu odmówić zapału i pomysłu na biznes. Wzbudzał wiele kontrowersji, nie miał w sobie nawet minimalnej dozy pokory, co również miało spory wpływ na negatywne opinie na temat jego twórczości. On jednak nie poddawał się i wbrew przeciwnościom losu zasiadał na stanowisku reżysera przez bardzo długi czas. Jak sam twierdzi, nadal mógłby to robić, gdyby nie fakt, że rynek DVD staje się coraz mniej opłacalny. Niemiec ma teraz inne plany na przyszłość, związane z dystrybucją filmową oraz prowadzeniem swojej restauracji. Miejmy nadzieje, że gastronomia okaże się lepszym pomysłem, niż podbijanie Hollywood.

Ilustracja wprowadzenia: kadr z nagrania YouTube

Stały współpracownik

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?