TOP 20 – Najgorsze filmowe sequele!

10. Nagi instynkt 2 (2006), reż. Michael Caton-Jones

Pierwsza odsłona Nagiego instynktu zapisała się w historii kina jako jeden z najlepszych dreszczowców erotycznych. Z kultową już sceną kuszenia podczas przesłuchania, którą Sharon Stone zasłużyła sobie na miano jednej z najbardziej rozbudzających męską wyobraźnię aktorek. Film wydawał się zakończoną zgrabnie historią, lecz w Hollywoodzie nic nie ginie i 14 latach od premiery ukazała się okrutnie rozczarowująca część druga. Niby Stone używa tych samych sztuczek, niby ponownie kusi i zniewala, ale my to już dobrze znany i widać, że jej się nie za bardzo też postać Catherine Tramell grać chce. Produkcja zgarnęła aż cztery Złote Maliny: za najgorszy film, najgorszą rolę pierwszoplanową, najgorszy scenariusz i oczywiście sequel. (D. Stankiewicz)

Fot. Kadr z filmu Nagi instynkt II

9.  Księga Cieni: Blair Witch 2 (2000), reż.  Joe Berlinger

Blair Witch Project, pionier w gatunku found footage horror, zarobił na swoim prostym pomyśle niewyobrażalną ilość pieniędzy. Nic dziwnego więc, że postanowiono wydać część drugą, która… no cóż, powiedzmy, że nie okazała się najlepsza. Porzucono styl amatorskiego dokumentu na rzecz pełnoprawnego filmu fabularnego. Księga Cieni nie ma za dużo wspólnego ze swoim poprzednikiem i właściwie można dojść do wniosku, że Blair Witch w tytule jest tylko po to, aby przyciągnąć fanów części pierwszej. Jedyna rzecz, która zasługuje na uwagę w tym filmie, to całkiem dobry soundtrack. (K. Wdowik)

Najgorsze filmowe sequele

Fot. kadr z filmu Księga Cieni: Blair Witch 2

8. S. Darko (2009), reż. Chris Fisher

Donnie Darko z 2001 roku to bez wątpienia film kultowy. Posiał niecodzienną fabułę, która dawała do myślenia i pozwalała nam na subiektywną interpretację. Do tego jedną z lepszy ról w swojej karierze zanotował tam Jake Gyllenhaal. Po świetnym odbiorze filmu twórcy postanowili oczywiście stworzyć kontynuację. W sequelu zabrakło jednak scenarzysty i reżysera oryginału – Richarda Kelly’ego oraz Gyllenhaala, co już mogło budzić pewne obawy co do jakości S. Darko. No i słusznie, bo kontynuacja była kompletną klapą i nie miała nic, za co pokochano Donnie Darko. Film z założeniach miał być wartością dodaną do oryginału, jednak ciężko tu coś takiego znaleźć. Każdy, kto oglądał pierwszą część, bez problemu przewidzi również zakończenie. Kuleje tu realizacja z reżyserią na czele. Słaba jest nawet muzyka, gdzie z pierwszej części była świetna i na pewno każdy kojarzy kawałek Mad World. Wszystko to puentują sztampowe i szablonowe postacie, które na dodatek zostały słabo zagrane przez aktorów. Sequel najgorszy z najgorszych. (M. Chrzczonowski)

najgorsze sequele

Fot. Kadr z filmu S. Darko

7.  Speed 2: Wyścig z czasem (1997), reż. Jan De Bont

Pierwsza część Speeda była akcyjniakiem trzymającym mocno w napięciu. Z perspektywy czasu to film bardzo charakterystyczny dla lat 90-tych, znakomita rozrywka, którą na swoich barkach trzymali Keanu Reeves i Sandra Bullock. Film otrzymał nawet dwie statuetki Oscara, za najlepszy dźwięk i montaż dźwięku. Kontynuacja natomiast, już bez udziału Reevesa, za to z Sandrą Bullock na pokładzie luksusowego statku pasażerskiego była zupełnie niepotrzebna. Jason Patric nie przykuwał uwagi, a filmu nie ratował jak zwykle robiący swoje Willema Dafoe. Niby ten sam reżyser, niby podobna tematyka i dynamika całości, ale jednak film okazał się klapą. Złota Malina za najgorszy sequel jak najbardziej zasłużona. (D. Stankiewicz)

