TOP 50 – Najlepsze polskie filmy w historii!

Spośród naszych rankingów prędzej czy później musiało się pojawić to zestawienie. Bo i czemu by nie? W końcu nasza kinematografia również pochwalić się może ciekawą i bardzo różnorodną paletą wartościowych filmów. W ramach owej różnorodności postanowiliśmy ułożyć 50. filmów, wśród której znajdą się najlepsze pozycje, reprezentujące najważniejsze gatunki – od komedii aż po dramaty. Zapraszamy do lektury i sprawdzenia, w jakim stopniu nasz wybór pokrywa się z Waszymi opiniami!


 Sprawdź również:

Najlepsze polskie komedie

Najlepsze filmy akcji

Najlepsze komedie

Najlepsze bajki i filmy dla dzieci


Amator (1979), reż. Krzysztof Kieślowski

http://film.org.pl/wp-content/uploads/2012/08/amator-1.jpg

Krzysztof Kieślowski prezentuje. Choć Amator nie dorobił się miana najsłynniejszego dzieła – nie bójmy się tego stwierdzenia – najwybitniejszego polskiego reżysera doby kina moralnego niepokoju, to na liście alfabetycznej zawsze będzie pierwszy. I chwała mu za to. Film ten bowiem to prócz czarującej w swej prostocie opowieści i iście neorealistycznej poetyki, dzieło autobiograficzne, odwołujące się do doświadczeń młodego filmowca, którego kariera w PRL nie mogła być z oczywistych względów usłana różami. Otrzymujemy więc tragiczne postacie, moralne dylematy, samoświadome poszukiwania tożsamości, a jeśli dodatkowo spojrzymy nań przez pryzmat relacji autor-dzieło, naszym oczom ukaże się całe bogactwo modernistycznej retoryki filmowej. Niech nam ktoś jeszcze powie, że polskie kino nie dorasta zachodniemu do pięt.


Barwy ochronne (1976), reż. Krzysztof Zanussi

http://1.fwcdn.pl/wv/07/29/30729/barwy_ochronne.30729.4.jpg

Mówiliśmy o Kieślowskim jako najwybitniejszym polskim reżyserze doby kina moralnego niepokoju? Cóż, przemeblujmy to stwierdzenie na „jednego z najwybitniejszych”, bo jeśli przyszłoby nam wybierać pomiędzy nim a Zanussim, to chyba byśmy spasowali. Barwy ochronne to natomiast najlepszy przykład umacniający niniejszy zabieg w rzeczywistości. W tym konflikcie osobowości, który stanowi podstawę fabularną dzieła, jest bowiem coś poetyckiego, coś czego nie powstydziłby się czołowy poeta kina Andriej Tarkowski i coś co w gruncie rzeczy ani na krok nie ustępuje podobnej dialektyce zawartej w Stalkerze. W odróżnieniu jednak od radzieckiego twórcy, Zanussi pozostaje na ziemi, serwując nam bardziej skondensowane i wymierzone w konkretny cel płótno.


Bogowie (2014), reż. Łukasz Palkowski

http://stayfly.pl/wp-content/uploads/2014/10/bogowie-tomasz-kot.jpg

Oparty na faktach film z 2014 roku o życiu najsłynniejszego polskiego kardiochirurga prof. Zbigniewa Religi, który w latach 80 dokonał pierwszego w Polsce udanego przeszczepu serca. Obraz przedstawia człowieka, który musiał się zmierzyć z olbrzymią presją i oporem części środowiska. Wyjmując serce z ciała człowieka, profesor przełamał moralne, kulturowe i religijne tabu, gdyż wówczas taka operacja była uważana za wbrew naturze człowieka. Wyjątkowa rola Tomasza Kota w filmie, który potrafi wzruszyć, ale i rozbawić. Prawdziwy portret lekarza, który całe życie ratował życie ludzi, podejmował ryzyko i walczył z przestarzałymi sposobami myślenia w ówczesnej medycynie.


Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz (1978), reż Stanisław Bareja

stopklatka materiału

Przejdźmy teraz do nieco lżejszego, choć równie ostrego co sztandarowe dzieła niepokojących moralniaków, dzieła. Komedia obyczajowa Stanisława Barei jest wszakże cierpka jak aronia, co nie przeszkadza jej w jednoczesnym kreśleniu sarkastycznego przekroju polskiego społeczeństwa i absurdów słusznie minionej władzy. Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz wykazuje również pewne cechy profetyczne, albowiem wkładając sobie w oczy odpowiedni filtr możemy pomiędzy wierszami wyczytać przekonanie Barei o nieuchronności implozji systemu PRL i całej tej wewnętrznie sprzecznej kultury (oraz kontrkultury) przezeń wytworzonej. Tak się moi drodzy robi dobre komedie!


Człowiek z marmuru (1976) reż. Andrzej Wajda

http://www.cyfraplus.pl/ms_galeria/galeria/14392_7.jpg

Historia zna niezliczone przypadki, w których kontynuacje przebojów nie dorastają do pięt oryginałom, lecz casus Człowieka z marmuru i Człowieka z żelaza do takowych nie należy. W zasadzie można byłoby zamienić te tytuły miejscami w jakimkolwiek rankingu, lub postawić ex aequo na jednej pozycji, gdyż prezentują jednakową wartość merytoryczną. W produkcji z 1976 roku obserwujemy postać Agnieszki, studentki szkoły filmowej, która zamierza nakręcić film o jednym z bohaterów socjalizmu. Podobnie jak w przypadku (jak to niezręcznie brzmi) sequela, na jaw wychodzą różne sprzeczne informacje, poddające w wątpliwość poglądy wyjściowe kobiety.


