Zagrajmy w to jeszcze raz: Kirby Star Allies

Macie czasami tak, że po przebudzeniu idziecie umyć zęby, a widząc odbicie w lustrze zastanawiacie się kto to jest? No więc od kiedy kupiłem sobie Switcha, mam tak codziennie. Ja, zagorzały zwolennik PlayStation. Gier oferujących wciągający scenariusz. Gier fabularnie dojrzałych. Rzuciłem w diabli RDR2 i inne Metra. Żeby grać, kurka, różową, spasioną kulką, rzucającą serduszka w wrogów celem nawiązania z nimi przyjaźni. I jeszcze mam z tego powodu frajdę…

Zobacz również: Pokemon Let’s Go – recenzja wyjątkowo nostalgicznego powrotu do dzieciństwa

Nie wiem o co chodzi. Czy ja już zgłupiałem do reszty, czy świat oszalał czy też tytuły Nintendo mają w sobie po prostu coś magicznego. Swego czasu, owszem, rozkoszowałem się casualowymi tytułami, szczególnie egranizacjami jakichś filmów czy bajek. Myślałem że te czasy przeminęły, a tu proszę – bawię się różową kulką, mającą moc połykania wszystkiego, co natychmiast budzi gimnazjalne instynkty i przywodzi na myśl żarty niskich lotów. Trudno jednak nazwać Kirby’ego casuwalowym tytułem, bo w przeciwieństwie do casualowych produkcji, mamy do czynienia z grą jak najbardziej jakościową.

Zobacz również: TOP 10 – Najlepsze gry na Nintendo Switch!

Moją ulubioną odpowiedzią na pytanie Ale o czym właściwie jest ta gra? niezmiennie pozostaje klasyczne chodzi się i się bije. W przypadku Kirby Star Allies można uzupełnić odpowiedź o to, że chodzi się w prawo, a przy tym nawiązuje się przyjaźnie z napotkanymi wrogami. Cała wyjątkowość tej odsłony polega właśnie na znajdowaniu przyjaciół, a co za tym idzie grze w kooperacji. Oczywiście, singiel też jest spoko, ale uroki, jakie niesie ze sobą ogrywanie Kirby’ego ze znajomymi robią ten tytuł. Poza naszą różowym stworkiem, możemy zwerbować do swojej paczki trzech dodatkowych przyjaciół. W singlu steruje nimi sztuczna inteligencja i trzeba przyznać, że robi to naprawdę sprawnie. Każdy wróg, którego możemy połknąć lub sprawić, iż stanie się naszym przyjacielem, ma unikalne umiejętności, pomagające nam w rozwiązywaniu zagadek (dla przykładu, na bryłę lodu pomoże ognisty koleżka) i odszukiwaniu znajdziek.

Na gracza czeka kilka kolorowych i zróżnicowanych światów. Fabuła, umówmy się, nie należy ani do najciekawszych ani do najambitniejszych. To raczej sprawa drugorzędna i stanowi ona wyłącznie pretekst do tego, byśmy naszym różowym, otyłym bohaterem pokonywali kolejne plansze, połykali wrogów i eksperymentowali z naszymi przyjaciółmi. Mechanika zabawy ma w sobie ogromny potencjał i stwarza masę kombinacji. Kirby może dzierżyć miecz, ale jego kolega, władający ogniem, może ten miecz usprawnić i voila – Kirby jest już wyposażony w ogniste ostrze. Trochę tego jest, tak też na nudę nie ma zbytnio co narzekać. Bardzo przyjemna rozgrywka z uroczą oprawą graficzną powinna rozmiękczyć serca nawet zatwardziałym Sebixom.

Głównym i właściwie jedynym zarzutem wobec Kirby Star Allies jest czas rozgrywki, wynikający po części z niezbyt wysoko postawionej przez twórców poprzeczki. To pewnie lekkie zaskoczenie – produkcja Nintendo, która nie doprowadza do płaczu, frustracji i łysienia? Ano, jeszcze jak! Pierwsza gra różowej kulki na japońskiego handhelda cechuje się niezbyt wygórowanym poziomem trudności, zaś sam tytuł starcza na około 6 godzin. Całkiem niedużo, ale na osłodę pozostają dodatkowe tryby rozgrywki, które podciągną ogólny wynik do jakichś 10 godzin. Co poniektórym, mniej doświadczonym graczom, kłopot może sprawić jedynie skompletowanie wszystkich znajdziek.

Zobacz również: Zagrajmy w to jeszcze raz – Mario Kart 8 Deluxe

Kirby Star Allies to kwintesencja Nintendo. Słodkie postacie, prosta w założeniu rozgrywka i masa zabawy. Grą powinien zainteresować się każdy posiadacz Switcha, a w szczególności taki, który posiada młodsze rodzeństwo czy własne pociechy. Rozgrywka w coopie daje ogrom radochy, choć i samotny nerd lubujący się w japońskich produkcjach także będzie się tu dobrze bawił. Szkoda tylko, że Kirby starcza na jedyne 5-6 godzin. Wciąż, ciężko mi tego tytułu nie polecić – urocza, różowa kuleczka zalicza bardzo udany debiut na Switchu.

Grę kupicie na Kinguin.net

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?