Fot. Kard z filmu Speed 2: Wyścig z czasem

6.  Mortal Kombat 2: Unicestwienie (1997), reż. John R. Leonetti

Nie ma wytłumaczenia na to, jak po świetnej części pierwszej, Mortal Kombat 2 zdołało zasiać w naszych serduszkach ziarenko żenady. Dosłownie wszystko, od wspaniałych efektów specjalnych po prześmiesznie poważne dialogi, których nie powstydziłby się sam Tommy Wiseau, sprawia, że Unicestwienie to bardzo, bardzo zła produkcja, ale całkiem niezła komedia. Twórcom ewidentnie przyświecała myśl więcej wszystkiego, ale gdzieś w trakcie wymyślania jakie postacie wystąpią filmie i kto z kim będzie się naparzał, kompletnie zapomnieli o scenariuszu. (K. Wdowik)

Najgorsze filmowe sequele

Fot. kadr z filmu Mortal Kombat 2: Unicestwienie

5. Głupi i głupszy 2: Kiedy Harry poznał Lloyda (2003), reż. Troy Miller

Tutaj mamy mistrza w wyciąganiu od ludzi pieniędzy. Pierwowzór z 1994 roku był całkiem zabawną komedią ze świetną obsadą aktorską. Mieliśmy tu duet Jim Carrey i Jeff Daniels, który znakomicie się uzupełniał i dawał popis aktorski w odgrywaniu dwóch przygłupów. Niecałe dziesięć lat później twórcy chcą stworzyć kontynuację, jednak nie udaje im się ponownie zatrudnić do głównych ról wspomnianych wyżej aktorów. Co więc robią? A no postanawiają nakręcić prequel, znajdując podobnych odtwórców ról. Twórcy liczyli chyba, że widzowie nie zdadzą sobie sprawy z podmiany aktorów i pójdą do kina. Aktorzy może i wyglądali podobnie, jednak trudno pomylić ich warsztat. Kontynuacja bez Carreya i Danielsa traci wszystko, za co kochaliśmy jedynkę i trudno znaleźć tutaj jakiekolwiek plusy. Dialogi są tragiczne, a żarty wprawiają nas w osłupienie jedynie swoim poziomem głupoty. Wielkie NIE tego typu kontynuacjom! (M. Chrzczonowski)

najgorsze sequele

Fot. Kadr z filmu Głupi i głupszy 2: Kiedy Harry spotkał Lloyda

4. Dziedzic maski (2005), reż. Lawrence Guterman

To jeden z tych koszmarków, którym z czystym sumieniem wystawiam ocenę 1/10. Maksymalnie tandetny, z żartami wymyślonymi chyba wśród grona mało rozgarniętych przedszkolaków. Tego nawet fanom Małych agentów bym nie był w stanie polecić. Film niby skłania się do bycia komedią familijną, ale nawet jako samodzielny produkt się nie sprawdza. A jeśli miałby to oglądać fan aktorskich wyczynów Carrey’a z oryginalnego klasyka z lat 90-tych to już w ogóle. Złota Malina za najgorszy sequel oczywiście wpadła. Szukając kiedyś ciekawostek na temat tego potworka doczytałem się, że Carrey miał zagrać Ipkissa ponownie, ale zrezygnował po przeczytaniu scenariusza. Zupełnie się nie dziwię. Za to udział Alana Cumminga i Boba Hoskinsa jest wielce zastawiający… (D. Stankiewicz)