Dekalog (1988), reż. Krzysztof Kieślowski

http://www.indiewire.com/wp-content/uploads/2016/08/krzysztof-kieslowski-the-dekalogt-2-58-17-pm.jpg?w=780

O tym dziesięcioodcinkowym cyklu Kieślowskiego wypadałoby opowiedzieć z osobna, ale że reguły rankingu są jakie są, to musimy ograniczyć się do powierzchownych frazesów. A takim na przykład byłoby stwierdzenie, iż Dekalog jest po prostu kwintesencją stylu legendarnego reżysera. Jest charakterystyczna melancholia, jest mniejsza lub większa refleksja filozoficzna, są silne wątki psychologiczne. Ponadto skojarzenia z dekalogiem chrześcijańskim są jak najbardziej na miejscu, bo choć de facto nie otrzymujemy bezpośredniego nawiązania do przykazań wiary, to w jakimś tam stopniu poruszamy się w sferze wariacji na ich temat. Rzecz, którą po prostu trzeba obejrzeć, niezależnie od szerokości geograficznej.


Dług (1999), reż. Krzysztof Krauze

http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/cache/images/resize_1000x1000/files/PL/Historia_Polskiego_Filmu/FILMY/Dlug/zdjecie.jpg

Trochę tych Krzysztofów w naszej rodzimej kinematografii mamy. Po Kieślowskim i Zanussim przyszła w końcu pora na Krauze. Co prawda epoka już nie ta, ale lata 90. wcale nie ustępują swoim peerelowskim odpowiednikom, na dowód czego przytaczamy Dług. Zdaniem jednych najmocniejszy film w historii polskiego filmu, drudzy zwracają uwagę na niesamowite zalety realizacyjne, trzeci pieją z zachwytu nad tzw. polską szkołą kina faktu, która swego czasu cieszyła się sporą renomą. Ale wiecie co? Oni wszyscy mają rację. Koniec kropka.


Dzień świra (2002), reż. Marek Koterski

Mój film jest dla młodych wiekiem i duchem – mówił kiedyś Marek Koterski. Na całe jego szczęście przy Dniu świra każdy z miejsca staje się młodym, zatem widownia docelowa jest całkiem pojemna. Tak gdzieś ze 38 milionów typa. Niemniej jednak – i z czego wszyscy zdajemy sobie sprawę – nie jest to jednocześnie film dla mas. A przynajmniej nie do czytania przez masy. Prawdziwą wartość ujawnia dopiero po uzmysłowieniu sobie przez widza jego koneksji z kinem moralnego niepokoju. Dzień świra bowiem jako jeden z pierwszych świadomych przedstawicieli polskiego postmodernizmu filmowego stanowi swoistą odpowiedź, ripostę na autorskie zapędy twórców epoki minionej, tu utożsamianej z klasycznym autorskim modernizmem. Rzecz mała, ulotna, ale jak wiele zmienia.


Faraon (1965), reż. Jerzy Kawalerowicz

http://4.bp.blogspot.com/-yzIo0UkODBU/UeWsbTjF5gI/AAAAAAAAD8Y/u7B0JuEeuNw/s1600/Faraoncolor6.jpg

Starożytny Egipt, Ramzes, kapłani… Ile już takich historii w kinie było. Może i wiele, ale ile z nich pochodziło z Polski? A no właśnie! Film Jerzego Kawalerowicza w niczym nie ustępuje hollywoodzkim standardom, a kostiumy sprawiają wrażenie zaprojektowanych przez samą Coco Chanel do spółki z Salvadorem Dali. Nie gorzej rzecz wygląda ze scenografią i biorąc pod uwagę, że budżet Faraona był dość ograniczony, to nominacja do Oscara powinna się zamienić w statuetkę. Tak się jednak nie stało, ale my nie narzekamy, ponieważ tego typu perełek ze świecą szukać nawet w peerelowskim rozmachu historycznym.


Ida (2013), reż. Paweł Pawlikowski

http://gfx.antyradio.pl/var/antyradio/storage/images/film/news/ida-wzbudza-kontrowersje-po-emisji-w-tvp2-6895/588249-1-pol-PL/Ida-wzbudza-kontrowersje-po-emisji-w-TVP2.jpg

Ida rozwiązała swego czasu istny worek z nagrodami, zdobywając chociażby taką jedną małą nieznaną nagródkę w postaci Oscara za Najlepszy film nieanglojęzyczny. Wielu kwestionowało decyzję Akademii Filmowej, ale czy to pierwszy i ostatni raz? No właśnie. Ida może i idealna nie jest, lecz nie od razu Rzym zbudowano. Paweł Pawlikowski ugruntował tym tworem swoją pozycję w świecie filmu, potwierdzając, że niegdysiejsze laurki mu wystawiane w postaci „najlepiej zapowiadający się brytyjski reżyser” nie wzięły się znikąd. A to wszystko dzięki nieco ponad 80-minutowej opowieści o poszukiwaniu swej tożsamości. Nieźle.

Redaktor naczelny

Założyciel i właściciel Movies Room. Z wykształcenia prawnik i certyfikowany mediator sądowy . Redaktor naczelny, grafik i account manager. Gustuje w kinie rozrywkowym jak i w filmach, po których psychikę trzeba zbierać z podłogi. Fan Batmana, Dartha Vadera, Geralta z Rivii i innych "bad-assów" popkultury.

Odpowiedzialny za koordynacje zespołu, public relations, marketing oraz publicystykę wszystkich działów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?