Advertisement
banner

Pożegnanie lata: TOP5 filmów, których akcja toczy się na wakacjach

Wydawać by się mogło, że ledwie wczoraj rozpoczynaliśmy wakacje rankingiem TOP10 wakacyjnych filmów z miastami w tle – tymczasem minęły już dwa miesiące. Nadeszła pora, aby pożegnać upały, beztroskę i luźny grafik. Postanowiliśmy jednak nie uderzać w przepełnione żalem tony – zamiast tego mamy dla Was pięć filmowych propozycji, które mogą urozmaicić ostatni sierpniowy weekend.

Henry Cavill („Dynasta Tudorów”, „Człowiek ze stali”) w ostatnim z wywiadówbronił produkcji o superbohaterach, ale wspominał też, że istnieją alternatywy – właśnie dlatego poniższe zestawienie zawiera zarówno coś dla entuzjastów przygód, komedii, historii, dramatów jak i muzyki.

Gotowi?

5. „Nie wszystko złoto, co się świeci” (2008), reż. Andy Tennant

złoto

Benjamin Finnegan (Matthew McConaughey z poprzedniej, przedoscarowej, epoki) to typ, z którym nie sposób wytrzymać, ale o którym nie można zapomnieć. Swoją byłą żonę, Tess (Kate Hudson) regularnie doprowadza(ł) do szału. Drogi tych dwojga – niespodziewanie – skrzyżują się ponownie na jachcie poczciwego milionera, Nigela Honeycutta (Donald Sutherland). W pełen przygód rejs wyruszą wraz z jego nastoletnią córką, Gemmą (Alexis Dziena) – dziewczynie nie brak absolutnie niczego, poza zdolnością do samodzielnego myślenia. Albo do myślenia w ogóle… Poszukiwanie skarbu, tajemnica z przeszłości, konkurencyjna wyprawa i mafijne porachunki – jeśli macie ochotę na dobrą zabawę i piękne widoki, to coś dla Was.

4. „Jutro idziemy do kina” (2007), reż. Michał Kwieciński

jutro idziemy do kina

Najlepszy przykład na to, że opowieść o wakacjach może być też lekcją historii i skłaniać do refleksji – zwłaszcza, jeśli mowa o ostatnich wakacjach przed wybuchem II wojny światowej. Piotr (Antoni Pawlicki), Andrzej (Mateusz Damięcki) i Jerzy (Jakub Wesołowski) to troje przyjaciół, którzy zdali już maturę i bawili się – w biało-czarnych strojach! – na studniówce. Teraz mają przed sobą lato pierwszych miłości, planów na dalsze, dorosłe życie, popełniania błędów i wyciągania z nich wniosków. Bohaterowie telewizyjnej produkcji nie do końca zdają sobie sprawę, że wszystko, co robią, mogą robić po raz ostatni…

3. „Najlepsze najgorsze wakacje” (2013), reż. Nat Faxon, Jim Rash

najlepsze najgorsze

Lato Duncana (Liam James) już od pierwszej chwili zapowiada się tragicznie – musi je spędzić w towarzystwie nowego partnera swojej matki, który  (Steve Carell, jakiego nie da się lubić) dokłada wszelkich starań, aby zniechęcić i tak już wycofanego chłopaka do czerpania jakiejkolwiek radości z wczasów. Małomówny, nieśmiały i zawstydzany na każdym kroku nastolatek pewnego dnia poznaje Owena, przebojowego ratownika z okolicznego parku wodnego. Mężczyzna ma w sobie tyle pozytywnej energii, że prędzej (dla widzów) czy później (dla Duncana) musi stać się zaraźliwa. Po obejrzeniu filmu wnioski nasuwają się same: w ofercie biur podróży powinny się znaleźć wakacje z Samem Rockwellem!

2. „Sierpień w hrabstwie Osage” (2013), reż. John Wells

osage

Adaptacja sztuki Tracy Letts. Gorąca atmosfera tego rodzinnego zjazdu nie ma nic wspólnego z porą roku. Bywa śmiesznie, ale pada wiele gorzkich słów i płynie wiele słonych łez. Momentami aż trudno uwierzyć, że to kino amerykańskie, a nie europejskie. Kreacje Meryl Streep („Co się wydarzyło w Madison County”, „Diabeł ubiera się u Prady”) jako despotycznej, niestabilnej emocjonalnie Violet Weston, Julii Roberts  („Bliżej”, „Notting Hill”) jako jej córki Barbary, która trudny charakter najwyraźniej odziedziczyła po matce i Benedicta Cumberbatcha („Sherlock„, „Doctor Strange„) jako Bogu ducha winnego Charlesa „Małego” Aikena są tak doskonałe, że po seansie zaczniecie się poważnie zastanawiać, czy aby na pewno chętnie usiedlibyście z nimi przy jednym stole.

1. „Dirty Dancing” (1987), reż. Emile Ardolino

dirty dancing

Dla niektórych kicz, dla innych klasyk. Wciąż jeden z najsłynniejszych filmów muzycznych wszech czasów. Czegokolwiek by nie mówić, „Hungry Eyes”, „Do You Love Me”, czy wreszcie oscarową „The Time Of My Life” znają wszyscy. Finałową choreografię śmiałkowie próbowali odtworzyć na niejednej imprezie. Można potańczyć, można pośpiewać, można powzdychać – do, nieżyjącego już, Patricka Swayze („Uwierz w ducha”, „Na fali”) jako Johnny’ego Castle’a, do Jennifer Grey („Keith”, „In Your Eyes”) jako nieśmiałej, niezdarnej „Baby” i do lat 80., za którymi się tęskni, albo w których chciałoby się żyć.

Dziennikarz

Studentka czwartego roku Tekstów Kultury UJ.
Ze świata literatury najbardziej lubi powieści, ze świata muzyki - folk, ze świata kina - (melo)dramaty oraz indie. I Madsa Mikkelsena, oczywiście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?