Fot. Kadr z filmu Dziedzic maski

3. Transformers: Wiek zagłady (2014), reż. Michael Bay

Seria Transformers, gdybyśmy się bardzo uparli, mogłaby zająć 1/5 naszego rankingu. Były części złe i bardzo złe, ale od jedynki z 2007 roku roboty z kosmosu coraz bardziej zbliżają się do granic możliwości widzów kina. Jak widać wybór tej jednej, najgorszej z najgorszych nie należał do najłatwiejszych. Zdecydowałem się na 4. cześć, w której to, według mnie, Bay osiągnął apogeum absurdów i niedorzeczności – choć dla samego reżysera mógł to być film idealny, gdzie jego ukochane wybuchy nie były niczym skrępowane. Pierwsze trzy części, choć na pewno nie stanowiły wyżyn twórczych Hollywood, to dawały dobrą rozrywkę, a niczego więcej nikt tu nie wymagał. Jednak od Wieku zagłady dostaliśmy przetasowania w obsadzie, na czym filmy sporo straciły – drewniany Wahlberg za znośnego Shia LaBeoufa. Do tego w czwórce scenarzyści kompletnie się pogubili, dając nam zlepek scen, które tworzyły jedynie wielki chaos – wychodząc z kina nie miałem pojęcia, o czym był film. W dwie i pół godziny seansu akcja szybko robiła się monotonna, a my tylko patrzyliśmy, ile jeszcze będą trwały te tortury. Nie polecam. (M. Chrzczonowski)

najgorsze sequele

Fot. Kadr z filmu Transformers: Wiek zagłady

2. Batman i Robin (1997), reż. Joel Schumacher

Batman Forever nie był udanym filmem. Prawdą jest, że Tim Burton postawił wysoko poprzeczkę, ale Joel Schumacher nawet nie próbował wziąć rozbiegu, aby ją przeskoczyć. Jednak Batman i Robin nie powinien brać nawet udziału w eliminacjach do zawodów. Zaczynając od  totalnie niedobranej obsady (George Clooney jako Batman to jeden z najgorszych castingów w historii), a kończąc na  tragicznym humorze, którego w tym filmie nie powinno być, przez co film nie jest zabawny, a żenująco komiczny.  Nie wspomnę o scenariuszu, braku logiki czy tragicznej scenografii i kostiumach – strój Batmana, uwydatniający jego sutki to przykład najgorszego przedstawienia superbohatera w dziejach kinach. Uśmiercenie tak ikonicznej postaci Mrocznego Rycerza jak i antagonistów zobaczymy właśnie w tym filmie. (M. Gontarski)

Fot. kadr z filmu Batman i Robin

1. Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi (2017), reż. Rian Johnson

Kiedy Disney kupił od George’a Lucasa wszelkie prawa do Star Wars, środowisko fanów sagi wyraźnie się podzieliło. Gdy już mogliśmy zobaczyć efekt prac Disneya w postaci Przebudzenia Mocy, fani podzielili się nawet bardziej. Zjednoczył ich dopiero… hejt na Ostatniego Jedi. Zarzuty wobec tego filmu nadają się na osobny artykuł, ale do tych najważniejszych należy olanie historii nakreślonej w Przebudzeniu Mocy, nadmierna poprawność polityczna, nieliczenie się z kanonem, zbyt dużo humoru i twistów i, oczywiście, Leia-Superman. Zdaję sobie sprawę, że właśnie ten sequel na miejscu pierwszym może budzić spore kontrowersje, ale spójrzmy na szerszy obrazek. Gwiezdne Wojny to prawdopodobnie największa marka w Hollywood, której uniwersum składa się także z gier, seriali, książek czy komiksów, a jej baza fanów łączy w sobie dosłownie wszystkie pokolenia. Właśnie przez pryzmat tego oraz nieodwracalnych szkód, jakie wyrządził The Last Jedi tej sadze, dzieło Johnsona zajmuje niechlubne, pierwsze miejsce w rankingu najgorszych filmowych sequeli. (K. Wdowik)

Najgorsze filmowe sequele

Fot. materiały prasowe


Ranking przygotowali:

Mateusz Chrzczonowski 

Marcin Gontarski

Łukasz Kołakowski

Dominik Stankiewicz

Krzysztof Wdowik

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

YoYo pisze:

Ok, sam nie jestem fanem TLJ, ale bez przesady. Można tego filmu nie lubić, ale jeśli robi się ranking najgorszych sequeli i są w nim takie dzieła jak dziedzic maski, to na pewno TLJ nie powinno być na pierwszym miejscu. W porównaniu do większości potworków z tej listy TLJ jest wręcz arcydziełem.

Cez pisze:

Wybacz, ale TLJ to gniot jakich mało.

Mikee pisze:

The Last Jedi to najlepszy film z uniwersum Star Wars 🙂

Darek pisze:

ZLituj się, TLJ to obraza dla uniwersum SW.

Kosmik pisze:

Co wy macie do nowych Gwiezdnych Wojen. Ja za nimi nie przepadam, ale bez przesady.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?