• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook

Spis treści

Co prawda okres świąteczny już minął, jednak pewne przemyślenia związane ze sferą religijną dla wielu nadal są w cenie. W tym rankingu proponujemy naszym czytelnikom pozycje, które najbardziej nadawałyby się właśnie do takiego celu. Nie zabraknie filmów wzruszających czy nawet zabawnych, w głównej mierze przeważać jednak będą te o tematyce poważnej, refleksyjnej. Nie przedłużając zatem, zapraszamy do lektury!

Sprawdź również:

Najlepsze horrory w historii!

Najlepsze baki i animacje dla dzieci!

Najlepsze filmy akcji

Najlepsze polskie filmy


10. Milczenie (2016), reż. Martin Scorsese

Zaczynamy od najświeższej i – jak już wszyscy miłośnicy Martina Scorsese zdążyli wydedukować – niesłusznie pominiętej na ostatniej gali oscarowej pozycji. A co do tego nie mamy żadnych wątpliwości, choć należy wziąć poprawkę na fakt, iż Akademia Filmowa nigdy nie zwykła honorować na czas dzieł naprawdę wyjątkowych ... Niemniej jednak, Scorsese po niemal 30 latach znów bezpośrednio uwikłał się meandry wiary, zadając nam serię trudnych pytań. Jak wierzyć? Czy wyrzeczenie się wiary może nas zbliżyć do Boga? Czy w obliczu zagrożenia życia naszego bądź innej osoby możemy wyprzeć się wiary? Czy w ogóle publiczna deklaracja swoich wierzeń jest potrzebna, aby żyć z nimi w zgodzie? Wszystkie te wątpliwości towarzyszą nam w podróży do siedemnastowiecznej Japonii, gdzie chrześcijanie cierpią prześladowania ze strony opresyjnych władz Cesarstwa. Podobne rozterki są dziełem dwóch młodych księży poszukujących na wyspach Krainy Kwitnącej Wiśni swojego zaginionego mentora duchowego. W trakcie przygody ich wiara zostaje jednak wystawiona na niecodzienną próbę, a wszystko co do tej pory zostało im wpojone przez nauki Kościoła Katolickiego, w jednej chwili traci na znaczeniu. Jest to również doskonały przyczółek do dyskusji na temat istoty wiary i tego, czy czasem pewne schematy oraz przyzwyczajenia nie ograniczają naszych zdolności jej pojmowania. Ambitne kino dla każdego? Proszę bardzo!


9. Marcelino Chleb i Wino (1955), reż. Ladislao Vajda

Kolejny na liście jest niezwykle wzruszający film o żyjącym w klasztorze małym chłopcu, spragnionym spotkania się ze zmarłą matką. Przygarnięty przez zakonników sierota pewnego dnia odnajduje na strychu żywą figurę Jezusa. Sam koncept fabuły na pierwszy rzut oka może się wydawać błahy, dla niektórych wręcz infantylny, aczkolwiek z góry można zapewnić, że to mylące pozory. W istocie niełatwo jest przy takiej historii nie popaść w śmieszność czy banały, jednak Vajda rozważnie balansuje na krawędzi, dając nam z jednej strony wyciskające łzy z oczu sceny, jak i mądre przesłanie. To jeden z tych filmów, które koniec końców ogrzewają widza swoim ciepłem, dając mu nadzieję, że w zimnym, okrutnym świecie można znaleźć ukojenie. Konwencja dzieła jest dość niejednoznaczna i wymykająca się sztywnym schematom, najprościej zapewne usytuować go jako produkcję dzielącą cechy religijnego moralitetu i pragnącej przekazać realne wartości baśni. Na ten okres jak znalazł!

 


8. Żywot Briana (1979), reż. Terry Jones

Mamy nadzieję, że nikogo nie dziwi fakt umieszczenia tego dzieła w naszym zestawieniu. Po udanej wyprawie w poszukiwaniu Świętego Graala brytyjscy mistrzowie ironii postanowili zająć się czymś znacznie bardziej kontrowersyjnym. Na montypythonowski warsztat poszła bowem wiara chrześcijańska i cała związana z nią otoczka. Z pewnością niejedna osoba podeszła do tej satyry dość jednostronnie, jednak warto spojrzeć na to niekoniecznie jako na ostateczne rozprawienie się z teologicznymi kwestiami i wszystkim, co sobą prezentuje, lecz bardziej samymi absurdami co poniektórych elementów wiary (np. scena, w której wszyscy jeden po drugim źle interpretują to, co im mówi Chrystus). Żywotowi Briana równie daleko do bezmyślnej, efekciarskiej parodii, jak do męczącego steku moralizmów. Co jasne, nie każdemu ten humor podejdzie (choć w zasadzie o każdym projekcie, w którym udział brali ludzie z Monty Python, można tak powiedzieć), ponadto tak jak w przypadku bardziej współczesnego Miasteczka South Park, i tutaj należy odgrodzić się dystansem, jednak Żywot Briana wydaje się świetną propozycją dla tych, którzy nie mają zamiaru rezygnować ani z odrobiny rozrywki, ani garstki przemyśleń.

 

Zobacz również: TOP 30: Najlepsze seriale 2016 roku!


7. Stalker (1979), reż. Andriej Tarkowski

Próba opisu w kilku zdaniach zawartości jakiegokolwiek tworu ze stajni Andrieja Tarkowskiego jest zaiste zadaniem karkołomnym. Mistrz kinowej poezji zadbał bowiem o to, aby każde z jego dzieł generowało więcej pytań aniżeli odpowiedzi i w związku z tym uniemożliwiało pobieżne ich interpretowanie. Prawdą niezaprzeczalną jest natomiast fakt, iż radziecki reżyser bezustannie poszukiwał ewangelicznego ideału, mimochodem poddając pod rozwagę stosunek człowieka wobec Boga, wobec wiary i wobec wartości z nią związanych. Spore pole do popisu w tej kwestii zagwarantowali mu bracia Strugaccy wraz ze swoją powieścią Piknik na skraju drogi. Zaczerpnięta z oryginału i owiana już niejedną legendą "zona" posłużyła Tarkowskiemu za archetyp biblijnego Edenu, gdzie cały ekosystem opiera się na naturalnej harmonii oraz podporządkowaniu prawom przyrody, a pojawienie się splamionego grzechem człowieka powoduje stopniową jej fragmentację. Zdaniem autora, ludzkość odrzucając zaproszenie Boga do raju i obierając drogę nieograniczonej kumulacji wiedzy sama zgotowała sobie żmudną drogę do zatracenia. Wszystko dlatego, że wynikająca z danej ścieżki rozwoju cywilizacja naukowo-technologiczna pozbawiona jest czynników decydujących o człowieczeństwie jej członków – uczuć, emocji, empatii i miłości. Bez nich świat człowieka chyli się ku upadkowi, co z resztą Tarkowski sugestywnie oznacza na ekranie symbolami nawiązującymi do Apokalipsy św. Jana. Nie mniejszą rolę odgrywa tutaj jednostka. Osoba niewinna, wrażliwa na sferę sacrum, lecz powątpiewająca w wyznawane ideały z powodu tłamszenia jej indywidualności przez zindustrializowane społeczeństwo. Jak więc widzimy wątki aktualne w latach 70. są aktualne także dziś. O takie kino sci-fi walczyliśmy!


6. Oto jest głowa zdrajcy (1966), reż. Fred Zinnemann

 Kolejne wybitne dzieło przed nami. Tym razem to ponownie produkt "starej szkoły" Hollywood, gdzie nie ma miejsca na sztuczne "wypełniacze" w rodzaju zbędnych scen akcji czy tanich melodramatycznych chwytów rodem z brazylijskich telenowel. Każda scena ma jakieś znaczenie, coś wnosi do cierpliwie tkanej historii - niczym w fabularyzowanym traktacie moralno-filozoficznym. Paul Scofield genialnie wciela się w sir Thomasa More'a, angielskiego humanistę żyjącego na dworze Henryka VIII. Jego rozterki, gdy nie widzi etycznych podstaw do zostawienia przez monarchę własnej żony dla Anny Boleyn, a z drugiej strony nie chce wprost buntować się przeciwko swojemu władcy, został odegrane w sposób absolutnie mistrzowski. Z drugiej strony, nie zapominajmy także o Robercie Shaw, którego król Henryk z jednej strony jest surowym, twardym władcą, z drugiej również człowiekiem, posiadającym jak każdy swoje żądze i pragnienia, by je urzeczywistnić. To właśnie otwiera furtkę Zinemannowi, by za pomocą owej postaci ukazać największe ludzkie słabości, i jaki efekt może zostać wywołany, gdy te słabości nie będą trzymane na wodzy. Bez wątpienia to znakomite kino, jedne z najlepszych, jakie powstały w tym gatunku.

Wiesz, co z tym zrobić


Szymon Góraj

Szymon Góraj

Redaktor

O mnie:

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.


Więcej informacji o:

Wypowiedz się na ten temat...
Zaloguj się poprzez
albo skomentuj jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Skomentuj jako pierwszy

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.